Ciężarówka odjechała z trzema obrazami mniej. Tak zaczęła się kolekcja Ewy Łabno-Falęckiej i Wojciecha Falęckiego



Obrazy Jarosława Modzelewskiego miały wrócić do Polski po wystawie w Kolonii. Zanim przyjechał transport, trafiły do mieszkania Ewy Łabno-Falęckiej. Trzy zostały. Tak powstał zaczątek kolekcji, którą budowała wspólnie z Wojciechem Falęckim. Z czasem dołączyły do niej prace Wilhelma Sasnala, Anety Grzeszykowskiej czy Martyny Czech. Zbiór pozwala przyjrzeć się temu, jak zainteresowanie sztuką przekłada się na konkretne wybory - i dlaczego do jednych artystów wraca się wielokrotnie.



Teraz 42 prace z kolekcji Ewy Łabno-Falęckiej i Wojciecha Falęckiego trafią na aukcję DESA Unicum 20 października 2026 roku. Wiele z nich pojawi się na rynku aukcyjnym po raz pierwszy. Będzie to pierwszy w programie aukcji kolekcji DESA Unicum projekt oparty w przeważającej części na artystach Nowego Pokolenia. Estymacje sięgają od 2–3 tys. zł za pracę Małgorzaty Markiewicz do 250–350 tys. zł za najwyżej wyceniony obraz Wilhelma Sasnala.



Wilhelm Sasnal, "Kupiłem sobie nowe buty", 2001

KOLEKCJONERSTWO DAWNIEJ I DZIŚ



Dorota Monkiewicz



W 1992 roku ostatecznie zlikwidowany został stały Fundusz Zakupów działający przy ówczesnym Ministerstwie Kultury i Sztuki, który przez lata PRL-u centralnie finansował nabytki muzealne. Aż do powstania programu „Znaki Czasu”, zainicjowanego w 2004 roku państwowe instytucje kultury nie miały środków na zakupy dzieł sztuki. W dekadzie lat dziewięćdziesiątych praktycznie nie istniał również rynek sztuki. W kraju szalała sztuka krytyczna, anarchistyczna i z powodów obiektywnych wolna od rynku, przez co nie musiała się troszczyć ani o zdefiniowaną, materialną formę, ani o trwałość swoich utworów. Negatywną miarą prestiżu i ówczesnego rozumienia wartości współczesnego dzieła sztuki był chuligański atak Daniela Olbrychskiego na pracę Piotra Uklańskiego” Naziści” w warszawskiej Zachęcie, za który aktor nie poniósł żadnych konsekwencji. Nie było społecznego zrozumienia, że dzieło sztuki najnowszej może posiadać wartość symboliczną oraz całkiem realną wartość materialną.



Kolekcjonerstwo i kolekcjonerzy byli oczywiście zawsze w Polsce obecni, chociaż zjawisko to znamionowała duża zmienność w czasie. Zdarzało się, że było to hobby przekazywane z pokolenia na pokolenie, jak w przypadku jednej z kolekcji wrocławskich, gdzie ojciec posyłał syna z pieniędzmi do Krakowa – do Hanny Rudzkiej Cybisowej – żeby sobie „coś” wybrał, a z kolei syn stworzył potężny zbiór obrazów polskich „nowoczesnych”. W latach siedemdziesiątych wraz z tworzeniem się nowej klasy średniej wzrastał państwowy, a od 1975 roku także prywatny obrót dziełami sztuki, co w sposób nieunikniony prowadziło także do powstania prywatnych kolekcji. W tamtej dekadzie obrót dziełami sztuki rósł o 10 mln zł rocznie. Nabywcami byli przede wszystkim zagraniczni turyści i polscy emigranci, ale także partyjni liberałowie oraz przedstawiciele wolnych zawodów. W latach osiemdziesiątych te procesy zostały przerwane. Pojawiła się nowa sztuka o charakterze politycznym i nieznanej dotychczas brutalistycznej estetyce malarskiej. Na taką propozycję artystyczną zabrakło chętnych i reakcja ta była długotrwała, mając kontynuację aż do początku XXI wieku. Jednocześnie odwaga kolekcjonowania najnowszej i najbardziej radykalnej sztuki miała posmak jakiegoś „lepszego” zachodniego świata zza żelaznej kurtyny.

