Józef Gielniak. Gąszcz rzeczywistości
Twórczość Józefa Gielniaka rozwijała się na marginesie głównego obiegu artystycznego, jednak właśnie z tej izolacji wyłoniło się dzieło o wyjątkowej dla historii polskiej grafiki randze. Gielniak pozostawił po sobie zaledwie około 68 grafik oraz kilkanaście ekslibrisów, a mimo tak niewielkiego dorobku stworzył unikalny język plastyczny, oparty na niezwykłej precyzji warsztatowej, zagęszczeniu detalu, rytmie punktów i linii oraz nieustannym napięciu między przedstawieniem a wyobrażeniem. Jego grafiki są zarazem konkretne i fantasmagoryczne – wyrastają z rzeczywistych miejsc, przedmiotów i doświadczeń, lecz stopniowo przekształcają je w znaki, symbole i autonomiczne wizje.
Ta przemiana stanowi jeden z kluczowych aspektów odczytania twórczości Gielniaka. W jego pracach architektura przeobraża się w fantastyczny organizm, pejzaż w gęstą sieć, a znak nabiera charakteru osobistego talizmanu. Charakterystyczne dla grafik Gielniaka "rozbijanie materii" prowadzi od konkretnego przedmiotu ku jego symbolicznemu przetworzeniu – rzeczywiste formy tracą swoją jednoznaczność, stając się elementami autonomicznego, osobistego świata artysty.
Urodził się w 1932 roku w Denain we Francji, w rodzinie polskich emigrantów. Już jako nastolatek wykazywał wyraźne uzdolnienia artystyczne. W latach 1945–1946 uczęszczał do École des Beaux-Arts w Valenciennes, gdzie otrzymał pierwszą nagrodę za prace o tematyce cyrkowej. Jego talent został dostrzeżony na tyle wcześnie, że mer rodzinnego miasta zaproponował mu stypendium umożliwiające studia w Paryżu. Gielniak wybrał jednak powrót do Polski, planując przyszłość związaną z dyplomacją. Gruźlica, na którą zachorował jeszcze jako nastolatek, przekreśliła te plany.
Od 1953 roku przebywał jako pacjent w sanatorium Bukowiec w Kowarach. Tam pracował jako statystyk medyczny i archiwista, założył rodzinę, tworzył i spędził resztę swoich dni. Choroba była dla niego doświadczeniem o fundamentalnym znaczeniu, które z czasem przekształcił w twórczy impuls. Z tego doświadczenia wyrasta znaczna część motywów powracających w jego pracach: architektura Bukowca, budynki i roślinność wokół sanatoriów, motywy medyczne oraz lęk przed chorobą.
Przełomem w życiu Gielniaka okazało się spotkanie ze Stanisławem Dawskim w 1956 roku. Profesor wrocławskiej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych został nauczycielem, mentorem i przyjacielem młodego artysty, którego wprowadził w tajniki techniki linorytu. Pierwszą grafikę w tej technice Gielniak wykonał w lipcu 1956 roku. Początkowo tworzył prace o bardziej realistycznym charakterze, jednak bardzo szybko zaczął przekraczać granice przedstawieniowości, rozwijając własny system form i znaków.
Wybór linorytu miał znaczenie nie tylko artystyczne, lecz również praktyczne. Była to technika technologicznie prosta, niewymagająca rozbudowanego zaplecza warsztatowego, co miało zasadnicze znaczenie w warunkach sanatoryjnych. Gielniak szybko osiągnął w tej z pozoru mało szlachetnej technice wyjątkową biegłość warsztatową, wykorzystując jej możliwości z niezwykłą konsekwencją.
Co szczególne dla jego metody, nawet najbardziej złożonych grafik nie poprzedzał szkicami i studiami. Pracę rozpoczynał w określonym punkcie matrycy, a następnie stopniowo rozszerzał opracowywaną powierzchnię. Kompozycja narastała przez tygodnie i miesiące; niektóre realizacje powstawały ponad rok. Niezwykłe zagęszczenie jego kompozycji nie wynika więc wyłącznie z zamiłowania do detalu, lecz stanowi konsekwencję długotrwałego, misternego procesu. Każde nacięcie ma swoje miejsce, a suma drobnych decyzji prowadzi do powstania struktur, których nie sposób sprowadzić do prostego przedstawienia motywu.
