Zakopane, miejsce inspiracji
Twórczy dialog Magdaleny Berbeki i Michała Zaborowskiego zobaczysz bezpłatnie w Teatrze im. S.I. Witkiewicza. To pierwszy tego rodzaju projekt największej prywatnej instytucji kultury w Polsce.
W grudniu DESA Unicum przygotowała wyjątkową niespodziankę dla miłośników Tatr. Pierwsza edycja wyjazdowej wystawy „Pociąg do Zakopanego” to uznanie dla twórczej energii kurortu, widzianej oczami artystycznego duetu: Magdaleny Berbeki i Michała Zaborowskiego. Wystawę można odwiedzić bezpłatnie od 31 grudnia do 6 stycznia w sercu Zakopanego - Teatrze im. S.I. Witkiewicza. Wydarzeniu towarzyszy prezentacja prac Andrzeja Świetlika, ostatni projekt przygotowany przez wybitnego fotografa.
Teatr im. St. I. Witkiewicza
ul. Chramcówki 15
Zakopane
Czym jest „Pociąg do Zakopanego”?
To podróż, która od dwustu lat prowadzi artystów w Tatry. Ale to także nieodparty magnetyzm miejsca – pociąg w sensie przyciągania, fascynacji. Tytuł projektu łączy te dwa znaczenia: dosłowną podróż i twórczą więź z miejscem. Tatry przyciągały kolejnych artystów – Zofię Stryjeńską, Rafała Malczewskiego, Tadeusza Brzozowskiego – każde pokolenie na nowo odkrywało genius loci tego miejsca.
Na wystawie „Pociąg do Zakopanego” zobaczą Państwo prace dwojga artystów, których łączy fascynacja Podhalem, choć każde z nich dociera tu inną drogą. Magdalena Berbeka, od dziecka związana z Zakopanem, absolwentka Liceum Plastycznego im. Antoniego Kenara, kontynuuje tradycję Szkoły Zakopiańskiej, szukając mostów między współczesnością a tradycją. Jej rzeźby – inspirowane mitologią, podhalańskimi legendami, nawiązujące do art déco – są świadectwem głębokiego zakorzenienia w lokalnej kulturze.
Michał Zaborowski, absolwent warszawskiej ASP, odkrył Zakopane w latach 80., sprzedając na Krupówkach pejzaże własnego autorstwa i spędzając wieczory w kultowych „Kmicicu” i „Pstrągu”. Jego osobista relacja z górami i zakopiańską bohemą powraca dziś w serii obrazów – portretów ludzi, którzy, jak on sam, ulegli urokowi tego miejsca.
Spotkanie tych dwóch wrażliwości – jednej zakorzenionej w tradycji, drugiej przybywającej z zewnątrz – tworzy twórczy dialog o tym, czym dziś jest Zakopane dla artystów. To nie sentymentalna podróż w przeszłość, lecz żywa rozmowa o sztuce.
fotokolaż autorstwa Andrzeja Świetlika, zdjęcie archiwalne: Narodowe Archiwum Cyfrowe
W zakopiańskim atelier fotograficznym
„Pociąg do Zakopanego” to unikatowy projekt, który dopełnia sesja fotograficzna Andrzeja Świetlika – legendy polskiej fotografii, współzałożyciela grupy Łódź Kaliska, portrecisty takich postaci jak Ryszard Kapuściński, Kora Jackowska czy Czesław Niemen. Inspiracją stała się tradycja atelierowej fotografii portretowej, popularnej w pierwszej połowie XX wieku – ujęcia wykonywane z charakterystyczną scenografią i światłem, które nadawały portretom ponadczasowy charakter. Na tle plansz z Tatrami, portrety z nartami w dłoni albo w góralskich pelerynach były czymś więcej niż pamiątką – stanowiły część lokalnej mitologii. Nawiązując do tej konwencji, Świetlik stworzył portrety artystów, Magdaleny Berbeki i Michała Zaborowskiego, zachowując klasyczną kompozycję, ale wprowadzając element współczesnej narracji. Wykorzystując archiwalne fotografie z Narodowego Archiwum Cyfrowego – przedwojenne Krupówki, Gubałówkę, zakopiański dworzec i górskie krajobrazy – artysta wykreował jedenaście scen pełnych humoru i nostalgii. Efektem jest seria zdjęć, które nie tylko dokumentują projekt, lecz także tworzą jego wizualną narrację – opowieść o spotkaniu, podróży i wzajemnej inspiracji. Fotografie oddają energię Zakopanego – miejsca, które zawsze przyciągało ludzi z temperamentem i potrzebą tworzenia.
