8 czerwca 2021

„Studnie” Malczewskiego: Zatrute i Ozdrowieńcze

Konrad Niemira

 

 

Na czerwcowej aukcji Sztuka Dawna. XIX wiek – Modernizm – Międzywojnie prezentowane są dwie unikalne prace pędzla Jacka Malczewskiego osnute o ulubiony temat artysty z początku XX wieku – (zatrutej) studni.

 

w "Zatrutej studni" z 1906 roku, zarzucony na plecy stojącego przy studni mężczyzny sybiracki szynel nie pozostawia wątpliwości, że scena jest komentarzem do polskiej rzeczywistości początku XX wieku. Podobne sygnały odnajdziemy zresztą na pozostałych płótnach Malczewskiego podejmujących temat zatrutej studni (np. w cyklu w Rogalinie z 1906). Jako rekwizyty artysta często wykorzystywał bowiem więzienne kajdany, a w tle swoich kompozycji umieszczał sylwetkę krakowskiego Kopca Kościuszki. Na czym jednak polega związek zatrutych studni z Polską? Malczewski nigdy nie przedstawił egzegezy serii tych obrazów, ale ograniczył się do jednej tylko wskazówki: tytułu, który został zbudowany w formie przestrogi: Zatruta studnia. Nie protestował jednak, kiedy w 1907 Lucjan Rydel przedstawił swój wierszowany komentarz cyklu rogalińskiego. Poeta przekonywał w nim, że obrazy nie mają charakteru wyłącznie egzystencjalnego, tj. nie przedstawiają po prostu pielgrzyma przybywającego do studni z nadzieją ugaszenia pragnienia i znajdującego tam truciznę, ale mają wymiar polityczny. Zdaniem Rydla, kluczem do obrazów Malczewskiego jest bowiem fatum martyrologiczne, a zatruta woda stanowi metaforę dziejowego fatalizmu i sytuacji pokolenia popowstaniowego. To pokolenie karmiono bowiem przez lata sceptycyzmem wobec szans na odzyskanie przez Polskę niepodległości, czy – jak ujmuje to poeta – przez lata pojono je skażoną wodą, która zatruwała ich organizm, gasiła heroizm, wpajała mu chorobę, marazm i bezczynność. Za zatrucie studni miała być odpowiedzialna Chimera ("Zła Upiorzyca"), niesymbolizująca bynajmniej rozbiorców Rzeczpospolitej, ale demona historii. W tym ujęciu Zatruta studnia była uważana za centralną figurę polskiej historii. Powstania niepodległościowe miały być z kolei próbą odwrócenia fatum ("Myśleli ojcowie, że krew i cierpienie / Uzdrowi zdrój wody zatrutej / Szło całe rycerskie na śmierć́ pokolenie, / Na boje, w kajdany, pod knuty"), ale próbą z gruntu nieskuteczną. Dawni powstańcy po powrocie z wygnania zaczynali bowiem na powrót pić zatrutą wodę i popadać w marazm. Moc trucizny była ogromna, a ona sama krążyła nawet w żyłach dziewcząt strzegących wodozbioru. Ich rozmaite wcielenia na obrazach Malczewskiego (od niewinnych nastolatek, przez Ellenai, po dojrzałe krakowskie matrony) nie są więc symbolem nadziei czy alegorią Polonii, ale częścią "zatrutego systemu".

Jakkolwiek nie ustosunkujemy się do wykładni Rydla czy przyjmiemy ją za wyraz intencji samego Malczewskiego, czy tylko jako poetycką interpretację, wydaje się, że w sposób niezwykle sugestywny wydobywa ona wewnętrzne napięcia różnych kompozycji z omawianego cyklu. Doskonale te napięcia widać zresztą na prezentowanym obrazie. Kobieta, która siedzi na brzegu studni, nosi bowiem czarną, potarganą na ramionach suknię, co sugerować może żałobę (w domyśle: żałobę po klęsce powstania 1863) i zbezczeszczenie. Równocześnie jednak jej suknia jest lekko uniesiona, a łydka obnażona, co nadaje postaci delikatny walor erotyczny (pamiętajmy, że obraz powstał w 1906 i adresowany był do krakowskiej publiczności uważającej za nieobyczajne zachowania, które dziś uchodzą całkiem na sucho). Tę niepokojącą dwuznaczność komplikuje fakt, że kobieta wydaje się podobna do Marii Balowej, wieloletniej kochanki i muzy artysty (warto też zapytać, czy schodki w tle tej sceny nie odsyłają nas do przydomowego ogrodu Malczewskich). Czyżbyśmy mieli tu do czynienia z palimpsestem, w którym nakładają się na siebie umęczona Polska i kobieta demoniczna, ofiara i trucicielka jednocześnie?

Jacek Malczewski, Dama w fotelu (Portret Marii Balowej), około 1904, Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu

 

Żałobna suknia demonicznej strażniczki odsyła nas do jeszcze jednego, bardziej filozoficznego niż politycznego problemu obrazu. Skojarzenie ze sobą śmierci i źródła wody odwraca bowiem potoczny, poetycki sens tego ostatniego. Malczewski z czerpanej ze studni wody nie czyni bowiem źródła życia. Wręcz przeciwnie: studnia jest punktem, w którym przepojony złem i śmiercią świat podziemny łączy się ze światem żywych. Picie studziennej wody zamiast dać orzeźwienie, zaszczepia w nas śmierć.

