Wyspiański, Gottlieb, Lipiński - Spotkanie mistrzów
Mówi się czasem, że artyści żyją intensywnie, acz krótko. Wydawać mogłoby się, że to stwierdzenie bardziej pasuje do kontrowersyjnych i nierzadko skandalizujących osobowości II połowy XX stulecia, czy też do celebrytów naszej epoki. Historia pokazuje jednak coś zupełnie innego i jak to często bywa, potrafi nas zaskoczyć. Pomimo że czasy, w których żyjemy zasadniczo różnią się od poprzednich stuleci, to jak się okazuje, pewne mechanizmy rządzące społeczeństwem nadal pozostały niezmienne. W ofercie I sesji aukcji "Sztuka Dawna. XIX wiek, Modernizm, Międzywojnie" prezentujemy wybór prac około 60 artystów. Jest wśród nich trójka malarzy, których los połączył w niezwykle intrygujący i w pewnym sensie tragiczny sposób.
Co zatem wiąże ze sobą Stanisława Wyspiańskiego, Maurycego Gottlieba i Hipolita Lipińskiego, poza tym, że wszyscy oczywiście byli wybitnymi malarzami, mistrzami w swojej dziedzinie, choć odmiennymi pod względem formalnym i stylistycznym? Wydaje się, że takich aspektów jest nawet kilka, ale kwestią najbardziej zauważalną jest śmierć wszystkich w stosunkowo młodym wieku, a przynajmniej w pełni sił twórczych. To właśnie od niej warto wyjść, po to, by prześledzić inne koneksje i zależności, a także to, w jaki sposób przeplatały się ich losy. Trzej fenomenalni malarze: Wyspiański, Gottlieb, Lipiński. Co ich łączy, a co zdecydowanie odróżnia? Jak układało się ich życie i na jakim etapie ich drogi mogły się skrzyżować? Ostatecznie, czy mogli się kiedyś spotkać? Prześledźmy zatem biografie malarzy i ten jakże fascynujący dialog trzech mistrzów.
Czy mogło dojść do spotkania mistrzów?
Kluczowe staje się zatem tutaj uzyskanie odpowiedzi na nurtujące nas pytanie – Czy ci artyści kiedykolwiek się spotkali? Nie idzie tu nawet o spotkanie całej trójki, bo to mogłoby być trudne lub niemożliwe, ale przynajmniej o konfrontację jednej z par. Wszyscy trzej twórcy wywodzili się z tego samego środowiska. Wprawdzie tylko Wyspiański urodził się w Krakowie (Lipiński w Nowym Targu, a Gottlieb w Drohobyczu), niemniej jednak każdy z nich zagościł na chwilę w murach tamtejszej Szkoły Sztuk Pięknych. Wyspiański nawet stał się jej wykładowcą, w okresie, gdy uczelnia ta nosiła już miano Akademii. Wracając jednak do czasów wcześniejszych zauważyć należy, że wszyscy trzej artyści zetknęli się w owym kręgu z potężną i silnie rezonującą personą Jana Matejki. Krakowska Szkoła Sztuk Pięknych stanowiła bez wątpienia pod koniec XIX stulecia ośrodek najważniejszy na ziemiach polskich. Sam Matejko wpłynął na całe pokolenia młodych artystów. Co oczywiste, rozwijał on śmiałe zagadnienia pompatycznego i monumentalnego historyzmu. Tą drogą poszli poniekąd Lipiński i Gottlieb, którzy jednak wykształcili własny styl i zmodyfikowali przekazane przez mistrza zasady. W zupełnie innym kierunku artystycznym udał się natomiast Wyspiański, który od historyzmu i malarstwa tradycjonalistycznego odszedł w stronę modernizmu, co jednak nie dziwi, gdyż był on z omawianej trójki najmłodszym i tym samym posiadającym największe predylekcje ku nowoczesności.
Najwcześniej przyszedł na świat Hipolit Lipiński (1846). Dokładnie dziesięć lat później Maurycy Gottlieb (1856). Stanisław Wyspiański w kolejnej dekadzie, w roku 1869. Lipiński kształcił się początkowo w Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Kiedy powrócił do Krakowa, znalazł się w orbicie Matejki. Gottlieb rozpoczął właściwie swoje studia od Akademii Wiedeńskiej. Do legendarnego grodu Kraka przyciągnęła go sława Matejki. W życiorysie Wyspiańskiego, który był od dzieciństwa związany z Krakowem, edukacyjne wyprawy, chociażby do Paryża, stanowiły po prostu epizody. Spróbujmy zatem teraz połączyć kilka faktów. W roku śmierci Lipińskiego, czyli w 1874, do Krakowa przybywa z Wiednia Maurycy Gottlieb. Wyspiański ma wówczas zaledwie pięć lat! Teoria o wielkim spotkaniu legnie zatem w świetle tych faktów w gruzach, choć prawdopodobne i historycznie możliwe wydaje się "starcie" Lipińskiego z Gottliebem. Owe spotkanie mistrzów staje się zatem w kontekście naszych rozważań czysto metaforyczne i "odbywa się" jedynie na kartach naszej historii. Na koniec warto uwypuklić jeszcze jedną kwestię łączącą tych malarzy – wszyscy umarli bowiem właśnie w Krakowie – Lipiński i Wyspiański w wieku trzydziestu ośmiu lat, a Gottlieb, właściwie jeszcze nie osiągając sławy, w kwiecie wieku, mając lat dwadzieścia trzy.
