Sztuka Dawna. Prace na Papierze
1 grudnia 2020 godz. 19:00

Estymacja: 90 000 - 120 000 zł
Numer obiektu na aukcji
10

Estymacja: 90 000 - 120 000 zł

pastel/papier , 69 x 49 cm
sygnowany, datowany i opisany l.d.: 'Witkacy | 1937 | 1/III T.Bs', opisany p.d.: 'NP+herb/Nπ'
ID: 92974
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
Pochodzenie
  • kolekcja prywatna, Kraków
Literatura
  • Anna Micińska, Urszula Kenar, Poza rzeczy-wistością. Stanisława Ignacego Witkiewicza wiersze i rysunki, Kraków 1977, poz. 5
  • Stanisław Ignacy Witkiewicz 1885 1939, katalog dzieł malarskich oprac. Irena Jakimowicz, Anna Żakiewicz, Warszawa 1990, s. 139, nr kat. 2063, il. 366
Więcej informacji
PORTRET NA TACY PODANY „W 1935 roku ukazała się w Kasie im. Mianowskiego najważniejsza rozprawa filozoficzna Witkacego ‘Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie Istnienia’. Autor nie spodziewał się, że tak łatwo zdobędzie środki na wydanie ‘Główniaka’ (tak nazywał rozprawę), przecież poznał wcześniej dobrze drogę przez mękę wydawniczą. Z wydaniem ‘hermetycznego’ dzieła poszło jednak łatwiej niż np. z ‘Jedynym wyjściem’, którego nikt nie chciał drukować. I cieszył się autor przez jakiś czas niepomiernie, w ogóle smutny z powodu niepowstrzymanego upadku kultury. Zdarzało się przecież Witkacemu w ludzkości coraz bardziej bezosobowej spotykać jednostki oddane bezinteresownie ‘rozmowom istotnym’ i poczuciu fantastyczności życia. Wiceministra Pracy i Opieki Społecznej – Kazimierza Ducha, który urzędowo dofinansował wydanie w nakładzie 650 egzemplarzy, zaliczył zapewne do życiowych fantastów. W liście dziękował mecenasowi: ‘A więc, Panie ministrze, jeszcze raz dziękuję Panu za wszystko i dopiero teraz gruczoły wdzięcznościowe tak mi spuchły (są czerwone, błyszczące i bolesne), że grożą zaropieniem w razie niedociągnięcia wydzielin. Proszę więc mnie hamować w razie czego’” (Tomasz Bocheński, Dwa teatry Witkacego, [w:] „Napisy” XVIII, Warszawa 2012, s. 207). Tak rysuje się historia Witkacego z Kazimierzem Duchem (1880-1954), doktorem prawa, majorem dyplomowanym, należącym do obozu legionowego, gdzie był jednym z założycieli Drużyny Strzeleckich. Po 1918 Kazimierz Duch piastował wiele ważnych stanowisk w wojsku, rządzie i administracji państwowej. Był m.in.: starostą w Nowym Sączu, wicewojewodą krakowskim, dyrektorem departamentu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Opieki Społecznej oraz posłem na sejm w latach 1928-35. Po wojnie został wykładowcą na Politechnice w Gliwicach i Krakowie. Witkacy uznawał polityka za „ukochanego opiekuna duchowego” i był w stałym kontakcie z Kazimierzem Duchem. W ramach wdzięczności artysta wykonał kilka portretów majora oraz członków jego rodziny. Niewątpliwie prezentowana w katalogu podobizna Kazimierza Ducha z 1937 należy do najoryginalniejszych portretów, które wyszły spod ręki Witkacego. Mimo tego, że „Typ B” według Regulaminu Firmy Portretowej S.I. Witkiewicza zakładał już pewne uproszczenie formalne przy równoległym oddaniu fizjonomii modela, wyjątkowa adnotacja „s” kończąca zapis przy sygnaturze sugerowała, w tym przypadku, absolutnie indywidualne podejście do modela. Witkacy bowiem umieścił obciętą – niczym głowa Jana Chrzciciela – głowę ministra na srebrnej tacy. Mimo drastycznej pozy fizjonomia modela wydaje się być raczej pogodna, nieskalana przez spazmy cierpienia i bólu. W przewrotny sposób artysta „wyposażył” mężczyznę w leżące przed nim owoce, które są częstym motywem przy portretach dziecięcych. Opis w prawym dolnym rogu portretu „NP+herb/Nπ” oznacza, że artysta podczas tworzenia podobizny nie palił, nie pił oraz nie przyjmował narkotyków. Jednak chęć rozszerzenia skali doświadczeń w obszarze artystycznym kierowała Witkacego ku narkotycznym eksperymentom. Potrzeba autoanalizy i następnie plastyczne odbicie spotęgowanego ogląd rzeczywistości w pracach zakopiańskiego artysty, zyskała zupełnie nową formę w dotychczasowej sztuce portretu. Typ prezentowanego portretu wiąże się z oryginalną ikonografią stworzoną pod wpływem „rośliny proroczej” peyotlu. Wówczas artysta wyposażał swoich modeli w dziwaczne atrybuty, tworząc niepokojące ludzkie hybrydy. „Tymczasem peyotlowy zwierzyniec rozmnażał się. Niebawem oswojone potwory rozgościły się w zwykłych, ‘firmowych’ portretach. Gromadzą się przy głowie profesora Szumana w portrecie z września 1930 roku, a wcześniej – w marcu i sierpniu 1929 roku – kłębią się wokół postaci kobiecych zawieszonych w przestrzeni nad szerokimi pejzażami o niskim horyzoncie. Zostały też wykorzystane motywy głów w locie, połączenia głów z ogonem węża, skorpiona, ryby czy na tej zasadzie stworzone ludzko-ptasie postacie, jak Boya-Żeleńskiego czy doktora Skibińskiego. Ale znów trzeba przypomnieć istnienie pewnych jakby antycypacji tych motywów, w nieco zresztą łagodniejszej formie. Znamy pochodzący z lutego 1927 roku portret Leona Reynela w całej postaci, zawieszonego wygodnie przy stoliku – nad szerokim morskim krajobrazem, tylko bez potworów, i tego samego modela w innym ujęciu – samej głowy lecącej w ciemnej chmurze wśród gwiezdnych przestworzy. Pamiętamy także skrzydlatą głowę Michała Choromańskiego na długiej wężowej szyi. Ogólne jednak wrażenie pozwala ująć ten zespół portretów jako wytwór bogatej, niepokojącej wyobraźni, ale wyobraźni, której nie dotknął jeszcze duch prawdziwie wizjonerski. Wystarczy choćby porównać prawie naturalistyczny portret z kwietnia 1926 roku Włodzimierza Nawrockiego na tle górskiego pejzażu z zamkami, laboratoryjnymi utensyliami i z dwoma dziwnymi zwierzątkami o całkiem domowych manierach z niesamowitą drapieżnością portretu w typie ‘E’ Neny Stachurskiej z 1929 roku, a więc już z epoki peyotlowej: na stoliku obok peyotlowego kaktusa stoi demoniczna, uśmiechnięta dwuznacznie głowa pięknej kobiety na kurzej stopce o wykrzywionych pazurach. Podobny problem prezentuje z tego samego mniej więcej czasu pochodzący portret Edmunda Strążyskiego, tym razem w typie ‘B + d’ – głowa osadzona na ogonie skorpiona ze skrzydełkami. W obu portretach redukcja motywów rodem z peyotlowych widzeń przysłużyła się kondensacji wyrazu i formy” (Irena Jakimowicz, Stanisław Ignacy Witkiewicz. Malarz, Warszawa 1985, s. 70). Podobnie prezentowany portret Kazimierza Ducha, wykorzystuje doświadczenia z narkotycznych seansów w celu poszerzenia i intensyfikacji rzeczywistości w „klasycznym” portrecie, stworzonym wedle zapisu przy sygnaturze jedynie przy herbacie.