fotokolaż autorstwa Andrzeja Świetlika, zdjęcie archiwalne: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Miejsce spotkania
Zakopane od ponad wieku jest jednym z najważniejszych punktów na mapie polskiej sztuki. To tutaj rodziły się idee nowoczesności i powstawały ruchy, które na trwałe wpłynęły na kolejne pokolenia twórców. Dziś, w przestrzeni Teatru im. S.I. Witkiewicza – miejsca o wyjątkowej historii i wyrazistej tożsamości artystycznej – ta tradycja odnajduje swoje współczesne echo.
Pod kierunkiem Andrzeja Dziuka teatr stał się przestrzenią otwartą na spotkania różnych dziedzin sztuki, kontynuując ducha swojego patrona – Witkacego. Możliwość realizacji wystawy w instytucji, która od lat kształtuje charakter zakopiańskiego życia artystycznego, jest dla nas szczególnym doświadczeniem.
Współpraca z teatrem tak konsekwentnie łączącym troskę o lokalne dziedzictwo z otwartością na współczesne formy wyrazu ma dla nas wyjątkową wartość. Dlatego właśnie Teatr Witkacego stał się naturalnym miejscem dla wystawy „Pociąg do Zakopanego”.
Dziękujemy Dyrektorowi Andrzejowi Dziukowi oraz zespołowi Teatru im. S.I. Witkiewicza za zaufanie, współpracę i współtworzenie projektu w przestrzeni, która od lat pozostaje symbolem zakopiańskiej otwartości i artystycznego dialogu.
Zapraszamy do odwiedzenia ekspozycji Pociąg do Zakopanego w Teatrze im. S.I. Witkiewicza oraz do bliższego poznania prezentowanych dzieł, dostępnych w ofercie DESA Unicum.
Wierzymy, że sztuka to nie tylko przedmiot kontemplacji, ale sposób dostrzegania wartości – w rzeczach, miejscach i spotkaniach, które nadają głębszego znaczenia codzienności.
Partnerem głównym wystawy jest Bank PEKAO S.A.
Partnerem wystawy jest Poczta Polska S.A.
Partnerem wystawy jest Bachleda Group
Widok na Tatry, NAC
Wyróżnione obiekty
Magdalena Berbeka
"Dziwożonka z Doliny Chochołowskiej", 2025
Michał Zaborowski
"Godzilla i górale budzą śpiących rycerzy", 2025
Magdalena Berbeka
"Czułość hal", 2025
Michał Zaborowski
"Biały Miś", 2025
Magdalena Berbeka
"Wędrująca gaździna", 2025
Michał Zaborowski
"Stryjeńska", 2025
Magdalena Berbeka urodziła się w 1995 w Łodzi, jest związana z Zakopanem i Warszawą. Artystka ukończyła Wydział Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie oraz studia magisterskie na kierunku fotografia i multimedia w Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Jej artystyczne korzenie sięgają Liceum Plastycznego im. Antoniego Kenara w Zakopanem, gdzie zdobyła solidne podstawy pracy z drewnem i poznała tradycję Szkoły Zakopiańskiej. To doświadczenie wpłynęło na rozwój jej unikalnego stylu, łączącego klasyczne formy z nowoczesnym podejściem do rzeźby.
