Grupa Janowska - zagłębie talentów
Powstała przy kopalni "Wieczorek", nazwę nadał jej dużo później Aleksander Jackowski, na określenie specyfiki tej konkretnej grupy. Tego rodzaju zrzeszeń na całym Śląsku czy w kraju było dość sporo, w drugiej połowie lat 40. powstawała ich już cała masa. Wśród nich było wyróżniające się koło, które zostało nazwane Grupą Janowską. Zrzeszeni w nim byli pracownicy kopalni (choć nie tylko), integrowało ludzi pracujących w przemyśle. Ci ludzie, pracujący fizycznie, mieli dzięki aktywności twórczej możliwość wyrażenia siebie, opowiedzenia swojej historii, odreagowania trudu pracy często pod ziemią. Grupa Janowska jako zrzeszenie twórców istnieje do dziś, jednak jest to zupełnie inne koło niż niegdyś.
Za najważniejszy okres działalności grupy uznajemy ten, związany z Ottonem Klimczokiem, lokalnym działaczem i animatorem kultury. Obecnie osoby malujące w grupie janowskiej to głównie emeryci. Kiedy w latach ‘80 Seweryn Wisłocki, krytyk sztuki i antropolog, który zajmował się twórczością nieprofesjonalną, badał to środowisko, podkreślał, że należy rozdzielać historyczną Grupę Janowską od tego co dzieje się teraz. Ze względu na realia zmieniła się tematyka prac, nie da się już dokumentować tego samego Śląska, co w latach powojennych, ponieważ ten czas przeminął, nie ma już tego samego świata, jest całkiem inny, współczesny. To zupełnie inny Śląsk.
Grupa powstała w czasach, w których sztuka przede wszystkim miała służyć promocji ideologii komunistycznej. Systemy komunistyczne przechodziły same siebie, aby przekonać masy pracujące do zapisywania się do grup artystycznych i tworzenia dzieł sztuki, które miałyby świadczyć o tym, jak wspaniale żyje się społeczeństwu w komunizmie. Co ciekawe, w swoich pracach malarze-amatorzy Grupy Janowskiej promowali okultystyczne i nieortodoksyjne wierzenia spirytualistyczne.
Grupa Janowska mogła być ziszczeniem się komunistycznego marzenia. Zatrudnieni w kopalni "Wieczorek" górnicy w Janowie spędzali wolny czas w zakładowym domu kultury i malowali obrazy pod okiem zawodowych artystów. Niestety nigdy nie zorganizowano żadnej grupowej wystawy, jednak wielu z jej członków, m.in. Teofil Ociepka, Erwin Sówka, Ewald Gawlik, Paweł Wróbel, Leopold Wróbel czy Paweł Stolorz, zyskało uznanie w Polsce i zagranicą. W skład Grupy Janowskiej wchodziło wielu mistrzów sztuki naiwnej i była ona mocno promowana przez władze komunistyczne, jako idealny przykład tego, że nowy system polityczny pozwolił robotnikom na realizację ich pasji artystycznych.
W rzeczywistości członkowie grupy nieszczególnie przejmowali się ideami socjalizmu i zdecydowanie nie wpisywali się w oficjalną materialistyczną ideologię. Ich zainteresowania były zupełnie inne, przede wszystkim liczył się dla nich rozwój duchowy i zgłębianie okultyzmu, który charakteryzował się uważną kontemplacją Biblii i lekturą średniowiecznych traktatów alchemicznych w celu lepszego zrozumienia i doświadczenia transcendentnego wymiaru życia.
Wielu górników, w tym członków Grupy Janowskiej, nie miało wykształcenia poza kilkoma klasami szkoły podstawowej. Możliwe, że właśnie z tego powodu mieli skłonność do wierzeń ludowych, myślenia magicznego i wiary w legendy. Poszukiwali przede wszystkim sposobów na połączenie się z siłami wyższymi, a malarstwo okazało się jedną z możliwości do budowania komunikacji ze światem nadprzyrodzonym. Początki działalności Grupy nie były łatwe, artyści udawali, że popierają oficjalną ideologię. Uratowała ich zadziwiająca protekcja kapitan SB Izabeli Czajki-Stachowicz, jej opieka pozwoliła malarzom przeżyć trudne czasy stalinizmu, bez wchodzenia w konflikt z władzą. Po 1953 r. artyści zyskali więcej wolności twórczej, ponieważ socrealizm po śmierci Stalina nie był już obowiązkowym stylem. W czasach PRL oficjalna ideologia nie przewidywała miejsca dla duchowości, okultyzmu ani fantastyki. Socjalistyczna codzienność była ponura i niechętna wobec wszelkich odstępstw od narzuconych norm. Władze komunistyczne, pragnęły amatorskiej sztuki tworzonej przez klasę robotniczą, chętnie przyjmowały i promowały wszystko, co odpowiadało ich kryteriom.
Sytuacja w jakiej byli twórcy Grupy Janowskiej nie była łatwa, na co dzień musieli ciężko pracować, mało zarabiali, a brak wykształcenia zdecydowanie ograniczał ich możliwości poprawy tej trudnej sytuacji.
Paweł Wróbel, często nazywany polskim Hieronimem Boschem, został zesłany na Syberię, gdzie przetrwał w łagrze dzięki malowaniu scenek z Zachodu dla strażników więziennych spragnionych rozrywki. Ewald Gawlik z powodu wojny musiał dwukrotnie porzucić marzenie o studiach artystycznych – najpierw nie mógł rozpocząć nauki na uczelni w Krakowie, ponieważ został wysłany na roboty do Niemiec, a potem w Dreźnie wcielono go siłą do Wehrmachtu. Po powrocie do Polski jego szanse na edukację plastyczną zostały zniweczone przez etykietkę "politycznie podejrzanego". Miał możliwość zostać zawodowym artystą po otrzymaniu propozycji członkostwa w Związku Artystów Polskich, ale zrezygnował z tego w obawie, że jego lokalna społeczność, będąca głównym motywem jego obrazów, odwróci się od niego. Jego prace często były dyskwalifikowane w konkursach malarskich, ponieważ uważano je za zbyt profesjonalne jak na amatora.
Leopold Wróbel zdobył znaczną popularność, zwłaszcza za granicą, w wyniku kradzieży i nielegalnego handlu jego dziełami. Jego obrazy były sprzedawane w oficjalnych kanałach za niskie ceny, a następnie kradzione i odsprzedawane w Wiedniu za setki dolarów. Złodzieje zarabiali na twórczości Wróbla znacznie więcej niż sam artysta. Kiedy policja poinformowała go o tej sytuacji, ku zaskoczeniu, Wróbel nie był zdruzgotany ani zły. Wręcz przeciwnie, poczuł się spełniony jako artysta, ponieważ jego amatorskie prace były na tyle wartościowe, by je kraść.
Kreatywność i pasja malarzy z Grupy Janowskiej w okresie jej największej aktywności stanowią fenomen na skalę światową. Fakt, że tak wielu utalentowanych amatorów pracujących w jednej kopalni, zjednoczonych wspólnymi zainteresowaniami okultyzmem i sztuką ludową, zdołało stworzyć legendarną grupę artystyczną, wydaje się wręcz niewiarygodny.