Wywiad z Januszem Akermannem
"Sztuka to siła mówienia o rzeczach trudnych i łatwych. Mówienia o wszystkim. To nasze wyznanie wiary. To nasza blizna wytatuowana na duszy lub znamię, z którym się rodzimy."
- Janusz Akermann
Wywiad z artystą Januszem Akermannem przeprowadziła Julia Gorlewska.
Julia Gorlewska: Intensywne barwy, sugestywne, kontrastowe kolory, lapidarność formy, fakturowość, deformacje i uwypuklenia. Co jeszcze dodałby Pan, opisując swój język malarski? Jaki jest cel tych wszystkich zabiegów artystycznych? Co chciałby Pan wyrazić?
Janusz Akermann: Kilkanaście lat temu, można rzec w innej epoce, przyniosłem kilka obrazów i grafik do pokazania zacnemu profesorowi z Wydziału Malarstwa, Grafiki i Rzeźby na mojej akademii w Gdańsku. Usłyszałem wtedy tekst, który głęboko utkwił mi w pamięci. Brzmiał on jak wyrok znachora, który oznajmia ci, że droga, którą obrałeś, to ślepa uliczka. Podkreślam słowo "znachor", który niewątpliwie różni się od słowa lekarz. Wiara w gusła i czarną magię z dymami nad głową, wachlowany gęsim piórem lub innym kawałkiem padłego zwierzaka na moment zachwiały moją wiarę w cel, który gdzieś tam na horyzoncie pojawiał się i znikał. Teraźniejszość się zatrzymała, a przyszłości po prostu nie ma. Krótkie stwierdzenie w stylu: "masz chłopie problem, to nie jest dobre" utkwiło w mojej głowie na długo.
Po chwilowym zamroczeniu takim wyrokiem, czego oczywiście się nie spodziewałem, przyszło szybkie otrzeźwienie. Przecież właśnie o ten problem tu chodzi. Nieważne, jak nazwiemy to, do czego będziemy nieustannie dążyć. Jakimi środkami będziemy go chcieli wyrazić. Ważne jest tylko to, i to się tylko liczy, co sobie wyznaczymy jako nasz cel nadrzędny. To nasze przekonanie i pewność daje nam siłę w codziennym zmaganiu się z materią nieokiełznaną, nową, po prostu z innego świata. Chęć poznania tego, co jest po drugiej stronie. Chęć poznania naszych możliwości staje się wyzwaniem i dążeniem. Kod poszukiwania prawd nowych, własnych pytań, własnych odpowiedzi, wreszcie własnego malarstwa jest wpisany w nasze DNA. A jakich środków malarskich użyjemy to już inna sprawa. Śmiem twierdzić, że drugorzędna
JG: Porozmawiajmy o tytułach Pańskich prac. "Moi ludzie", "Mój faworyt", "Ten mały bobas". Często odnosi się Pan do kogoś, ale też do większej zbiorowości. Kim są Pańscy bohaterowie? Kto lub co Pana inspiruje?
JA: Życie człowieka to przeplatanka sukcesów i porażek. Porażki są bolesne, ale mają w sobie coś z lekcji, z której wyciągamy wnioski. Porażki są twórcze. Uszlachetniają, mają w sobie moc niszczenia, moc zadawania bólu, moc, wobec której jesteśmy bezsilni. Ale mają i również moc narodzin. Moc budowania, moc spełniania życzeń. Te dwie skrajności są wpisane w nasze życie. I to zwykłe, i to artystyczne. Nie jesteśmy tacy sami. Nie jesteśmy wytworami taśmowej produkcji masowej. Nie jesteśmy ludźmi zaprogramowanymi jak maszyny. Na szczęście się różnimy. I w tej różnicy kryje się tajemnica naszego istnienia. W tej różnicy tkwi nasza siła. To moi ludzie.
JG: Czy istotą Pańskiego malarstwa jest forma czy treść? Na czym Pan się skupia podczas tworzenia? Liczy się gest, proces malarski czy efekt?
JA: Sztuka to siła mówienia o rzeczach trudnych i łatwych. Mówienia o wszystkim. To nasze wyznanie wiary. To nasza blizna wytatuowana na duszy lub znamię, z którym się rodzimy. Jedni używają jej jako sztandaru inności, indywidualności, odrębności, chełpiąc się nią wszędzie, gdzie tylko można. Inni, wiedząc, że ją posiadają jako dar, dzielą się nią. Powiedziane jest "proście, a będzie wam dane". Proszę codziennie, nie wstydząc się tego. Ale myślę, że nie jestem sam. Ci, co proszą, są widoczni, otrzymują.
Istotą mojego malarstwa jest droga. Jest czas od–do. Od pierwszego dnia przy płótnie aż do dnia ostatniego. Ten dzień ostatni nie zawsze jest ostatni. To czas, w którym zdobywa się doświadczenie. To czas po stokroć ważniejszy od efektu.
