Simon Little-House, Malarz martwo stojących rzeczy

5 października 2020

Simon Little-House, Malarz martwo stojących rzeczy

"Wrodzone zamiłowanie do koloru nie wyjaśnia oczywiście niezwykłego rozwoju holenderskiego malarstwa. O wiele ważniejsza była radość czerpana z kształtów i przedmiotów, niewzruszona wiara w rzeczywistość materialną i doniosłość ziemskich rzeczy"

Johan Huizinga, Kultura XVII-wiecznej Holandii


Simon Luttichuys był niderlandzkim malarzem działającym w Londynie i w Amsterdamie. Choć jego dzieła dowodzą jego wybitności, dysponujemy zaledwie garścią wiadomości o jego życiu. Urodził się i został ochrzczony w Londynie. Przed 1649 rokiem przeniósł się do Amsterdamu gdzie spędził resztę życia. Pierwsze znane dzieła wykonał dla St. John's Collage w Cambridge (portret biskupa Thomasa Mortona). W Anglii koncentrował się na portretach i przedstawieniach historycznych. Okres amsterdamski to z kolei dominacja martwych natur. Być może było to spowodowane chęcią nie tworzenia konkurencji bratu (Isaack), który zajmował się malarstwem portretowym.

 

Pronkstilleven czyli wanitatywne perypetie przedmiotów 


"Martwa natura na udrapowanym stole" jest przykładem malarstwa nazywanego "pronkstilleven" czyli wystawnych martwych natur. To, co przykuwa uwagę to wirtuozersko oddane, wspaniałe przedmioty (trzonek noża, puchar białego wina, taca i kubek), będące właśnie w pełnym tego słowa znaczeniu – wystawnymi. Ktoś, kto ma w domu takie cuda musi chyba być bogaty i szczęśliwy? No tak, ale możliwe jest odejście od tej prostej i przekonywającej zarazem interpretacji ku innej, równie prostej i przekonywającej. Malarze tworzący owe wystawne martwe natury w mniej lub bardziej natrętny sposób przypominali, że być może bogactwo, ów kielich i kubek, to nie wszystko, co oferuje życie. Luttichuys akurat zrobił to subtelnie i z gracją. Piękne róże, leżące obok kubka więdną przecież i ta prosta prawda ma patrzącemu przypomnieć, że kielich i kubek też w pewnym sensie zwiędną. To znaczy – są wspaniałe, ale to nie trwa wiecznie i nie ma co pokładać w nich nadziei. A zatem mamy przed oczami wspaniały, wirtuozerski obraz, nie tyle przewrotny, co dwuznaczny. Patrzymy na piękne, rzadkie i drogie rzeczy po to, by pamiętać, że ich wspaniałość to nie wszystko.

 

 

Miejsce przecięcia cytryny i okna

 

Choć na obrazie Luttichuysa dużo jest wspaniałych, malarskich miejsc, to jedno z nich szczególnie przykuwa uwagę. Chodzi o czaszę römera, pucharu. Malarze martwych natur często przedstawiali na szkle odbicie okna. Obecność tego odbicia uświadamia nam, że obraz nie powstał w jakimś mitycznym "nigdzie", tylko w konkretnej, posiadającej okno pracowni malarza. Uświadamia nam również rangę malarza, który dzieło stworzył, jego mistrzowskie opanowanie warsztatu.

Luttichuys uczynił z cytryny obrazowe centrum prezentowanego płótna. Popularnych odczytań motywu obranej cytryny jest wiele. Od skojarzeń z grzechem pierworodnym, przez aluzje do lojalności do panującej w Niderlandach Północnych dynastii, aż po niebezpieczeństwo zbytniego przywiązania do bogactwa. Cytryna była dobrem luksusowym, dostępnym dla tych, którym się powiodło. Miała powab czegoś luksusowego i egzotycznego zarazem. Znowu mamy do czynienia z (nasiloną w tym przypadku) dwuznacznością tego typu malarstwa. Luksus i bogactwo przyciągają jak piękna po wierzchu cytryna. Mogą się jednak okazać gorzkie (ściśle mówiąc: kwaśne). Być może ową kwaśność równoważy w obrazie Luttichuysa smak słodkiego wina, nalanego do pięknego römera.