Tradycja rzeźby zakopiańskiej, do której nawiązuje artystka, ma swoje korzenie w XIX wieku. Tworzyli ją miejscowi górale, przyjezdni z nizin samoucy, absolwenci miejscowej szkoły, a także artyści kształcący się w akademiach w całej Europie. Przez długi czas podhalańska rzeźba miała głównie charakter religijny, przez co odpowiadała na potrzeby lokalnej społeczności. Przełom nastąpił w 1876, kiedy w Zakopanem powstała Szkoła Przemysłu Drzewnego. Instytucja wykształciła pokolenia znakomitych twórców i przyczyniła się do powstania rozpoznawalnego stylu, znanego dziś jako Szkoła Zakopiańska. Bez niej sztuka rzeźbiarska pod Tatrami z pewnością nie rozwinęłaby się z taką siłą i oryginalnością.
Magdalena Berbeka w swojej twórczości łączy tę tradycję z nowoczesnością. Odwołuje się do mitologii, form art déco oraz dziedzictwa zakopiańskiego rzemiosła. Inspiracją staje się natomiast twórczość Augusta Zamoyskiego oraz estetyka klasycznej rzeźby europejskiej. Obecnie artystka pracuje w brązie, marmurze oraz granicie, traktując materiał jako równorzędnego partnera w procesie tworzenia. Jak sama podkreśla, „materiał potrafi się odwdzięczyć swoją formą”, a praca nad nim staje się wspólnym wysiłkiem i dialogiem między człowiekiem a naturą.
Twórczość artystki stanowi wynik głębokiej refleksji nad naturą ludzkiego doświadczenia. Jej rzeźby balansują między światem realnym a symbolicznym – są jak zatrzymane w czasie postacie, delikatnie wyłaniające się z surowości kamienia. Poprzez swoje prace zaprasza widza do zatrzymania się, do namysłu nad formą oraz emocją. Jej dzieła tworzą przestrzeń dialogu – z historią, kulturą, naturą i samym sobą.
We wrześniu 2025 Magdalena Berbeka uczestniczyła w warsztatach rzeźbiarskich w Pietrasancie we Włoszech – miejscu szczególnym dla światowej tradycji rzeźby. To właśnie tam, w sercu Toskanii, od wieków tworzyli najwięksi mistrzowie, korzystając z wydobywanego w Carrarze marmuru – kamienia o niepowtarzalnej bieli, z którego powstały m.in. dzieła Michała Anioła. Podczas tego pobytu artystka wykonała jedną z prezentowanych na wystawie prac „Syrenę z Pięciu Stawów”. Dzieło wyrzeźbiła właśnie z marmuru carraryjskiego. Udział w tych warsztatach był dla niej nie tylko doświadczeniem twórczym, lecz także symbolicznym powrotem do źródeł europejskiej rzeźby, gdzie tradycja spotyka się z indywidualnym gestem artystki.
Michał Zaborowski urodził się w 1960 w Gdańsku. W 1985 ukończył Wydział Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie uzyskał dyplom w pracowni prof. Ludwika Maciąga. Z Zakopanem łączą go osobiste wspomnienia i szczególny sentyment. „To tam, na Krupówkach, jeszcze w czasach przedstudenckich, sprzedawałem małe obrazki, by móc uczestniczyć w życiu zakopiańskiej artystycznej bohemy” – wspomina artysta z uśmiechem. Na początku pierwszej dekady XXI wieku Zaborowski, zafascynowany miastem, planował stworzyć wystawę kontrastującą Zakopane z Wenecją.
Na początku swojej artystycznej kariery realizował monumentalne projekty, m.in. polichromię „Niebiańska Jerozolima” w kościele pallotyńskim w Warszawie oraz wielkoformatowy witraż dla kościoła Księży Pallotynów w Ożarowie. Od wielu lat konsekwentnie rozwija malarstwo sztalugowe, operując dużym formatem, silną kompozycją i nasyconą paletą barw.
Twórczość Zaborowskiego łączy w sobie dwa główne pierwiastki – realność i magiczność. Z jednej strony inspiruje go to, co widzialne: postać ludzka, światło, przestrzeń; z drugiej odwołuje się do mitów, wątków biblijnych i archetypów kulturowych. W jego obrazach często pojawiają się silne kontrasty światła i cienia, dynamiczne grupy postaci oraz asymetryczne kompozycje, które zdają się wykraczać poza granice płótna.
