Sztuka Współczesna. Op-Art i Abstrakcja Geometryczna
3 grudnia 2020 godz. 19:00

Estymacja: 1 200 000 - 1 800 000 zł
Numer obiektu na aukcji
107

Estymacja: 1 200 000 - 1 800 000 zł

olej/płótno, 142 x 142 cm
sygnowany, datowany i opisany na odwrociu: '143 x 143 cm | FANGOR | SM 1 1974 | 56 x 56"'
ID: 93392
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
Pochodzenie
  • kolekcja prywatna, Warszawa
Literatura
  • Stefan Szydłowski, Wojciech Fangor. Przestrzeń jako gra, Kraków 2012, s. 226 (il.)
Więcej informacji

Praca o tytule „SM 1” z 1974 powstała w okresie, gdy Wojciech Fangor mieszkał i pracował w Kalifornii. W połowie dekady, w której namalował obraz, artysta odszedł od bezkrawędziowych kompozycji na rzecz prac „o tematyce psychicznej”, jakimi były „przestrzenie międzytwarzowe” (interface space). Ten przełom w jego sztuce jest widoczny w prezentowanej pracy, gdzie na przemian z delikatnymi przejściami między silnie skontrastowanymi plamami barwnymi wyłaniają się mocniej zarysowane krawędzie. Z czasem te krawędzie będą wyznaczać zarysy twarzy, które zdają się naturalną konsekwencją kierunku, w którym podążał w tym czasie Fangor. Choć zaliczane do nurtu op-art, „bezkrawędziowe”, miękko roztarte kolory na obrazach Fangora, nie były próbą stworzenia iluzji optycznej, to był to eksperyment na drodze znalezienia nowych środków wyrazu własnej ekspresji twórczej. Pierwszy przełom w jego ówczesnej „bezkrawędziowej” twórczości miał miejsce w 1973. To wtedy artysta zaczął malować kredkami kompozycje złożone z rąk i twarzy, które występowały w pewnej wzajemnej relacji. Przestrzeń międzyludzka była logicznym rozwinięciem „Pozytywnej przestrzeni iluzyjnej” Wojciecha Fangora, którego zainteresowania oscylowały wokół ludzkiej percepcji. Słowami Mariusza Rosiaka: „Fangor niespodziewanie może dla samego siebie dokonał niezwykłej artystycznej rewizji własnej wizji malarskiej” (Stefan Szydłowski, Wojciech Fangor. Przestrzeń jako gra, katalog wystawy, Muzeum Narodowe w Krakowie, Kraków 2012, s. 234). W rozmowie ze Stefanem Szydłowskim Wojciech Fangor powiedział: „Odkąd pamiętam, malowanie było mi bardzo potrzebne. Było decydującą metodą poznawania świata i oczyszczania go z demonów i lęków. Powoli zacząłem się rozsmakowywać w samym procesie malowania, doznawać wrażeń nie tylko wizualnych, ale i zapachowych. Kredki, ołówki, akwarele, a nade wszystko farby olejne mają aromat. Dotyk, słuch, wszystkie zmysły biorą w tym udział. Malowanie jest zajęciem, w którym harmonijnie współdziałają emocje, intelekt i zmysły”. „SM 1” jest kompozycją, która ujawnia właśnie taki sposób postrzegania malarstwa – jako sztuki, która bazuje na osobistym, emocjonalnym i zmysłowym doświadczaniu jej materii, na dowartościowaniu techniki, koloru, przestrzeni. Jest to malarstwo absolutnie indywidualne i oryginalne, co czyni je ponadczasowym. Choć zajmuje silną pozycję wśród czołowych zachodnich twórców lat 60. i 70., Wojciech Fangor nie czerpał z niczyjej twórczości w duchu indywidualizacji procesu twórczego. W 2014, zapytany o kontakty z artystami w USA , Fangor odpowiedział: „Pierwszy raz spotkałem [Marka] Rothko w 1962 roku. Zaskoczyło mnie to, że malował w tak podobny sposób. Bardzo go polubiłem. W tamtym czasie istniały dwa obozy: ekspresjonizm abstrakcyjny i Pop Art. Znałem Anuszkiewicza, Richarda Artschwagera, Stańczaka. Josef Albers przyszedł na moją wystawę w 1967 roku w Galerii Chalette w Nowym Jorku i powiedział: ‘chapeau bas!’. Był nastawiony bardzo pozytywnie. Zaprosił mnie do swojego domu w Nowej Anglii. Chociaż [Albers] był racjonalny i konstrukcyjny w swojej twórczości, prywatnie był bardzo dziecinny. Wskazał na zachmurzone niebo i powiedział, że moje malarstwo ma ten sam walor, a różni się tylko kolorem. Chociaż był jakieś czterdzieści lat starszy ode mnie, traktował mnie jak równego sobie”. Solowa wystawa w Guggenheim Museum i otrzymana przez Wojciecha Fangora pozycja profesora na Fairleigh Dickinson University wskazują, że jego twórczość cieszyła się powszechnym uznaniem. Ważny krytyk sztuki John Canaday stwierdził, że Fangor był jedynym znanym mu artystą, którego obrazy oglądać powinno się jedynie na żywo. Jak pisał: „Wszystkie obrazy, rzecz jasna, tracą nawet w najdoskonalszej reprodukcji. (…) Ale mimo wszystko nadal jest prawdą, że można uzyskać reprodukcję o bardzo zbliżonym wyglądzie do oryginału. Ale nie w przypadku Fangora”. Nie sposób się nie zgodzić z tym stwierdzeniem – żadna reprodukcja nie oddaje subtelności i złożoności malarstwa Fangora, którego twórczość może być w pełni odbierana wyłącznie na żywo.