8 czerwca 2021

Modele z obrazów, gwiazdy historii sztuki

Konrad Niemira, Tomasz Dziewicki

 

 

Na czerwcowej aukcji Sztuka Dawna. XIX wiek – Modernizm – Międzywojnie prezentowane są dwa niezwykłe portrety, które przedstawiają kanoniczne dla polskiej historii sztuki postaci. Rzadkość obrazów Władysława Ślewińskiego oraz Tadeusza Pruszkowskiego jest w tym przypadku dodatkowo podbijana przez urok emanujący z oblicza Ludwika Kościelniaka i Zofii Katarzyńskiej Pruszkowskiej.

 

Kluczem do zrozumienia obrazu są dwie maleńkie sylwetki ludzkie połączone sznurkiem i przewieszone przez kratownicę altany. Jedna z nich nosi spodnie; druga: spódnicę. Niewątpliwie mamy tu więc do czynienia z parą. Podobnie jest w przypadku autora obrazu i sportretowanej na nim kobiety. Tym pierwszym jego bowiem Tadeusz Pruszkowski, jeden z najwybitniejszych polskich malarzy pierwszej połowy XX wieku; tą drugą, jego żona:  Zofia z Katarzyńskich (1887–1957), przez przyjaciół nazywana Zuzą, lub pieszczotliwie "Zabettą".

 

Poznali się, jak przystało na miłość romantyczną czasów Belle Époque, w Paryżu. Pruszkowski podróżował do miasta świateł w roku 1908, mając już za sobą studia u Konrada Krzyżanowskiego na warszawskiej ASP. Nad Sekwaną, poprzez polskich przyjaciół poznał dwudziestojednoletnią Zuzą, w której ówcześnie śmiertelnie kochał się inny malarz: Bolesław Wieniawa. Zuza, co ze zdziwieniem wspominały jej po latach koleżanki, wybrała jednak "tuszę Prusza", a więc człowieka, którego w towarzystwie uważano za mało atrakcyjnego, choć nie pozbawionego uroku (kilka lat później śpiewano o nim: "bo w potężnym ciele Prusza / wiecznie żywa siedzi dusza! / Czasem śmieszy, czasem wzrusza / ale wciąż się rusza, rusza rusza!"). Ślub wzięli jednak dopiero na kilka lat po powrocie do Warszawy, 28 stycznia 1914.

Tadeusz Pruszkowski, Melancholia, 1925, Muzeum Narodowe w Warszawie

 

Zuza, która sama była obiecującą malarką, już w początkowym okresie związku poświęciła swoją karierę dla męża. Żeby załatać domowy budżet zajęła się prowadzeniem w Warszawie pracowni artystycznych kapeluszy. Uczestniczyła jednak w kawiarnianym życiu stolicy, fetach wydawanych w stołecznej Akademii, a także jeździła z mężem i jego studentami do Kazimierza. Wydaje się zresztą, że sama była prowodyrką wielu z wyjazdów. Zuza miała ponoć w zwyczaju mawiać, że mogłaby mieszkać w trzech miejscach na świecie: Paryżu, Wenecji i Kaźmierzu nad Wisłą. Zarobki jej i męża mogły jednak pozwolić tylko na to ostatnie. W Kazimierzu dała się poznać jako postać niezwykle barwna, wręcz ekstrawagancka. Jej przyjaciółka Irena Lorentowicz w wydanych w 1975 roku wspomnieniach "Oczarowania" wspominała, że Zuza miała w zwyczaju chodzić po Kazimierzu przesadnie wystrojona i nosiła krynoliny nawet w tygodniu. Razem z pisarką Marią Kuncewiczową miała także wybierać się na targ ubrana tylko w koszulę nocną i kapelusz, imitując przez to "grecką" modę czasów Napoleona. Jak wspominała przyjaciółka: "Cała jak ze starej powieści, (…) zdawała się być uśmiechniętym, swoim własnym portretem", "malarka w krynolinie, przechylająca tak wdzięcznie głowę na bok".

