Rewolucja Krasnali
Plakaty Pomarańczowej Alternatywy we Wrocławiu (1987-1988)
Dorota Monkiewicz
Wrocław jest jednym z tych miast na mapie Polski, gdzie sztuka na murach rozkwita wyjątkowo bujnie. Wyrazem tej sytuacji jest festiwal Sztuki Zewnętrznej "Out of Something", organizowany w trybie biennalowym przez galerię miejska BWA Awangarda od 2008 roku.
Tradycja wrocławskich murali ma o wiele dłuższa historię – sięga lat 80. XX wieku i okresu stanu wojennego. To wtedy Waldemar "Major" Frydrych - student historii i historii sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim wpadł na pomysł , aby rysować krasnale na śladach po zamalowanych farbą politycznych hasłach na murach. W ten sposób na miejscu zakrytych przez administratorów budynków napisów "Solidarność walczy", czy "Zima wasza, wiosna nasza" , albo "TVP łże" pojawiły się uśmiechnięte skrzaty – formalnie "politycznie neutralne", ale faktycznie zwracające uwagę na to, co pod spodem zostało zamalowane.
Ten rodzaj taktyki, którą "Major" Frydrych nazwał "surrealizmem socjalistycznym" stał się charakterystyczny dla działalności "Pomarańczowej Alternatywy", zainaugurowanej w 1987 roku. Zaczęło się happeningiem "Rewolucja Krasnoludków" w "Dniu Dziecka" 1 czerwca. Wzięły w nim udział tabuny młodych ludzi w czerwonych czapeczkach. Jesienią 1987 roku odbyły się jeszcze akcje "Kto się, boi papieru toaletowego" , "Dzień Milicjanta" z akcją "kwiatek dla milicjanta", święto Rewolucji Październikowej", ( 6.11.1987- w wigilię dnia święta obchodzonego w krajach socjalistycznych 7 listopada) , i jeszcze w grudniu tego roku "Święty Mikołaj na Świdnickiej". W maju, następnego roku, już w atmosferze mocno podupadającego reżimu PRL-u odbył się tłumny "karnawał" Pomarańczowej Alternatywy. Uczestnicy demonstracji nieśli hasła "Nie ma wolności bez krasnoludków", "Precz z Gargamelem", "Kingsize dla każdego" (w nawiązaniu do tytułu filmu Juliusza Machulskiego). Za każdym razem uczestnicy happeningów byli wyłapywani przez milicję i zwożeni na komendy. Wobec bezsiły ówczesnej poważnej opozycji politycznej Pomarańczowej Alternatywa wybrała strategię śmiechu z absurdów policyjnego państwa, jakim była Polska w latach osiemdziesiątych. Najlepiej ta kwestia jest widoczna w happeningu na rocznicę Rewolucji Październikowej. Część uczestników niosła tekturowe makiety tankietek i była przebrana za ochotników Armii Czerwonej w charakterystycznych spiczastych czapkach z czerwonymi gwiazdami na czole. Natomiast całą resztę przygodnych uczestników organizatorzy poprosili o przyjście ubranych w kolorach rewolucji (czyli w czerwonym) albo w ostateczności o niesienie zapiekanek z czerwonym keczupem. Z tego powodu milicjanci nawoływali się przez megafony: "łap czerwonych", co było bardzo śmieszne gdyż ogólnie "czerwonymi" lud nazywał zwolenników reżimu.
Najsoczystsza anegdota dotyczy stoiska z zapiekankami na ulicy Świdnickiej. Milicjanci nakazali sprzedawczyni zamknięcie stoiska, więc wywiesiła kartkę, ze skończyły się bułki. W sumie nic dziwnego w tamtych czasach. "To poproszę sam keczup" – zamówił kolejny klient. I natychmiast został odprowadzony do policyjnej suki.
Happeningi Pomarańczowej Alternatywy odbywały się na zasadzie współczesnych flash mobów, zwoływanych "na ulice Świdnicką pod zegarem" za pomocą rozklejanych na mieście plakatów. Autorem tych plakatów był Jacek "Ponton" Jankowski – ówcześnie lider legendarnego zespołu muzycznego Kormorany, a od lat dziewięćdziesiątych członek Grupy LUXUS. Plakaty nie były drukowane lecz odbijane ręcznie z szablonów. Ponton stworzył plakat do pierwszego happeningu Pomarańczowej Alternatywy "Rewolucja krasnoludków" ( 1 czerwca 1987), a także do "Rewolucji Październikowej" (Revolüce, 6 listopada 1987). Jego szablony były także odbijane na ścianach budynków. Dzisiaj należą do historii polskiej sztuki lat osiemdziesiątych