Dawni Mistrzowie
6 października 2020 godz. 19:00

Simon Luttichuys (1610 Londyn - 1661 Amsterdam)
Martwa natura na udrapowanym stole (z kielichem typu Römer i pucharem ozdobionym ornamentem typu 'kwab'), 1649
Estymacja: 200 000 - 250 000 zł
Numer obiektu na aukcji
6
Simon Luttichuys (1610 Londyn - 1661 Amsterdam)
Martwa natura na udrapowanym stole (z kielichem typu Römer i pucharem ozdobionym ornamentem typu 'kwab'), 1649

Estymacja: 200 000 - 250 000 zł

olej/płótno, 60,3 x 51,8 cm
sygnowany i datowany p.g. (ledwo czytelnie): 'S.L fe. 1649'
na odwrociu nalepki z domów aukcyjnych
ID: 89433
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
Pochodzenie
  • kolekcja prywatna, Niemcy
  • Ween and Klepman, Amsterdam, przed 1916
  • Jacques Goudstikker, Amsterdam
  • J. Böhler, Monachium, 1928-1932
  • Böhler and Steinmeyer, Lucerna, 1933
  • kolekcja prywatna, Szwajcaria
  • Steinmeyer, Lucerna, 1939
  • kolekcja prywatna, Szwajcaria
  • U. Eberhart, Zurych, 1988
  • kolekcja Ingvara Bergströma, Göteborg
  • Johnny van Haeften, Londyn, 1988
  • E. Lingenauber, Düsseldorf, 1990
  • kolekcja prywatna, Holandia
  • Rob Smeets, Mediolan
  • kolekcja prywatna, Warszawa
Literatura
  • Bernd Ebert, Simon und Isaack Luttichuys : Monographie mit kritischem Werkverzeichnis, Munich, 2009, ss. 150, 153 oraz 374-375, il. 100
  • Eric Jan Sluijter, 'All striving to adorne their houses with costly peeces': Two case studies of Paintings in Wealthy Interiors', Art and Home, Dutch Interiors in the Age of Rembrandt, exhibition catalogue, Denver, 2001, s. 112, il. 154
  • Fred G. Meijer, Een stilleven van Simon Luttichuys 'overschildert en vermeerdert' door Willem Kalf', "Razprave iz Europske Umetnosti", Ljubljana 1999, ss. 100, 104, nota nr 5
Więcej informacji
Simon Luttichuys był niderlandzkim malarzem działającym w Londynie i w Amsterdamie. Choć jego dzieła dowodzą jego wybitności, dysponujemy zaledwie garścią wiadomości o jego życiu. Urodził się i został ochrzczony w Londynie. Przed 1649 rokiem przeniósł się do Amsterdamu gdzie spędził resztę życia. Pierwsze znane dzieła wykonał dla St. John’s Collage w Cambridge (portret biskupa Thomasa Mortona). W Anglii koncentrował się na portretach i przedstawieniach historycznych. Okres amsterdamski to z kolei dominacja martwych natur. Być może było to spowodowane chęcią nie tworzenia konkurencji bratu (Isaack), który zajmował się malarstwem portretowym.

W 1658 roku William Sanderson stworzył jeden z pierwszych angielskich traktatów o sztukach obrazowych: Graphice, the use of the pen and pensil, or, the most excellent art of painting. Napisał tam: "For Flower-pots and Paintings of that kind, Brugel and Dehem were excellent: but now Paulus Seagers is best of all, a rare Artizan, and Van Thewlin of Antwerpe, his Imitator. And in dead-standing-things, Little- House, a Dutchman" („Jeśli chodzi o kwiaty w dzbankach i tego typu obrazy, Brugel [Brueghel] i Dehem [de Heem] byli znakomici, jednak teraz najlepszym ze wszystkich jest Paulus Seagers, wyjątkowy spec, oraz van Thewlin z Antwerpii, jego naśladowca. Jeśli zaś chodzi o martwo stojące rzeczy, Mały- -Dom [Luttichuys], Holender”). Ten fragment wskazuje, że twórczość Simona Luttichuysa, Holendra urodzonego w 1610 roku w Londynie była bardzo ceniona przez współczesnych. Angielskiemu uchu jego nazwisko musiało brzmieć znajomo i zmieniać się w nim w „little house”. Drugą, istotną informacją, jaką można uzyskać czytając ten krótki fragment jest to, że około połowy XVII wieku Anglicy nie posiadali jeszcze określenia na „martwą naturę”. Był to więc gatunek młody dla tamtejszych oczu, który dopiero czekał na swoją zwyczajową nazwę. Sanderson po pomoc zwrócił się, jeśli można tak powiedzieć, do kontynentalnej Europy. W pierwszej połowie XVII wieku mieszkańcy Północnych Niderlandów mówili na takie malarstwo: „stilstaende dingen”, czyli „nieruchomo stojące rzeczy” i dopiero w połowie XVII wieku dopracowali się określenia „stilleven”, które tłumaczy się jako „przedmioty nieożywione” albo „nieruchoma natura”. Z kolei Francuzi używali w tym czasie określenia „choses inanimées”, „rzeczy nieożywione”. Inaczej przedmiot ujmowali Włosi, nazywając to malarstwo jako „natura morta”, „martwa natura”. W tym kierunku poszedł też język francuski, w którym od końca XVIII w. zaczęto używać określenia używanego do dzisiaj – „nature morte”. „Dead-standingthings” Sandersona wskazuje na to, że miał świadomość określeń używanych w Europie. Jego termin nie ostał się jednak i niedługo Anglicy przetłumaczyli niderlandzkie „stilleven” na „still life”. I tak zostało.