Artysta ma na swoim koncie kilkadziesiąt wystaw indywidualnych zarówno w Polsce, jak i za granicą. Jego prace znajdują się w kolekcjach instytucjonalnych i prywatnych m.in. w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Australii i RPA. W 1986 przebywał na stypendium w Rzymie. Rok później, tuż po swoich pierwszych wystawach, zdobył Złoty Medal na Biennale Sztuki Sakralnej w Gorzowie.
Obrazy na wystawie „Pociąg do Zakopanego” stają się studium osobistej eksploracji artysty. Mimo że Zaborowski pozostaje wierny tradycyjnemu medium – malarstwu – wykorzystuje je w sposób niezwykle współczesny, tworząc własny magiczno-kulturowy krajobraz górskiego miasta i oddając niepowtarzalny genius loci Zakopanego.
Katalogi wystawy
fotokolaż autorstwa Andrzeja Świetlika, zdjęcie archiwalne: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Prace Magdaleny Berbeki, zdj. Marcin Koniak
Tatry, które czarują. Opowieść o duchu Zakopanego
dr Magdalena Kwiecińska, Muzeum Tatrzańskie
„Od niepamiętnych czasów góry oddziaływały podniecająco na umysł ludzki, na jego zdolności i moce twórcze, pobudzają fantazję człowieka i stawiając mu przed oczy nadzwyczajne, gdzie indziej nie spotykane nieskończenie różne obrazy, pobudzają do oddźwięku jego własną wewnętrzną wyobraźnię”
– napisał Kazimierz Przerwa–Tetmajer zapatrzony w Tatry i w otaczającą przyrodę. Tatry inspirowały do twórczej pracy nie tylko artystów i pisarzy, ale także filozofów i przyrodników, z zainteresowaniem wsłuchiwano się też w brzmienie gwary używanej przez mieszkańców Podhala i w ich wyobrażenia o otaczającym świecie. Opowiadane w chałupach góralskich baśnie i legendy o dziwach występujących w Tatrach pobudzały ludzką wyobraźnię, intrygowały każdego kto będąc w Zakopanem miał okazję je usłyszeć. Mówiono o skarbach ukrytych w Tatrach, o zbójnikach i ich frajerkach oraz dziwożonach i innych boginkach, które ukazują się wędrowcom i wodzą ich w skalne przepaście. Opowieści dotyczyły Morskiego Oka ponoć połączonego z morzem podziemnymi korytarzami, wiatru halnego kojarzonego ze złymi mocami – stąd mawiano, że gdy on wieje to w Tatrach tańczą diabły – a także króla węży, który miał swoje gniazdo w górskiej jaskini i niósł postrach wśród Podhalan. Wierzono, że bestię zgładził młodzieniec o imieniu Perłowic. Zraniony przez niego król węży uciekał przez zielone hale zostawiając krwawy ślad i stąd miejsce to nazywano Czerwonymi Wierchami. Zakopane rozciąga się u stóp Giewontu, z którym związana jest legenda o śpiących rycerzach. Układ skał tej góry może przypominać leżącą sylwetkę jednego z nich. Śpią i uzbrojeni czekają na znak, gotowi, by bronić Polski.