Tak prawdę mówiąc, nie wiem, czy jesteśmy w stanie określić te elementy odwiecznej łamigłówki, które kształtowały, kształtują i będą kształtować nasze postawy artystyczne oraz naszą osobowość. Czy balansowanie pomiędzy nieświadomością i jej brakiem a świadomością i jej nadmiarem, jest tym platońskim złotym środkiem równowagi? Przypuszczam, a może i podejrzewam raczej, że to nieograniczona intuicja staje się odwiecznym motorem naszych poczynań twórczych. To ten niewidzialny i nieokreślony zmysł intuicji staje się dla wielu przepustką do innego świata. Do innej rzeczywistości i kreacyjności. Nie odkrywam tu przysłowiowej "Ameryki". Bynajmniej nie czuję się magiem zdejmującym zasłonę niewiedzy, ale chciałbym podkreślić jedno, a mianowicie to, że intuicję mamy różną. A ona, jako zbiór naszych doświadczeń i tych dobrych i tych złych, kieruje naszymi ruchami jak pionkami na szachownicy. Kto lub co porusza te niewidzialne sznurki ludzkich marionetek w teatrze ziemskich dróg, trudno powiedzieć.
JG: Porozmawiajmy o pracy "Modelka", którą prezentujemy w ramach nadchodzącej aukcji "Sztuka Współczesna. Klasycy Awangardy". Na obrazie widzimy trzy nagie kobiety w ekspresyjnych pozach. Kim jest tytułowa modelka? Jaki jest przekaz obrazu?
JA: Kiedy marzyłem o malarstwie, hen, hen w czasach, kiedy jeszcze nie wiedziałem, jak zagruntować płótno pod obraz, wychowywałem swoją wrażliwość, czytając i przeglądając książki o znakomitych malarzach. Byłem zafascynowany Paulem Cezannem, Paulem Gauginem, Vincentem van Goghiem. Co ciekawe, fascynowały mnie ich życiorysy. To droga, którą kroczyli, była czymś nie z tej ziemi. Nadmienię, że większości reprodukcje obrazów w tych książkach były czarno-białe. Dopiero po wielu latach, kiedy pojechałem do Paryża, mogłem zobaczyć obrazy w pełnej barwie. I wiedziałem, że to jest to!
Obraz "Modelka" jest może niedoskonałym, ale pewnym "hołdem" dla francuskiego symbolisty Paula Gauguina. Czyste plamy barwne zestawiane kontrastowo, oddziałujące na siebie, mocny kontur, płaszczyznowość kompozycji, mocne kadrowanie figur w tym wypadku aktu kobiety, przenosi całą treść obrazu w świat symbolicznej rzeczywistości. I przestrzeń gdzieś w środku obrazu, powietrze, może pustka to elementy, które zawsze czytam w obrazach Paula Gauguina.
JG: Tworzy Pan od lat 80. Jak patrzy Pan na swoją twórczość z perspektywy upływu lat? Jak zmieniło się Pańskie podejście do sztuki? Jakim artystą był Pan kiedyś, a jakim jest Pan dziś?
JA: W 1985 tak pisałem w mojej pracy magisterskiej na Wydziale Malarstwa Grafiki i Rzeźby na zakończenie studiów na Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku:
"Ja, my młodzi powinniśmy już teraz znajdywać i budować, a nie ciągle szukać. My powinniśmy rozpalać pożary w umysłach i duszach ludzi. To w nas drzemią siły, które będą burzyć. Jeżeli tak, to jakimi środkami? Dobrem lub złem w jakim znaczeniu? Czy chodzi tu o odbiorcę? Czy o nas samych. Przecież pierwszymi odbiorcami tego, co zrobiliśmy – jesteśmy my sami! Malarstwo to nie pieszczoty. Malarstwo to nie potrzebne skomlenie psa. Malarstwo to nie sielanka.
Malarstwo jest narzędziem wojny, natarcia i obrony przed wrogiem".
Po 41 latach od dyplomu podpisuję się pod tym końcowym fragmentem mojej pracy magisterskiej obiema rękami. Mam nadzieję i głęboko w to wierzę, że moje podejście do sztuki się nie zmieniło. Codziennie jestem w pracowni. Codziennie stawiam pytania i próbuję je rozwiązać. Czasami to porażki, ale są chwile, których bym nie oddał za żadne skarby świata.
JG: Czy czuje się Pan częścią środowiska ekspresjonistów w Polsce, które rozwijało się w latach 80.? Zdzisław Nitka, Ryszard Woźniak, Ryszard Grzyb; czy czuje się Pan częścią tej społeczności?
JA: Lata 80., które w jakiś sposób ukształtowały nie tylko mnie, przepełnione były codzienną szarością. Nasze życie pogwałcone decyzjami politycznymi, które narzuciły obawy przed przyszłością, cierpienie i wszechobecny strach, domagało się reakcji. Ekspresja kolorystyczna to rodzaj sprzeciwu i buntu. Ekspresja kolorystyczna była moim językiem.
Nigdy nie czułem się dobrze w zbiorowości czy grupie. Będąc na wystawach, większych czy mniejszych, zawsze zadawałem sobie pytanie o moje miejsce. Wielokrotnie odmawiałem uczestnictwa w wystawach, gdzie prace były nie z tego kręgu. Kręgu mojej wrażliwości czy energii – czytaj: ekspresji. Ale z wieloma artystami – chociażby tymi wymienionymi w pytaniu – myślę, że mamy wspólny rodowód.