16 października 2020

Arcydzieło Brandta na aukcji

Malarstwo historyczne Józefa Brandta osnute jest wokół wydarzeń związanych z rycerską historią XVII- i XVIII-wiecznej Rzeczpospolitej.  Wielkie wydarzenia historyczne tego czasu, odtwarzane w artystycznej imaginacji na podstawie literatury pamiętnikarskiej epoki czy też pisarstwa romantycznego, pozwalały Brandtowi roztoczyć przed oczami malowniczą wizję pociągającej, awanturniczej przeszłości.

 

Elżbieta Charazińska trafnie sumowała zalety malarskiego talentu Brandta: "Posiadł bezprzykładną umiejętność tworzenia epickich opowieści, operujących masami ludzi i koni wypełniających freskowe układy kompozycyjne (…)" (Galeria Malarstwa Polskiego. Przewodnik, Warszawa 2003, s. 127). Dość przywołać tu dwa muzealne arcydzieła malarza, "Odbicie jasyru" (1878) i "Czarnieckiego pod Koldyngą (1870, obydwa w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie). Protoplastą dla nich, i innych historyczno-batalistycznych dzieł Brandt, jest prezentowany "Powrót z wyprawy wiedeńskiej", w którym po raz pierwszy w monumentalnej formie malarskiej do głosu dochodzi kluczowy dla całego dzieła malarza mit XVII-wiecznej Rzeczpospolitej.

 

 

Józef Brandt, "Powrót z wyprawy wiedeńskiej", 1865

Brandt wychowywał się otoczony opieką przez matkę, Krystynę, utalentowaną malarkę amatorkę oraz wuja Stanisława Lessla. W 1849 roku rozpoczął naukę w szkole realnej w Warszawie, a od 1854 roku kształcił się w Instytucie Szlacheckim w Warszawie, klasowej szkole średniej dla mężczyzn. W tym okresie rozwijał się wszechstronnie: pobierał lekcje języka francuskiego, fechtunku, muzyki czy rysunku (u Juliusza Kossaka, Władysława Lipskiego i Józefa Brodowskiego). W 1858 roku Brandt wyjechał do Paryża, gdzie w następnym roku podjął studia w École des Ponts et Chaussées w Paryżu. Chęć zostania inżynierem została wkrótce wyparta przez pragnienie bycia malarzem.


Brandt zacieśnił relacje z Kossakiem, który również przebywał we Francji. Na początku lat 60. XIX wieku uczył się w pracowni Léona Cognieta. W 1860 lub 1861 roku odbył pierwszą podróż z Kossakiem na Ukrainę, której pejzaż i obyczaj staną dla niego jednym z ważniejszych źródeł inspiracji. W analogicznym czasie rozpoczął tworzenie autorskiego projektu – albumu "Starożytności w Polsce" (lata 60. XIX w., własność prywatna) – zbioru fotografii i rysunku ilustrujących kostiumy, militaria i postaci historyczne. Tego rodzaju "katalogowanie" zabytków stanowiło asumpt, żeby przenieść je w obszar własnej twórczości malarskiej.


W okresie poprzedzającym wybuch powstania styczniowego młody malarz wyjechał, wzorem innych artystów warszawskich, na studia do Monachium. Rozpoczętą w Antikenklasse naukę, kontynuował w pracowni Franza Adama – znanego malarza batalisty, dzięki opiece którego już wkrótce udało mu się przeniknąć do monachijskiej artystycznej elity. Dzieło Adama rezonowało, w szczególności, we wczesnej twórczości Brandta, co dostrzegalne je w szczegółowym realizmie jego obrazów z lat 60.