W latach osiemdziesiątych to wyobrażenie wcielała osoba Andrzeja Bonarskiego, świeżo powróconego ze Stanów Zjednoczonych do Polski, który sfinansował ze swojego prywatnego budżetu serię głośnych wystaw „nowych dzikich”. Podobnie pierwsze galerie komercyjne zachodniego typu w naszym kraju zawdzięczały swoje przeżycie szwajcarskiemu kolekcjonerowi, będącego przedstawicielem swojego banku w Polsce.



Przypadek małżeństwa Falęckich nie odbiega od tego obrazu. Ich pasja kolekcjonerska narodziła się w latach dziewięćdziesiątych w Niemczech, gdzie obydwoje w tym czasie przebywali. Germanistka i językoznawczyni Ewa Łabno – Falęcka pracowała w Ambasadzie RP w Bonn, jako osoba odpowiedzialna za tworzenie pozytywnego obrazu naszego kraju po komunizmie. Kolonia wciąż jeszcze odgrywała wówczas ważną rolę na globalnej scenie sztuki współczesnej, a cały obszar Nadrenii był naszpikowany muzeami, galeriami i kolekcjami dzieł aktualnie powstających. Cologne Art Fair - kolońskie targi sztuki zaliczały się do wiodących miejsc na świecie, gdzie kolekcjonerzy przybywali w poszukiwaniu interesujących do nabycia prac. Podczas pobytu w Niemczech Falęccy zakupili swoje pierwsze obrazy Jarosława Modzelewskiego, wspierając tym samym twórczość polskiego artysty. Nasze drogi przecięły się na wieczorach charytatywnych Fundacji Zbiorów Sztuki Współczesnej Muzeum Narodowego w Warszawie (obecnie Fundacja GESSEL). Odbywały się one w latach 2001-2004 zawsze w tłusty czwartek w hallu muzeum. Zbierała się na nich „cała Warszawa”, a Andrzej Starmach prowadził licytację dzieł, z której dochód miał zasilić fundusz zakupów dla muzeum. W tych pionierskich czasach więcej było „imprezowiczów” niż licytujących, jednak i tak z dochodów Wieczoru Karnawałowego udało się zakupić około czterdziestu dzieł do kolekcji sztuki współczesnej MNW. Fundację wspierali artyści i pierwsze profesjonalne galerie sztuki, gdyż rozwój rynku sztuki był w interesie wszystkich uczestników sceny artystycznej. Na ten moment trafiła Ewa Łabno – Falęcka po powrocie do Polski, gdy pod koniec 1999 roku podjęła pracę w przedstawicielstwie Mercedesa. W ramach swoich nowych obowiązków służbowych nadal nie traciła kontaktu ze sztuką współczesną. Falęcka była między innymi inicjatorką projektu „stacja Mercedes” na Powiślu w 2013 roku – otwartej architektury z galerią sztuki i rzeźbą „Królowej” Maurycego Gomulickiego.

Jak pisał Artur Celiński w „Muratorze” był to „projekt kompletny – w inspirujący sposób łączący architekturę, kulturę miasta i prestiż marki. Zachęcał do refleksji i podnosił poziom debaty o przestrzeni publicznej”. Falęcka w 2008 roku wraz z innymi kolekcjonerami stała się współzałożycielką Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Sztuki Nowoczesnej i przyczyniła się do zakupu z Danii ostatniego dostępnego egzemplarza pracy Zbigniewa Libera „Lego. Obóz koncentracyjny”. Można w pewnym przybliżeniu przyjąć, że był to moment osiągnięcia wczesnej dojrzałości środowiska kolekcjonerskiego polskiej sztuki najnowszej. Natomiast z własną kolekcją kojarzył się jednak przede wszystkim jej mąż Wojciech Falęcki. Obserwowaliśmy jego radosne wpisy w mediach społecznościowych z fotografiami autora niosącego nowe nabytki zawinięte w folię bąbelkową na warszawskich ulicach, albo z obrazami w pracowniach artystów i artystek. Lekkość jego humoru, inteligencja, ale też często sarkazm i cierpkie obserwacje ukazywały pełne namiętności do sztuki życie kolekcjonera. W ostatnich latach zbieranie sztuki współczesnej nabrało w dużej mierze sensu inwestycyjnego, a wraz z rozwojem rynku przeminęła owa „nieznośna lekkość bytu”, która była czasem Wojtka Falęckiego i jego bezinteresownej pasji.



Marcin Maciejowski, "Sześciu z samochodem", 2002





Chcesz dowiedzieć się więcej o kolekcji i kolekcjonerce? Przeczytaj wywiad