Spośród wszystkich studni, które namalował Malczewski, ta jedna, ujęta w obrazie "Przy studni", nie wydaje się zatruta. Co więcej: prezentowany tu obraz przedstawia prawdopodobnie miejsce, które w mitologii rodziny Malczewskich uchodziło za lecznicze. Przyjmuje się bowiem, że pejzaż wiąże się z ogrodem przylegającym do domu rodzinnego Marii z Gryglewskich, żony artysty młodszej od niego o 12 lat, który mieścił się w Nowym Sączu przy ulicy Jagiellońskiej. Maria Malczewska odwiedzała to miejsce z dziećmi, Rafałem i Julią, bardzo często. Z Krakowa regularnie przyjeżdżał tu także Jacek, a po narodzinach Rafała przeniósł się tu na kilka miesięcy na stałe. Piętrzący się tarasowo ogród, jego charakterystyczne schody i studnia stały się tłem kilku jego kompozycji (najsłynniejszą z nich jest bodaj "Autoportret z hiacyntem" z 1902, Muzeum Narodowe w Poznaniu). Miejsce to dobrze zapamiętał także syn artysty, Rafał, który po latach wspominał, że

"ogród położony na tyłach obu domów (…) biegł ku błękitnej przestrzeni. W pewnej chwili leciał w dół ku linii kolejowej biegnącej koliście u stóp pogórza, na którym stoi Nowy Sącz. Tam na samym dole był parkan i kępy pokrzyw. Zbocze porastały śliwy i czereśniowe drzewa o owocu ciemnym i prawie czarnym. (…) Na zbocze wytryskało źródełko. Woda z tego źródełka spływała rynną, obrosłą zielenią, do beczki wkopanej w ziemię. Pradziadek cenił sobie bardzo tę wodę. Miała być lecznicza".

Jacek Malczewski z rodziną, Nowy Sącz, fotografia, Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu

 

Nowosądecki dom teściów Malczewskiego nie był jednak scenerią szczęśliwego życia rodzinnego. Wiadomo, że Malczewscy przyjeżdżali do niego początkowo dla oszczędności. W Nowym Sączu burzliwie spierali się także o wychowanie syna. Matka i dziadkowie nalegali na dużą kontrolę i krótkie spacery, Jacek – na puszczenie dziecka samopas. Pod koniec XIX wieku w Krakowie głośno mówiło się ponadto o ich możliwym rozwodzie, przy czym we wspomnieniach współczesnych winą za kłopoty Malczewskich obwiniano zwykle Jacka ("Był uosobieniem bardzo wielu cnót, ale jako mąż nie mógł być ani opiekunem, ani doradcą, ani jakiemś oparciem życiowem" – pisała oględnie Michalina Janoszanka).

Zwyczajowo prezentowana praca datowana jest na 1902 rok. Zachowana w Muzeum Jacka Malczewskiego w Radomiu fotografia nowosądeckiego ogrodu Malczewskich nie jest datowana. Inne zachowane obrazy z tym wycinkiem pejzażu różnią się w detalach. Pomocą w osadzeniu obrazu w œuvre artysty musi więc pozostać przede wszystkim stylistyka, która sugeruje, że mamy tu do czynienia z pracą z ok. 1900 (wskazówką dla datowania nie może być chłopiec i jego wiek – dziecko nie przypomina bowiem syna artysty, Rafała).

Jak "Przy studni" prezentuje się na innych obrazach Malczewskiego z tego okresu? Za najwymowniejszy kontekst mogą posłużyć obrazy prezentujące okolice drugiego domu Malczewskich mieszczącego się na terenie podkrakowskich Półwsi Zwierzynieckich. Podobnie jak w prezentowanej tu pracy, Malczewski rezygnował z nich z symbolicznych rekwizytów i baśniowych postaci, a skupiał na efektach stricte realistycznych. Wartość tego nurtu jego sztuki zauważała i doceniała krytyka. Stanisław Witkiewicz pisał na łamach "Krytyki", że

"Talent malarski Malczewskiego, pomimo ogromu treści myślowej, jaką zawierają jego obrazy, nie przestaje ani na chwilę iść za czysto malarskimi celami, za doskonałością odtwarzania kształtu, za szukaniem dobrego rozwiązania zagadnień światłocienia. Talent ten opiera się stale i ciągle o naturę i, jakkolwiek daleko w niezmierzony świat uczuć i myśli sięga wyobraźnia artysty, jego malarstwo nie przestaje patrzeć, ze ścisłością przyrodniczego badacza (…), nie przestaje studiować natury, dążyć do opanowania wszystkich przejawów jej kształtu, starać się o wprowadzenie jej żywej, drgającej całą niespodzianością przypadkowych zjawisk"

(Stanisław Witkiewicz, Jacek Malczewski, "Krytyka" 1903, z. 2).