Rok 1865 to moment przełomowy w dziele Brandt – wtedy powstają pierwsze kompozycje historyczne, w których z całą mocą ujawnia się wielki talent twórcy. To okres pracy (do początku 1867 roku) nad "Chodkiewiczem pod Chocimiem" (1867, Muzeum Narodowe w Warszawie), który to obraz artysta wystawił na Wystawie Powszechnej w Paryżu. Wybitny, juwenilny "Powrót z wyprawy wiedeńskiej" został stworzony przez 25 letniego Brandta, który za jego sprawą osiągnął jeden z pierwszych znaczących sukcesów artystycznych. Wystawiany w 1865 roku najpierw w monachijskim Kunstvereinie, a następnie Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, zyskał poklask krytyki. Doskonale odczytano jego intencje artystyczne – zarówno jako malarza historycznego, jak i malarza realisty.
 

Fotografia obrazu opublikowana przez Wojciecha Piechowskiego w 1882, ze zbiorów Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Warszawie, źródło: archiwum prywatne

Podkreślono bogactwo strojów i przedmiotów wiezionych spod Wiednia. W centrum kompozycji artysta wyobraził niezwykła scenę, opisaną przez Jana Chryzostoma Paska. Grzęznący wóz z łupami wojowie próbują wydobyć za pomocą drogocennego, tureckiego namiotu, który ląduje pod kopytami koni i kołami pojazdu. Różnorodny korowód koni i postaci nurza się w mglistej aurze karpackiej przyrody. Daje tu znać mistrzostwo malarskiego przeżycia przyrody przez Brandta, który w brawurowo potrafił oddać zmienność stanów pogody.


"Powrót z wyprawy wiedeńskiej" to wczesne arcydzieło artysty, które otwiera serię jego prac dedykowanych wiktorii wiedeńskiej. Należą do niej "Tabor – powrót spod Wiednia" (1869, Muzeum Sztuki w Łodzi), "Bitwa pod Wiedniem" (1873, Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie), "Przejście przez Karpaty (1874, Galerie Neue Meister w Dreźnie), czy w końcu "Pochód z łupami – powrót z wyprawy wiedeńskiej" (około 1883-1884, kolekcja prywatna). Prezentowany obraz przez dekady pozostawał w prywatnej kolekcji w Meksyku. Obecnie po raz pierwszy pojawia się na rynku sztuki.
 

Fotografia obrazu ze zbiorów artysty, Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, dzięki uprzejmości Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu

Poniżej prezentujemy obszerny wypis z artykułu z 1865 roku pisarza Jana Kantego Turskiego, jednego z pierwszych recenzentów "Powrotu z wyprawy wiedeńskiej".

