28 września 2020

Edward Dwurnik – artysta-podróżnik

"W młodości dużo rysowałem w plenerze. Tyle zakątków Polski obrysowałem, że gdyby przyszło mi wymienić wszystkie nazwy miast i miasteczek, to zrobiłby się z tego indeks miejscowości atlasu samochodowego. ‘Podróże autostopem' to najpopularniejszy cykl moich prac. Zaczęło się oczywiście od fascynacji Nikiforem. (…) Chciałem malować architekturę i pejzaż tak jak on, podebrałem od niego perspektywę i takie tam tricki. Jeździłem po Polsce z blokiem rysunkowym. Odbyłem taką podróż à la Nikifor z mojego rodzinnego Międzylesia pod Warszawą do Międzylesia na Dolnym Śląsku. Ojciec przysyłał mi pięćset złotych na poste restante. Chodziłem na pocztę i pobierałem pensyjkę, tak się umawialiśmy. Oczywiście miałem o wiele łatwiej, niż miał Nikifor, bo mieszkałem sobie wygodnie w hotelu, a on sypiał byle gdzie i, zamiast jechać PKS-em czy pociągiem, nieraz zasuwał na piechotę. Po drodze oczywiście malował. Ja też, to było jak nałóg, byłem w ciągu. Przyjeżdżałem do miasteczka, wysiadałem z autobusu i od razu siadałem na chodniku i zaczynałem rysować".

 

cyt. za: Edward Dwurnik. Od początku, katalog wystawy, (red.) Małgorzata Czyńska, Wojciech Tuleya, Warszawa 2016, s. nlb.
Edward Dwurnik, Rypin, 1967, fot. Teresa Gierzyńska

Edward Dwurnik najlepiej znany jest publiczności jako artysta malujący miasta. Przedstawiane w charakterystycznej, skrótowej manierze i jaskrawych kolorach miejscowości i wsie stały się wręcz emblematem twórczości artysty. Dwurnik, zdawałoby się, uwiecznił na swoich płótnach cały przekrój Polski – od wsi i miasteczek powiatowych, po największe miasta i zbliżenia na ich popularne fragmenty. Pośród ogromnej ilości płócien znaleźć można również pamiątki z wypraw zagranicznych: przykładem mogą być prezentowane w aukcji widoki z Münsteru i Londynu. Pod koniec lat 60. Dwurnik rozpoczął najdłuższą podróż, kontynuowaną do końca swojego życia i udokumentowaną w cyklu "Podróże autostopem".

"Podróże" to zazwyczaj widoki polskich miast uchwycone z lotu ptaka, pozbawione linii horyzontu i wypełnione architekturą oraz ludźmi. Artysta wybierał punkty charakterystyczne przedstawianych miejsc, jednak nie pozostawał wierny ani topografii, ani perspektywie. Niczym za pomocą sznurka zagęszczał i rozluźniał miejski krajobraz, tworząc weduty będące syntezą magii i realności. Dzięki temu prace łączą w sobie cechy dokumentu i malarstwa symbolicznego, oddając atmosferę polskiej rzeczywistości. Reporterskie spojrzenie malarza nie pozbawia ich jednak poczucia humoru oraz subtelnego dowcipu, wyrażanego poprzez absurd i groteskę. Patrząc na przedstawiane sceny niejednokrotnie ma się wrażenie, że architektura w miastach Dwurnika jest jedynie scenografią dla życia bohatera pokazywanego przez artystę (który w kolejnych cyklach zostanie powiększony do rozmiarów portretowych i stanie się głównym aktorem – m.in. "sportowcem" lub "robotnikiem"). Artysta wspominał, że bardzo lubił opowiadać o historiach, które malował. Stojąc przed obrazami z kolegami, snuł opowieści na temat wydarzeń dotykających bohatera umieszczonego w różnych częściach płótna.

W serii "Podróże autostopem" szczególnie wyraźnie widać wpływy malarstwa Nikifora. Krynickiego samouka Dwurnik spotkał przy pracy tylko raz, jednak było to wystarczające do nadania kierunku rozwoju twórczości: "W 1967 przywieźli go (Nikifora – przyp. red.) do Warszawy, do Akademii. Posadzono go na ławeczce, a on na nikogo nie zwracał uwagi, tylko rysował, machał cały czas ołówkiem w takim niesamowitym rytmie. Potem zawieźli go pod hotel Bristol i Europejski, na rynek

Nowego Miasta, Stadion Dziesięciolecia i gdzieś tam jeszcze. Szedłem za nimi, a po paru dniach zrobiłem tę samą trasę, rysując te same obiekty" ("O Nikiforze" z Edwardem Dwurnikiem rozmawia Mirosław Ratajczak, "Odra" 1996, nr 4). Malarstwo Nikifora było wybawieniem dla studenckiego umysłu Dwurnika, niezwykle chłonnego i nieustannie poszukującego inspiracji oraz świeżego spojrzenia.

 

Praca z cyklu Paryż, 1967, ołówek, papier, 33 x 50 cm
Praca z cyklu Paryż, 1967, ołówek, papier, 33 x 50 cm

Pierwsza ważna zagraniczna podróż artysty odbyła się w kierunku zachodnim. Młody malarz w 1967 roku trafił do Paryża. O tym okresie mówił: „Zależało mi na Paryżu, bo chciałem skonfrontować rzeczywistość z tym, czego się naoglądałem w pięknych czarno-białych albumach, które wynajdowała mi w akademii pani Grabowiecka (…) zawsze kiedy przychodziłem do pani Grabowieckiej do biblioteki, oglądałem mnóstwo albumów ze zdjęciami Paryża; po kolei przyglądałem się ulicom i placom – niewiele było tam drzew, więc architektura była znakomicie widoczna. Chciałem na żywo przeżyć to, co znałem z książek. W kółko oglądałem też litografie Bernarda Buffeta, który często rysował Paryż, i chciałem porysować tak jak on, popodbierać jego motywy, na przykład katedrę od tyłu… Jego grafiki i obrazy ukazywały się na łamach ‘Przekroju’, w latach pięćdziesiątych był na topie (…). Poza tym podróż do Paryża to tradycja, obowiązek – wszyscy artyści zarówno przed wojną, jak i po wojnie tam jeździli, to ich mekka. Długo się szykowałem do tego wyjazdu” (Małgorzata Czyńska, Moje królestwo. Rozmowa z Edwardem Dwurnikiem, Wołowiec 2016, ss. 130-131). Grand tour artysty zaowocowało bogatym zbiorem rysunków, w których młody Dwurnik przedstawiał opisywane przez siebie ulice. W bardzo syntetyczny sposób rozrysowywał wówczas słynne widoki miasta, na których nieczęsto można spotkać ludzi. Seria paryska jest ciekawym cyklem, w którym widocznie widać wczesne inspiracje młodego artysty: płaski rysunek Nikifora i kontrastowy kontur Buffeta.