 

W "Chłopcu z kawałkiem chleba" Władysława Ślewińskiego tytułowy rekwizyt z jednej strony stanowi kompozycyjny dodatek równoważący lewą stronę przedstawienia. Z drugiej strony, symbolicznie, może odnosić się do trudów losu ubogiego dziecka wiejskiego. Modelem sportretowanym przez Ślewińskiego jest tutaj Ludwik Kościelniak, syn służącej Ślewińskich, Magdaleny. Zgodnie ze wspomnieniami świadków życia Ślewińskich w ich drugim okresie bretońskim (w Doëlan) Magdalena i Ludwik wrośli w lokalną społeczność:

"Z największym ożywieniem natomiast i sympatią opowiadali o przywiezionej przez Ślewińskich (z Poronina) służącej Magdusi i jej synu Ludwiku. Madeleine była lubiana, popularna, podziwiana za zaradność, uczynność, udzielanie przepisów na dziwne, ale znakomite polskie potrawy. Jej syn, Lodovic (który jako mały chłopiec był modelem do ‘Sieroty z Poronina') – chodził do miejscowej szkoły, bardzo dobrze się uczył, a jeszcze lepiej pływał"

(Władysława Jaworska, Władysław Ślewiński, Warszawa 1991, s. 18-19).

 

Wedle bretońskich rozmówców Jaworskiej Kościelniak, jako świetny pływak, uratował jednemu ze swoich kolegów życie, a w dojrzałym życiu – podobno – był mistrzem pływackim, i albo portierem w paryskim hotelu, albo buchalterem. Do Doëlan dotarł ponoć po raz ostatni w 1932, a potem ślad się po nim urywa. Jego nazwisko nie figuruje też we francuskich archiwaliach (dz. cyt.). Ludwik Kościelniak stał się jednak częścią kanonu naszej sztuki. Obok dzieci Wyspiańskiego i wizerunków małych modeli Tadeusza Makowskiego, to właśnie "Sierota z Poronina" zajął doczesne miejsce w zbiorowym polskim imaginarium. Obraz Kościelniaka to obraz "sieroctwa w ogóle" (Jaworska), a w oczach innego malarza "arcydzieło sztuki" (Tytus Czyżewski).

 

Władysław Ślewiński, Sierota z Poronina, około 1906, Muzeum Narodowe w Warszawie

 

Stworzony kilkanaście lat po dziele z Muzeum Narodowego w Warszawie prezentowany portret przedstawia inną fazę twórczości Ślewińskiego: po 1910, czyli po powrocie do Bretanii z Polski, Ślewiński "uspokaja" swoje kompozycje, wybiera harmonijne układy, skupia się na pogodnych aspektach barwy. W "Chłopcu z kawałkiem chleba" obecny jest intymny klimat i spokój płynący z wyrafinowanych zestrojeń barwnych. Ślewiński posługuje się delikatnie przechodzącymi plamami fioletu, błękitu, różu i żółcieni, które zespala płynny kontur o pięknym, szafirowym odcieniu. Pełna wyrazu postać Ludwika swój charakter zawdzięcza oczom, które, pieczołowicie określone linią, patrzą wprost na widza. Podobnie jak w "Sierocie z Poronina", prezentowany wizerunek to portret symboliczny: wyraz dziecięcej niewinności, uczuciowej autentyczności i marzycielstwa. "Chłopiec z kawałkiem chleba" znajduje swoje pendant w portrecie Magdaleny Kościelniak – obraz ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie ma niemal te same wymiary. Dzieło przez dekady pozostawało w kolekcji Samuela Josefowitza, bodaj najwybitniejszego kolekcjonera grafika Paula Gauguina i dzieł jego szkoły. Stworzony w Doëlan, a później przechowywany w Paryżu "Chłopiec z kawałkiem chleba", dzięki przynależności do tej prestiżowej kolekcji, dotarł do wielu miast europejskich i amerykańskich, gdzie był eksponowany obok dzieł pędzla najbardziej znamienitych artystycznych przyjaciół Ślewińskiego.