Najpełniej widać to w cyklu "Sanatorium" (1958–1967). Jego punktem wyjścia jest konkretny budynek Bukowca - miejsce, które Gielniak znał doskonale. Z czasem przedstawiana architektura została oderwana od swojej funkcji i rzeczywistego wyglądu. Wieżyczki, wykusze, okna, drzwi i dachy zaczęły tworzyć konstrukcje przypominające fantastyczne miasta, średniowieczne warownie, mapy nieznanych krain, a niekiedy niemal żywe organizmy. Pod powierzchnią dekoracyjności pozostaje przy tym silne napięcie: cisza, samotność, przemijanie i świadomość śmierci.
Szczególnie reprezentatywnym przykładem sztuki Gielniaka jest "Sanatorium IV (Saint-Hilaire)" (1958), prezentowane w katalogu trwającej aukcji Grafiki Artystycznej. Misterna sieć budynków łączy się tu w strzelistą, organiczną konstrukcję o roślinnym charakterze. Architektura przestaje być zbiorem oddzielnych elementów, a zaczyna funkcjonować jako jeden skomplikowany system. Drobne nacięcia, liście, punkty i linie powodują niemal migotanie powierzchni.
Inny aspekt jego języka artystycznego ujawnia praca zatytułowana "Kowary I" (1957). Na ciemnym tle widzimy skoncentrowaną, płaską konstrukcję rozpiętą na jednej płaszczyźnie. Układ form tworzy wrażenie labiryntu i uruchamia niejednoznaczną relację między powierzchnią a przestrzenią.
Nieco późniejsza praca "Przeciwko chorobom" (1960) prowadzi ku najbardziej osobistemu wymiarowi jego sztuki. Kompozycja została zbudowana z gęstej sieci symboli, liter i ornamentów, przywołujących dawną tradycję magicznych "charakterów" - znaków, którym przypisywano moc odpędzania zarazy, demonów i innych zagrożeń. U Gielniaka odniesienie to nabiera szczególnego ciężaru: symboliczny system zostaje skierowany przeciw chorobie, która naznaczyła całe jego życie. Kompozycja zainspirowana została motywem rentgenowskiego obrazu płuc i zadedykowana bliskiemu przyjacielowi artysty – malarzowi Ignacemu Witzowi. W tym kontekście można ją odczytywać jako rodzaj osobistego talizmanu – próbę przeciwstawienia się chorobie i odzyskania poprzez obraz kontroli nad własnym doświadczeniem.
Gielniak bardzo szybko zdobył szerokie uznanie również poza miejscem, w którym tworzył. W 1959 roku otrzymał I Nagrodę na Ogólnopolskiej Wystawie Grafiki Artystycznej i Rysunku w Warszawie, w 1961 roku jego prace pokazano na Biennale w São Paulo, a w kolejnych latach zdobywał dalsze wyróżnienia, m.in. w Lublanie i Krakowie oraz Nagrodę Państwową II stopnia. Od 1966 roku należał do stowarzyszenia XYLON w Zurychu. Jego kariera rozwijała się więc niezwykle szybko, mimo że sam artysta pozostawał poza głównym nurtem środowiska artystycznego.
Gielniak zmarł 28 maja 1972 roku, mając zaledwie czterdzieści lat. W kontekście niewielkiego dorobku i przedwczesnej śmierci artysty jego twórczość nabiera jeszcze większego znaczenia.
W jego czarno-białych grafikach rzeczywistość spotyka się z fantazją, techniczna prostota z warsztatową maestrią, a doświadczenie choroby z niezwykłą wolą życia i pięknem, które ujawnia się w jego pracach. Ich niewielki format wymaga od odbiorcy bliskości i skupienia, odwdzięczając się jednak możliwością wejścia w niezwykły, wewnętrzny świat artysty, którego ten odsłonił nam fragment.