Ważne sprawy w prostych formach - rozmowa z Pawłem Susidem
Z artystą rozmawiają Paulina Janiszewska i Julia Gorlewska
Patrząc na polską sztukę lat 80., można stwierdzić, że Pańskie kameralne obrazy kontrastują z wielkoformatowymi płótnami dominujących wówczas ekspresjonistów. Jaka jest Pańska filozofia twórcza? Co spowodowało, że przez lata funkcjonował Pan obok lub w kontrze do obowiązujących trendów i malarskich tendencji?
Paweł Susid: Akademię ukończyłem w roku 1978 i w pierwszych latach po studiach moje prace były w nurcie ówczesnej ekspresji. Na dużych formatach, w formie historii obrazkowych z podpisami z szablonów, malowałem obrazy o otaczającym mnie świecie. Brałem ze swoimi pracami udział w najważniejszych wówczas wystawach między innymi: "Ekspresja lat 80." w Sopocie, czy "Arsenał" w Warszawie. Jednak bardzo szybko zniechęciłem się figuracją w swoim malarstwie. Postanowiłem skondensować zarówno formę, jak i treść na obrazach. Korzystając z prostych form geometrycznych i treści wyrażanej wprost słowami, początkowo upewniałem się o racji swojej metody. Tego dotyczą obrazy z tego okresu: "Stażewski i Strzemiński mylą mi się", "Maluję obrazy nawet drugi raz, jeśli są ładne", z czarnym i białym kwadratami Malewicza, były właśnie takim przepowiadaniem sobie mojej metody; połączenia treści wyrażonej za pomocą słów z prostymi formami. Wkrótce namalowałem cykle flag układanych kolorami i map politycznych, na których, jak wiemy, występują kolory nałożone już przez ich projektantów. Także granice niektórych państw postkolonialnych przebiegają wzdłuż zaprojektowanych linii prostych. Takie były początki moich eksperymentów z formą i treścią prac. Obraz "Różnica między dniem a nocą" powstał w tym czasie i zakładał, że sprowadzenie do dwóch kół, jakie pod postacią słońca i księżyca widzimy na niebie, do dni i nocy, czyli całości naszego życia, jest wyraźną i pojemną metaforą przy zachowaniu skromnych środków plastycznych. Nie zastanawiałem się nad aktualnie dominującą tendencją w malarstwie, skupiony byłem na potwierdzeniu słuszności mojej metody, pozwalającej opowiadać o otaczającym mnie świecie, a także innych sprawach, które brałem pod pędzel.
Można odnieść wrażenie, że obraz traktuje Pan jako sposób na zadawanie światu pytań, ale i środek komunikacji między artystą a widzem. Co chciałby Pan przekazać swoim odbiorcom? Jaką rolę odgrywają słowa w Pańskiej twórczości?
P.S.: Już na pierwszym roku studiów, umieszczając tytuł obrazu wprost na płótnie, musiałem mieć przeczucie, że treść lub tytuł obrazu stanowi ważną jego część. Jak już wspomniałem, później stopniowo przekonywałem się o słuszności swojej metody. Tak często przywoływany mój obraz "Stażewski i Strzemiński mylą mi się" jest właśnie o tym. Formy abstrakcyjne, choćby nie wiem jak różne, mogą się mylić, ale gdy przypiszemy im znaczenie, to już nie. Doszedłem także do wniosku, że malarstwo, jakie by nie było, powstawało w konkretnym momencie historycznym i jest powiązane z rozwojem cywilizacyjnym. Powszechnie wiadomo, że wynalezienie i rozwój fotografii miały wpływ na powstanie impresjonizmu i dalsze poszukiwania malarzy. Tak jest aż do dzisiaj. To mnie ośmieliło do rejestrowania na obrazach tego, co mnie otacza, a więc również spraw aktualnych. Bo przecież swoją twórczością dajemy świadectwo czasu, w którym żyjemy.
Prezentowana na aukcji praca "Różnica między dniem a nocą" powstała w 1987, tj. na samym początku Pańskiej twórczej działalności. To też jeden z obrazów o różnicach. Czy mógłby Pan powiedzieć więcej o tym wątku w Pana malarstwie? Co było wówczas dla Pana ważne? Jakie treści niesie za sobą tak transcendentne pytanie i dlaczego warto było je zadać?
P.S.: Poszukiwałem do swoich obrazów prostych form geometrycznych, za pomocą których mógłbym opowiedzieć o ważnych dla mnie sprawach. Sięgałem więc po najprostsze, a równie chętnie namalowane już uprzednio figury, np. koła, trójkąty, kwadraty, flagi państw pozbawione dodatkowych upiększeń, torty statystyczne lub mapy polityczne. Za pomocą tych figur oraz słów malowałem swoje obrazy na temat ważnych dla mnie spraw. "Różnica między dniem a nocą" była jednym z tych podstawowych pytań, bo dotyczy nie tylko części doby, lecz jest również metaforą innych skrajności np. dobra i zła, światła i ciemności… Zmagając się z prostotą dwóch kół na płaszczyźnie obrazu, z pomocą kolorów próbowałem nieco ironicznie rozstrzygnąć lub przynajmniej postawić przed sobą i widzem te fundamentalne pytania.
Pańska sztuka jest silnie skorelowana z problemami kulturowymi, społecznymi, politycznymi, ale też występują w niej wątki autotematyczne oraz stricte malarskie. Te lapidarne komentarze mogą być różnorodnie zinterpretowane. Z jakimi reakcjami się Pan spotyka? Czy oczekuje Pan konkretnego efektu u odbiorców? Jakie emocje chciałby Pan w nich zostawić?
P.S.: Decyzja o malowaniu na wszelkie tematy dotyczące mnie, ale również moich współczesnych, była dla mnie kluczowa. Dzięki mojej metodzie mogłem realizować swoje przekonanie, że żadna sztuka nie jest w stanie przekroczyć swojego czasu. Każdy następny obraz był sprawdzianem słuszności tego podstawowego założenia. Poczynając od spraw uniwersalnych, próbowałem malować na każdy temat, który mnie zajmował w danym momencie: o miłości, seksie, malarstwie, historii, a nawet bieżącej polityce. Zaproszony do wystawy w warszawskiej Zachęcie w 2006 roku, zastanawiając się nad różnorodnością poruszanych na moich obrazach tematów, celowo zatytułowałem wystawę: "Obrazy w szkole i w domu". Pomyślałem bowiem, że to właśnie w szkole uczą nas tak wielu przedmiotów, a nawet jeśli nie wszystkich, to reszty dowiadujemy się w naszych domach. Sądząc po reakcjach ludzi oglądających moje obrazy, jestem dobrze zrozumiany, choć moim pragnieniem nie jest dawanie odpowiedzi, a raczej stawianie pytań.