24 września 2021

„Pogrążam się w tłumie, jak ziarno w sypkim piasku"

"Pogrążam się w tłumie, jak ziarno w sypkim piasku. Zatracam siebie wśród anonimowości spojrzeń, ruchów, odorów, we wspólnym pochłanianiu powietrza, pulsowaniu soków pod skórą. Staję się jakby komórką tego bezbrzeżnego organizmu, należę do innych osobników, komórek już pozbawionych wyrazu, już wtopionych w siebie nawzajem. Niszcząc się wzajemnie, odnawiamy się, nienawidząc – stymulujemy jedni drugich. Podobni układem kostnym, budową mózgu, wrażliwością skóry. Skłonni do rozczuleń i dobroci zmieniającej się w potrzebę mordu, zapełniamy planetę".

Magdalena Abakanowicz, 1993

Magdalena Abakanowicz w pracowni, Warszawa 1993, fot. dzięki uprzejmości Galerii Starmach

Seria "Tłumów" należy do najbardziej rozpoznawalnych realizacji w twórczości Magdaleny Abakanowicz. Pierwsza praca z serii powstała w latach 1986-87 i składała się z relatywnie realistycznych, niemalże identycznych 50 figur. Każdą ze swoich postaci artystka odciskała z form, które wypełniała płótnem i nasączała świeżą żywicą, nadając im zaplanowany kształt. "Tłum I" został po raz pierwszy zaprezentowany podczas retrospektywnej wystawy artystki w Muzeum Műcsarnok w Budapeszcie w 1988. Druga praca z serii "Tłum II" również składała się z 50 jutowych postaci oddanych z dorosłego mężczyzny i powstała pod koniec 1988, kiedy Abakanowicz wraz z mężem przeprowadziła się do domu na obrzeżach Warszawy. W tym czasie wiele podróżowała, pracując i organizując wystawy, m.in. w Niemczech, Korei, Japonii czy Stanach Zjednoczonych. Początkowo realistycznie oddane figury z czasem stawały się coraz bardziej abstrakcyjne, coraz częściej konotując z organicznymi formami wytworzonymi przez przyrodę. Przykładem takiej realizacji jest najbardziej imaginacyjny z serii "Tłum IV" składający się z 60 stojących postaci zaprezentowanych po raz pierwszy w 1991 w Sezon Museum w Tokio.

"Tłum III" to jedna z najciekawszych i najbardziej interesujących realizacji z całej serii. Nie bez znaczenia, w odniesieniu do ówczesnej sytuacji politycznej w Polsce, było stosowanie przez autorkę zwielokrotnienia ludzkich figur. Na tym tle powstały w 1989, momencie bezsprzecznie przełomowym dla rodzimej historii, "Tłum III" nabiera nowego znaczenia. Tłum podobnych sobie, wydrążonych od środka, anonimowych postaci stał się dla artystki refleksją nad rzeczywistością ludzkich mas, odizolowanych od świata zewnętrznego, nieustannie stojących w kolejkach i właściwie odłączonych od wszelkich informacji uznanych za niedozwolone. Omawiana praca jest zespołem 50 figur ustawionych w zorganizowanym szyku przywodzącym na myśl falangę. Podobnie jak poprzednie tłumy, również i ten został w całości wykonany ze zgrzebnego, nasączonego syntetycznymi żywicami płótna. Figury postaci są silnie uproszczone, pozbawione głów, o lekko rozstawionych nogach i łagodnie zaokrąglonym korpusie. Artystka celowo pozbawiła ich twarzy, będących niejako emblematem autonomii, decydującym o osobniczych cechach każdego człowieka. Figury mają formę skorup, a ich powierzchnia jest mocno pomarszczona i chropowata. Przypominają wieka sarkofagów lub korę pni drzew. Abakanowicz kojarzyła je z kolei ze zrzuconą przez węża skórą. Wszystkie z nich mierzą 1 metr 70 centymetrów, wskazując, że mamy do czynienia z postaciami dorosłych. Niezwykle trudno jednoznacznie wskazać na ich płeć, jest to jednak zabieg charakterystyczny dla Abakanowicz, która celowo odejmowała swoim postaciom atrybuty ich fizjonomii, sugerując jednocześnie, iż każda z nich jest androgenicznym everymanem, tkwiącym w tłumie równych sobie, pozbawionym niejako własnej istoty czy treści. Każda z tych figur jest inna, każda indywidualnie modelowana rękami artystki. Nie ma dwóch takich sam rzeźb, bo jak mawiała artystka: natura nigdy się nie powtarza dwukrotnie. "Tłum III" prezentowany był na pierwszej indywidualnej wystawie artystki w Marlborough Gallery w Nowym Jorku w 1989.

Tłum III, fot. dzięki uprzejmości Marlborough Gallery w Nowym Jorku

Sam temat bezgłowego tłumu, interpretowany jako egzystencjalna metafora, pozostawał głównym obszarem zainteresowań Abakanowicz przez kolejne dziesięciolecia. Tworzone przez nią postaci naturalnych rozmiarów miały wskazywać zaniepokojenie artystki tym, że człowiekowi zagraża kolektywna mentalność zacierająca niejako indywidualne cechy każdej z jednostek. Ponadto samo pojęcie tłumu było dla artystki rodzajem metafory historycznej transformacji, której osobiście doświadczyła. Jej rzeczywistością stały się prace same w sobie odzwierciedlające rzeczywistość, której nie sposób postrzegać w oderwaniu od okrucieństw, jakich była świadkiem. Abakanowicz doskonale wiedziała, że tłumami rządzi wspólny umysł, czyniąc z poddanych zespół potencjalnie niebezpieczny, łatwy do zmanipulowania. Jak pisała: "Podczas marszów i parad czczono wielkich i dobrych przywódców, którzy niedługo potem okazali się masowymi mordercami. Miałem obsesję na punkcie tłumu". Można zatem wysnuć stwierdzenie, że postaci w tłumie traktują o naszym zbiorowym przeznaczeniu, tych samych prawach życia i śmierci, ale także o biologicznej wspólnocie wszystkich gatunków na Ziemi. Rzeźby Abakanowicz są portretem na obraz każdego człowieka, dzięki czemu stają się zrozumiałe niezależnie od miejsca ich oglądu. Poruszają, pobudzają do refleksji, zachęcają do spojrzenia w siebie. W opinii krytyków niezwykle trudno osiągnąć w sztuce coś tak rzadkiego jak uniwersalizm. Sama artystka nazywa to natomiast dotarciem do starych, odwiecznych, przekazywanych z pokolenia no pokolenie kodów.