Różne style – jedna idea
Matejko kojarzony jest dzisiaj, z resztą słusznie, z ideą pompatycznego historyzmu. Jego wielkoformatowe, oddane z drobiazgowością obrazy to dzisiaj największe narodowe skarby polskiej kultury. Monumentalne płótna gloryfikują ów naród i pokazują jego chwałę. Nie wszyscy jego uczniowie kontynuowali zamysł swojego mistrza, niemniej jednak nawet jeśli nie mamy do czynienia z kontynuacją stricte formalną, to ich dzieła w pełni implikują tego samego narodowego i patriotycznego ducha. Maurycy Gottlieb mawiał: "Jestem Polakiem i Żydem i chcę dla obu, gdy Bóg da, pracować". Jego słowa znakomicie oddają nie tylko podejście twórcy do sztuki, ale także charakter jego dzieł. Czyny zresztą także są tutaj znamienne. Pomimo represji, które spotykały go w Krakowie, ostatecznie powrócił do tego miasta i z nim związał swoją krótką karierę. Zamysł twórczości jest u Gottlieba zatem kwestią najbardziej związaną z polską kulturą, gdyż stylistyka prac zdaje się wyrażać już ducha malarstwa międzynarodowego. Jego "Portret młodej kobiety w kapeluszu" z 1879 roku to dzieło genialne w swej formie, śmiało korespondujące z oeuvre samego Rembrandta van Rijn.
Zupełnie inny charakter prezentuje twórczość Wyspiańskiego i Lipińskiego, rdzennych Polaków. Wyspiański to przecież koryfeusz polskiej sztuki, malarski i literacki narodowy wieszcz, krzewiciel siły i potęgi ducha polskiego narodu. Jego wymowne dramaty takie jak "Akropolis" czy ikoniczne "Wesele" to mocarne wizje i diagnozy polskiej rzeczywistości, aktualne do dnia dzisiejszego. Wyspiański jawi się niczym potężny Wernyhora, ten z obrazu Matejki, którego reprodukcja wisiała zresztą w bronowickiej chacie podczas prapremiery "Wesela". Uparcie wierzy w odrodzenie narodu, który wciąż tańczy ów makabryczny "chocholi taniec". W tym kontekście portrety dziecięce stoją w zupełnej opozycji do nurtu patriotycznego, ale w pewnym sensie, dzięki swej secesyjnej linii i niebywałej dekoracyjności, pozwalają sytuować artystę w kręgu światowych twórców przełomu XIX i XX stulecia.
Wreszcie postać Hipolita Lipińskiego – artysty dzisiaj niesłusznie zapomnianego. W ślad za Matejką tworzył on rozbudowane, wielopostaciowe kompozycje, choć nie tak pompatyczne. Z równą mu precyzją odtwarzał detale historycznego kostiumu, lecz jego obrazy to sceny rodzajowe z życia zwykłego ludu – najniższych warstw społecznych czy mieszczaństwa. Lipiński w poetycki wręcz sposób oddawał topografię i obrazował architekturę, nie tylko Krakowa. Jeden z jego ostatnich obrazów – "Zupa rumfordzka przed kościołem św. Katarzyny w Krakowie" to dzieło w pełni dydaktyczne, wpisujące się w idee poprawy kondycji społeczeństwa. Tytułowa "zupa" to bowiem posiłek rozdawany najuboższym u stóp jednego z krakowskich kościołów.
Twórczość na wskroś humanistyczna
Z idei humanizmu wywodzi się charakter twórczości wszystkich tych trzech artystów. Prymarną rolę odgrywa w niej postać człowieka, choć w każdym przypadku ukazana w sposób odrębny. U Wyspiańskiego jest to niemal zawsze jednostka autonomiczna – bohater indywidualny o oryginalnych, właściwych sobie rysach – matka, dziecko, święty. U Lipińskiego wiodącą rolę odgrywa z kolei zbiorowość. Owszem można z tej ukazywanej przez niego wielokrotnie grupy wyodrębnić poszczególne postaci, ale dopiero razem, w całości tworzą one obraz społeczeństwa. U Gottlieba z kolei sytuacja wydaje się nieco bardziej skomplikowana. Występują bowiem u niego zarówno sceny zbiorowe, jak i indywidualne portrety. Tak czy inaczej, twórczość ta to również po prostu psychologiczny wizerunek człowieka.