Witkacy i portrety w ciasnych kadrach

Anatomia dzieła sztuki

Witkacy i portrety w ciasnych kadrach

Natalia Skowyra

 

Twarz sportretowanej przez Stanisława Ignacego Witkiewicza Janiny Illukiewiczówny – delikatnie rozmyta i zaciemniona z jednej strony – wypełnia niemal cały kadr fotografii. Jej intensywne, spokojne spojrzenie skierowane jest wprost na widza, którego uwagę natychmiast przyciągają oczy modelki: błyszczące i szeroko otwarte. Dla Witkacego oczy były zwierciadłem duszy. To właśnie w nich miała objawiać się prawda o portretowanym "istnieniu poszczególnym". Tę prawdę artysta próbował uchwycić i utrwalić na fotografii.

 

Obiektyw aparatu towarzyszył Witkacemu od najmłodszych lat. Pasję do fotografii odziedziczył po ojcu, Stanisławie Witkiewiczu. Ich wspólne wycieczki na Podhale zaowocowały licznymi zdjęciami, które później mały Staś opisywał i segregował. Pierwsze samodzielne fotografie Witkacy wykonał w wieku czternastu lat. Zachowało się około dwustu szklanych negatywów naświetlonych w pierwszej połowie 1899.

 

Od najmłodszych lat artyście towarzyszyła nieustanna ciekawość natury, którą zaspokajał, obserwując i fotografując najbliższe otoczenie. Jego wczesne prace przedstawiają scenki rodzinne, tatrzańskie pejzaże oraz portrety bliskich. Szczególnie bliska Witkacemu okazała się forma portretu, do której powracał przez całą twórczość. Rozwijał ją zarówno w malarstwie, między innymi w ramach słynnej "Firmy portretowej S.I. Witkiewicz", działającej w Zakopanem, jak i w fotografii. Artysta sam określał się mianem "psychologicznego portrecisty".

 

Dla Witkacego portret oznaczał znacznie więcej niż proste uchwycenie i utrwalenie wyglądu modela. Bardziej niż cechy zewnętrzne interesowało go uchwycenie w pojedynczym kadrze "duszy" portretowanego. Aparat stał się narzędziem poznania drugiego człowieka – jego osobowości, sposobu przeżywania świata, wewnętrznych napięć i pragnień. Witkacy nieustannie poszukiwał w fotografowanych twarzach śladów indywidualności, którą opisywał za pomocą pojęcia "istnienia poszczególnego", wykraczającego poza fizyczne cechy człowieka.

 

 

Efekt ten artysta starał się uzyskać, ograniczając kompozycję do tak zwanych "ciasnych kadrów", w których fotograf maksymalnie redukuje przestrzeń wokół modela, skupiając się wyłącznie na jego twarzy. Dla Witkacego możliwość uzyskania takich ujęć wiązała się z przebudową aparatu. Pisał o tym w liście do Heleny Czerwijowskiej z 28 sierpnia 1912:

 

"Mam od dwóch tygodni aparat, do którego Helman przyczepił tamten obiektyw przy pomocy rury wodociągowej. Cudowne zdjęcia zrobiłem i jak odbiję, prześlę"

(Stanisław Ignacy Witkiewicz, Listy do Heleny Czerwijowskiej, pod. do druku, oprac. i przyp. opatrzyła Bożena Danek-Wojnowska, "Twórczość" 1971, nr 9, cyt. za: Przeciw Nicości. Fotografie Stanisława Ignacego Witkiewicza, red. Jan Fejkiel, Anna Szulczyńska, Kraków 1986, s. 17).

 

Z tych "cudownych" zdjęć, wykonanych w większości w 1912 i 1913, zachowało się dwanaście, w tym "Portret Janiny Illukiewiczówny".

 

Ciasne kadry pozwalały artyście skupić uwagę na portretowanej osobie, zwłaszcza na jej oczach. Stosując tę metodę, Witkacy próbował przekroczyć granicę między zewnętrznym wyglądem a wewnętrznym doświadczeniem człowieka, nadając każdej fotografii charakter jednorazowego, intymnego spotkania.

 

W tak rozumianej "fotografii intymności" Witkacy wykazuje pokrewieństwo z Julią Margaret Cameron, brytyjską fotografką epoki wiktoriańskiej. Cameron, podobnie jak on, odchodziła od konwencjonalnych, precyzyjnych portretów studyjnych. Zamiast idealnie ostrych, szczegółowych przedstawień wybierała miękkie rozmycia, rozproszone światło i bliskie ujęcia twarzy. Fotografowanie traktowała jako niemal osobiste spotkanie z drugim człowiekiem. Oboje odrzucali przekonanie, że wartość fotografii wynika wyłącznie z dokładnego odwzorowania rzeczywistości. Najważniejsze było dla nich indywidualne, psychologiczne podejście do modela, pozwalające spojrzeć w głąb jego osobowości.

 

Witkacy nie ograniczał eksperymentów fotograficznych do portretów psychologicznych. Pragnienie, by zdjęcie wyrażało więcej niż tylko odbicie rzeczywistości, widoczne jest również w innych jego pracach. Ważne miejsce w jego twórczości zajmuje seria "Sceny improwizowane", powstająca podczas aranżowanych scenek i seansów fotograficznych przypominających spektakle teatralne. Aparat rejestrował starannie przemyślane gesty, miny i sytuacje. Wśród zachowanych fotografii wykonanych podczas jednego z takich seansów znajduje się praca przedstawiająca Witkacego i Janinę Turowską. Ostre światło skierowane na portretowane osoby wydobywa ekspresję ich twarzy, nadając scenie dramaturgię charakterystyczną dla artysty, który życie traktował jak teatr.

 

Fotograficzna twórczość Witkacego oraz jego eksperymenty z kadrowaniem, światłem i ekspresją twarzy wykraczają poza tradycyjne rozumienie portretu. Aparat traktował nie tyle jako urządzenie służące do rejestracji obrazów, ile jako narzędzie pozwalające oddać intensywność ludzkiego istnienia. Szczególną uwagę widza przyciąga spojrzenie modela, które mimo upływu lat nadal wydaje się żywe i bezpośrednie. Być może właśnie w tym tkwi wyjątkowość fotograficznych portretów Witkacego, które niezmiennie intrygują.