"Nieoszacowany pamiętnikarz Jan Chrystostom Pasek, tyle bogatego materyału dostarczający, opisującym lub malującym zdarzenia z XVII-go wieku w Polsce, opisując szczęśliwe wzięcie Strygonii przez Jana III, tak w końcu opowiada o rezultacie zwycięztwa: ‘Po tej tedy tak szczęściwej wiktoryi parkańskiej, i wzięciu Strygonium, poszło wojsko nasze ku granicy przez węgierską ziemię; tam między góry wszedłszy, nastąpiły słoty jesienne, koni siła wyzdychało, a narzucano także wozów z ową wiedeńska zdobyczą. Dosyć na tem, że drudzy tak czynili: kiedy mu wóz uwiązł na przeprawie, to wyjąwszy namiot z wozu słuszny, turecki, zdobyczny, to posłał przed konie, żeby się prędzej z błota wydobyły, i tak, wóz wyprowadziwszy owego namiotu w błoto wtratowanego odjechał, który wart był kilka tysięcy'. P. Brandt (…) obrał sobie ten malowniczy ustęp z pamiętników Paska za przedmiot do swego obrazu, który też z najdokładniejszą wiernością, tak co do opisu Paska, jak tez prawdy życia i ruchu, prawdziwie artystycznie wykonał. Tło obrazu stanowi przeprawa w moczarach leśnych; pora jesienna, mglista, liście drzew pożółkłe i zapylone, zmęczone konie ciągną z wielką biedą i natężeniem resztek sił swoich, wozy bogatemi sprzęty tureckiemi, zdobyczami obładowane. Uderza szczególniej w tym obrazie niezwykła siła kompozytora, który tyle osób i koni ustawić umiał w takim harmonijnym ruchu, że przez to obraz jego, pomimo, iż przedstawia jedno tylko miejsce węgierskiego boru, kieruje wyobraźnię patrzącego w cały obszar tej niebezpiecznej przeprawy, i jest takiem życiem cały napełniony, że zdaje iż podobnej sceny nie można już lepiej malować. Lecz zapytałby może kto, jaką wartość historyczną ma przedmiot do tego obrazu obrany? Czemy go do historycznych obrazów wliczamy, kiedy nie przedstawia żadnego dramatycznego działania? Historyczność dramatu, a wiec i obrazu nie polega na samem przytoczeniu nazwisk w księdze dziejów zapisanych. Może być drammat prawdziwie historycznym, a w nim nie będzie występowała ani jedna z osób o historycznem imieniu. Chodzi tu bowiem o treść, nie o osoby Wybitna kartka z obyczajów przeszłości więcej nieraz powie, aniżeli cała kronika panowania jakiego króla. Wspomnienie choćby okolicznościowe faktu, tłumaczy go nieraz jaśniej, niż samo jego zdramatyzowanie w obrazie czy w poezyi. Widziałem obrazy przedstawiające odsiecz Wiednia, przyznam się jednak szczerze, iż mi żaden z nich roku 1683 tak w mojej wyobraźni nie ukazał, jak ta scena, kłopotliwa panów braci, nie wiedzących, co z swoim łupem robić, tak samo jako też i nie wiedzących dobrze, po co po te łupy pośpieszyli za bohaterem… Artysta malarz dobrze obmyślił Wyprawę Wiedeńską. Przed jego obrazem można stać długo i myśleć… ale nie w tym celu, jak się to nieraz stawa znów przed innemi obrazami, myśląc i myśląc, a nie mogąc odgadnąć co myślał sam twórca swego dzieła. Tu przed obrazem Brandta, widok bohaterskiego zwycięztwa przypomina koniecznie owo Cezarowe: Veni, vidi, vici; przypomina także tę na każde zawołanie gotowość wojowania, bez względu na to gdzie, z kim, po co, i za co?... I w tem leży historyczność obrazu, malująca nadto tak wiernie postacie XVII-go wieku. Charakterystyka przewyborna. Ja nawet prawdy szukałem w tem poniewieraniu zdobycznym namiotem. Inny by tego nie zrobił. Prędzejby może djabłu duszę sprzedał, aby mu wóz na suchą drogę wyprowadził, aniżeliby miał terać kilka tysięcy wartujące materye. To podobno jedna z właściwości szlachty z XVII-go wieku. Jestem pewien, że wytykać jej satyrycznie nie było celem artysty, ale z prawdy ona się sama wykluwa, bo prawda to niemiłosierna mistrzyni, nikt jej o żadną stronniczość nie posądzi, a najmniej o brak cywilnej odwagi… Co do samej zewnętrznej jego treści, dostarcza ona obfitego materyału dla sprawozdawców, zajmujących się jedynie wyliczeniem rzeczy znajdujących się na obrazie. Jest tu i szereg wozów kosztownemi naładowanych namiotami, są przepyszne głowy szalchty i pachołków są i wierzchowce z bogatemi rynsztunkami; są nareszcie i konie, wprawdzie nie wyczesane i nie wylakierowane aż do lustru, ale bardzo dobre; na przedzie leży nawet trup jednego, a ta dekoracya lesista, jesienna, mglista, jakaż urocza, jakaż poetyczna!".

(Jan Kanty Turski, Wystawa obrazów. Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych w Królestwie Polskim, "Kłosy" 1865, nr 17, s. 199)