Zdzisław Beksiński. Konfrontacja

6 sierpnia 2022

Zdzisław Beksiński. Konfrontacja

Malarstwa Beksińskiego nie da się po prostu oglądać. Z malarstwem Beksińskiego trzeba się mierzyć, a każdorazowa konfrontacja przynosi coraz nowszy wachlarz doznań. Najczęściej jest to strach. Następnie bardzo często pojawia się ciekawość. Później uznanie, szacunek. Na koniec, (czasami) zrozumienie. Punktem wyjścia dla tej nieoznaczoności przekazu dzieł Beksińskiego jest oczywiście nacisk kładziony na generowanie napięcia i niepokoju. 


Prezentowany obraz pochodzi z lat. 90., kiedy to Beksiński stopniowo zaczął oddalać się od fantastyki, tajemniczości i groteski, które dominowały w okresie "fantastycznym" w jego twórczości, który sam Beksiński określał jako "barokowy". W tym czasie artysta coraz bardziej koncentrował się na formie, nadal doskonaląc swoje malarstwo na polu figuracji. Okres ten artysta nazywał "gotyckim" i wówczas nastąpił w jego malarstwie powrót do korzeni. Beksiński doszedł do wniosku, że powinien znów malować tak, jak to robił we wczesnej młodości, kiedy to jego jedynym celem do osiągnięcia było stworzenie płótna poprawne i harmonijnie pokrytego kompozycją, tak jak czynił to jego mistrz Kazimierz Malewicz. Na lata 90. przypada też bardzo trudny okres w życiu Beksińskiego. Pod koniec dekady odejdą najpierw jego żona, a później syn.
 

Oprócz biologizmu i metafizycznej atmosfery bardzo często obrazy Beksińskiego są zdominowane przez powagę. W przypadku kompozycji prezentowanej na aukcji uderza jeszcze jedna cecha, która też jest wspólną dla wielu dzieł Beksińskiego. Jest to hieratyczność przedstawienia. Widz konfrontuje się w tym przypadku z ogromną maską, niczym z posągiem moai z Wysp Wielkanocnych, który swoją niewzruszoną powagą stara się zdominować czy wręcz skarcić osobę stającą przed jego wizerunkiem. Moai były tworzone z tufu wulkanicznego prawdopodobnie jako przedstawienia upamiętniające przodków zamieszkujących Wyspy Wielkanocne – Rapanuiczyków. W przypadku kompozycji Beksińskiego, przedstawionego przez Beksińskiego, można odczuć wyraźnie aurę metafizyczną i zdaje się domagać okazanie mu szacunku. Jest w tym przedstawieniu coś totemicznego, coś, co przenosi widza ze sfery wizualnej w sferę duchową i nakazuje zatrzymać się i kontemplować kamienne oblicze.


Jak pisała Dorota Szomko-Osękowska: "Widz zostaje wciągnięty w wizyjność tych przedstawień ukazujących metafizyczne pejzaże, fantastyczną architekturę, wyłaniające się gdzieniegdzie fantomy postaci. W obrazach współgrają brzydota i piękno, tragizm i persyflaż, biologizm i metafizyka. Ten dualizm wydaje się być artyście potrzebny do wytworzenia niejednoznacznej, niepokojącej atmosfery. Doskonały warsztat, idealnie płaska faktura wywołują wrażenie niemal graficzności tych dzieł" (Dorota Szomko-Osękowska, dostępny na: http://www.muzeum.sanok. pl/ pl/zbiory/zdzislaw-beksinski/malarstwo).