Spontaniczność tworzenia. Wywiad z Henrykiem Cześnikiem

Artyści mówią

Spontaniczność tworzenia. Wywiad z Henrykiem Cześnikiem

Od 24 czerwca do 10 lipca prezentowana jest wystawa obrazów i rysunków jednego z najwybitniejszych współczesnych polskich twórców, którego charakterystyczna estetyka, balansująca między niepokojem a ironią, od lat fascynuje zarówno kolekcjonerów, jak i instytucje sztuki. O inspiracjach i wyzwaniach rozmawiamy z autorem, profesorem Henrykiem Cześnikiem.

 

Natalia Plewa: Pana ekspresyjne kompozycje odczytywane są jako opowieści o codzienności, której bohaterami stają się groteskowo zdeformowane postacie. Czy ta perspektywa jest Panu bliska? Jakie historie Pana inspirują?

 

Henryk Cześnik: Nie czuję się poszukiwaczem inspiracji do powstania konkretnego obrazu. Droga do inspiracji może być długa i pokrętna. Zalążek rozwijający się w wyobraźni tworzy historię, która materializuje się na obrazie. Oczywiście w procesie twórczym pierwotny zamysł może ulegać modyfikacji.

 

NP: W pierwszym odbiorze Pana prace mogą budzić niepokój, jednak przy bliższym poznaniu dostrzegamy ich humorystyczną stronę. Co sprawia, że łączy Pan mroczne, dramatyczne wizje z satyrą?

 

HC: Łączenie dramatu z satyrą w sztuce jest stare jak świat i bynajmniej to nie wynalazek artysty. To mikstura, na którą nie mamy wpływu, gdyż jest tworem samoistnym i niezależnym, bytem jak grawitacja czy ciekawość. Od przewrotności artysty zależy, w jakich proporcjach te elementy zostaną użyte.

 

Henryk Cześnik w ramach działań autorskiego teatru rysowania w Teatrze Polskim w Warszawie, 2017, fot. dzięki uprzejmości artysty

 

NP: Przewrotne są również tytuły i opisy Pana prac: "Ewolucje kuchenne", "Pełny wypas", "Kino objazdowe" czy "Dzień odwiedzin".

 

HC: Tytuły tylko podkreślają zamiar użycia przewrotności jako metafory, opowiadając historie, reżyserując związane z nimi sytuacje. Ważny jest bagaż przeżyć, doświadczeń, wiedzy i uczuć. Czasami nic nieznaczący szczegół paradoksalnie urasta do monstrualnych rozmiarów tylko po to, by ukryć idące obok ludzkie namiętności ukrywające się pod nazwą "siedem grzechów głównych". Trudno by było w tym nie uczestniczyć, będąc jedną z symbiotycznych much w korowodzie napawających się wspaniałą wonią.

 

NP: Czy przedstawiane historie odnoszą się również do Pana osobistych przeżyć?

 

HC: Trudno nie wykorzystać znakomitych motywów, które dotykają mnie na co dzień, ale w większości przypadków nie są główną inspiracją do powstania obrazu.

 

NP: Czy w pracy "Symulanci" z 2025 roku przedstawia Pan siebie?

 

HC: Obraz "Symulanci" jest autoportretem. Doświadczenia życiowe prowokują nas do dystansowania się do samych siebie.

 

Henryk Cześnik w ramach działań autorskiego teatru rysowania w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku, 2015, fot. dzięki uprzejmości artysty

 

NP: Niewątpliwie wybiera Pan raczej duże formaty prac.

 

HC: Agresywna ekspresja, której hołduję, lepiej się czuje w dużym formacie. Istotna jest również skala ludzkiej postaci. Skala 1:1 powoduje wrażenie lustrzanego odbicia. To dla mnie ważny element w dialogu z odbiorcą.

 

NP: Podobno używa Pan rozmaitych narzędzi malarskich i nie są to tylko pędzle.

 

HC: Oczywiście, że używam pędzli, niezastąpionych chociażby w laserunkach, ale w kontakcie farby z płaszczyzną płótna niezastąpione są palce i dłonie ustawiane pod różnym kątem i naciskiem. Ten kontakt bez pośrednictwa narzędzi sprawia poczucie większego panowania nad całością przekazu.

 

NP: Nieoczywistym elementem Pana prac jest również kolaż. Na ile Pana proces twórczy opiera się na intuicji i spontaniczności, a na ile na planowaniu?

 

HC: Każdy z moich obrazów jest żywiołem połączonym z przygodą. Konsekwencją planowania jest konsekwentna realizacja – to nie leży w moim charakterze. Spontaniczność pozwala na zaskakiwanie samego siebie. Ostatni etap jest selekcją, czyli eliminacją rzeczy zbędnych. Kolaż od zawsze jest elementem tej gry – wprowadza realną rzeczywistość do opowiedzianej historii.

 

 

NP: Do Pana widowiskowych projektów należą autorskie teatry rysowania. Czy może Pan opowiedzieć o tym doświadczeniu?

 

HC: Propozycje przejścia z zacisza pracowni przed duże audytorium teatralnej widowni potraktowałem, nie bez obaw, jako wyzwanie. Jest to diametralnie inny proces twórczy. Nie ma tu miejsca na zastanawianie się i korekty, to doświadczenie niezwykle stresujące, to wysiłek zarówno psychiczny, jak i fizyczny. To rodzaj artystycznego ekshibicjonizmu, doświadczenie, które nigdy nie przerodzi się w rutynę.

 

NP: Na zakończenie chciałabym zapytać, czy ma Pan swoje ulubione prace na wystawie?

 

HC: Z każdym obrazem jest mi trudno się rozstać, każdy zawiera energię moich osobistych przeżyć. Satysfakcjonuje mnie jednak fakt, że wszystkie one znajdują swoje miejsce w zacnych domach wielbicieli sztuki.