„Martwa natura na udrapowanym stole” jest przykładem malarstwa nazywanego „pronkstilleven” czyli wystawnych martwych natur. To, co przykuwa uwagę to wirtuozersko oddane, wspaniałe przedmioty (trzonek noża, puchar białego wina, taca i kubek), będące właśnie w pełnym tego słowa znaczeniu – wystawnymi. Ktoś, kto ma w domu takie cuda musi chyba być bogaty i szczęśliwy? No tak, ale możliwe jest odejście od tej prostej i przekonywającej zarazem interpretacji ku innej, równie prostej i przekonywającej. Malarze tworzący owe wystawne martwe natury w mniej lub bardziej natrętny sposób przypominali, że być może bogactwo, ów kielich i kubek, to nie wszystko, co oferuje życie. Luttichuys akurat zrobił to subtelnie i z gracją. Piękne róże, leżące obok kubka więdną przecież i ta prosta prawda ma patrzącemu przypomnieć, że kielich i kubek też w pewnym sensie zwiędną. To znaczy – są wspaniałe, ale to nie trwa wiecznie i nie ma co pokładać w nich nadziei. A zatem mamy przed oczami wspaniały, wirtuozerski obraz, nie tyle przewrotny, co dwuznaczny. Patrzymy na piękne, rzadkie i drogie rzeczy po to, by pamiętać, że ich wspaniałość to nie wszystko.

Jednym z głównych bohaterów obrazu Luttichuysa jest leżący srebrny kubek, dekorowany ornamentem określanym w Niderlandach mianem „kwab” (polskie określenie, składające się z większej liczby liter, to: ornament małżowinowo- -chrząstkowy). Małżowinowość znaczy po prostu tyle, że patrzącym na przedmioty pokryte tym ornamentem, jego niezwykłe formy kojarzyły się z krzywiznami ludzkiego ucha. Próba opisania tego ornamentu jest trudna ponieważ opiera się terminologii wziętej z geometrii i przyzwyczajeniom mierzenia wszystkiego i wyszukiwania kątów prostych. Przedmioty dekorowane w tym stylu to przede wszystkim rzeczy niewielkich rozmiarów, tak jakby kwab upatrzył sobie skalę intymną, opartą na bezpośrednim kontakcie widza z przedmiotem. Jego domeną było złotnictwo i ramiarstwo (jeden z tych przypadków kiedy rama przez swoją atrakcyjność wizualną może śmiało konkurować z wprawionym w nią obrazem). To niezwykłe zjawisko, jeśli ornament jest zjawiskiem, uważa się za najważniejszy wkład Niderlandów w historię sztuk dekoracyjnych. A za najpełniejszą realizację stylistyczną uchodzą właśnie metalowe naczynia, dzieła genialnych złotników, braci Paula i Adama van Vianen, działających w pierwszej połowie XVII wieku. Znali oni zapewne manierystyczne projekty naczyń stworzone jeszcze w XVI wieku przez Giulia Romano czy Eneę Vico i sądzi się, że są one jednym ze źródeł tego stylu w dekoracji. Przedmioty wykonane przez braci, tak jak kreacje manierystów, zaskakują widzów. Wykonane w metalu sprawiają wrażenie „płynących”, obłe kształty sprawiają wrażenie dynamicznych, a przecież to twardy i trwały metal. Wszystko faluje, jak płyn, który mógłby znaleźć się w środku. Płynność form tworzy niekiedy (i tak jest na naczyniu przedstawionym przez Luttichuysa) zaskakujące kształty. Na obrazie dobrze widać, ujętą dwoma różkami fantastyczną jakby krzyczącą twarz jakiegoś stwora.

Römer to dość wysoki puchar, znany przede wszystkim z terenu Niemiec i Niderlandów, wchodzący w skład zastawy stołowej od końca XV do XIX wieku. Pito z nich przede wszystkim białe wino. W XVII wieku wykształcił się klasyczny kształt tego naczynia – kielicha na wysokiej stopce ze spiralnie zawiniętej nici szklanej z cylindrycznym korpusem, ozdobionym guzami przypominającymi jeżyny. Römery miały przyjemny niebieskawo-zielony kolor. Zieleń związana jest z obecnością znacznych stężeń związków żelaza, manganu i tlenku niklu. Co ciekawe, naczynia te jako takie nie były wyznacznikiem bogactwa – używały ich wszystkie warstwy od ludzi ubogich przez bogate mieszczaństwo po sfery książęce.

Choć na obrazie Luttichuysa dużo jest wspaniałych, malarskich miejsc, to jedno z nich szczególnie przykuwa uwagę. Chodzi o czaszę römera. Malarze martwych natur często przedstawiali na szkle odbicie okna. Obecność tego odbicia uświadamia nam, że obraz nie powstał w jakimś mitycznym „nigdzie”, tylko w konkretnej, posiadającej okno pracowni malarza. Uświadamia nam również rangę malarza, który dzieło stworzył, jego mistrzowskie opanowanie warsztatu. Luttichuys uczynił z cytryny obrazowe centrum prezentowanego płótna. Popularnych odczytań motywu obranej cytryny jest wiele. Od skojarzeń z grzechem pierworodnym, przez aluzje do lojalności do panującej w Niderlandach Północnych dynastii, aż po niebezpieczeństwo zbytniego przywiązania do bogactwa. Cytryna była dobrem luksusowym, dostępnym dla tych, którym się powiodło. Miała powab czegoś luksusowego i egzotycznego zarazem. Znowu mamy do czynienia z (nasiloną w tym przypadku) dwuznacznością tego typu malarstwa. Luksus i bogactwo przyciągają jak piękna po wierzchu cytryna. Mogą się jednak okazać gorzkie (ściśle mówiąc: kwaśne). Być może ową kwaśność równoważy w obrazie Luttichuysa smak słodkiego wina, nalanego do pięknego römera.