Podania i mity były ustnie przekazywane z pokolenia na pokolenie, a w XIX wieku zaczęli je notować pisarze zafascynowani temperamentem górali i ich wyobraźnią. Przyjeżdżających do Zakopanego gości interesowały miejscowe zwyczaje jak również oryginalny sposób ubierania się górali, ich śpiew, muzyka i taniec oraz regionalne budownictwo i ręcznie wykonane przedmioty używane na co dzień. Stąd w gronie członków Towarzystwa Tatrzańskiego zrodziła się myśl, aby zorganizować szkołę snycerską w celu kształcenia talentów miejscowych chłopców. Zajęcia odbywały się w jednym z pomieszczeń dworu Homolacsów w Kuźnicach, a następnie w drewnianym budynku wzniesionym przy Krupówkach, gdzie zorganizowano Szkołę Przemysłu Drzewnego. W notatkach prasowych z tamtych lat dziennikarze opisywali z zachwytem pamiątki wykonane przez młodych górali. Były wśród nich kasetki zdobione kwiatami, fajki, figurki Chrystusów frasobliwych, głowy kozic, a nawet specjalne schowki na rękawice do automobilu zwane boîte à gants, które umieszczano w desce rozdzielczej. Chroniły one dłonie od chłodu podczas kierowania pojazdem. W kolejnych latach Helena Modrzejewska ufundowała szkołę koronkarską dedykowaną dziewczętom. Każda z tych placówek miała w zamyśle rozwój rękodzielniczych umiejętności młodzieży góralskiej, a w konsekwencji wykształcenie fachowców do pracy zarobkowej. Przedmioty wykonane przez uczniów były prezentowane na wystawach krajowych, a z czasem międzynarodowych, zdobywały uznanie i medale. Duży sukces odniosła prezentacja drzeworytów i rzeźb uczniów podczas wystawy Sztuk Dekoracyjnych w Paryżu. Dyrektorem szkoły był wtedy Karol Stryjeński.
Swoje wrażenia i obserwacje poczynione w Zakopanem i regionie spisał Seweryn Goszczyński w Dzienniku podróży do Tatrów, następnie Tytus Chałubiński w opowiadaniach zatytułowanych Sześć dni w Tatrach oraz Stanisław Witkiewicz w dziele Na przełęczy. Można sobie wyobrazić jak bardzo Tatry oddziaływały wtedy na zmysły. Rozbrzmiewały bowiem różnymi dźwiękami. Słychać było beczenie owiec i ryczenie krów oraz dzwonki poruszane przez zwierzęta podczas wypasu na halach, w ich pobliżu szczekały psy, a z oddali dochodziły ciche nuty piszczałek lub dud. Ktoś smyczkiem wygrywał melodie na strunach złóbcoków i nucił przyśpiewki. Słychać było pokrzykiwania juhasów i nawoływania dziewcząt, które niosło echo po tatrzańskich wierchach.
Michał Zaborowski, "Marusarzówna", 2025, zdj. Marcin Koniak
W chłodniejszych jesienno-zimowych miesiącach i wczesną wiosną na Podhalu wieje wiatr halny. Gdy w pobliżu jest las to wsłuchanie się w melodię tego szumu, którą tworzą brzmienia różnych drzew przynosi niecodzienne doznania. Świerki i jodły rezonują niskie tony, a buki i jawory współbrzmią tonami wyższymi. Można też przyłożyć ucho do ściany pasterskiego szałasu, by usłyszeć jak wiatr wyje i świszcze przeciskając się przez szpary w suchych belkach. Nad szczytami Tatr kłębią się chmury tworząc charakterystyczny wał. Wtedy wiadomo, że następnego dnia przyjdzie deszcz. Piękny jest to widok, gdy mokre granitowe skalne ściany mienią się minerałami i połyskują drobinkami kwarcu. A gdy na wiosnę halny zwiewa śnieg i ogrzewa swoimi ciepłymi podmuchami ziemię to na tatrzańskich halach zaczynają pojawiać się krokusy.
Dziewiętnastowieczny rozwój fotografii pomógł w uwiecznieniu tej pięknej przyrody. Korzystał z tego Walery Eljasz-Radzikowski, malarz i autor przewodników po Tatrach, a także ceniony wtedy Awit Szubert. Dokumentowali pejzaże i dostrzeżone w nich detale, a każde zdjęcie jest pięknie skomponowanym obrazem ukazującym rwące potoki, bystrą wodę Siklawy albo skaliste wierchy czy leśne wykroty oraz pasterzy na halach lub turystów w Tatrach. Natomiast pierwsze znane amatorskie zdjęcia reportażowe ukazujące dziewiętnastowieczną codzienność w Zakopanem i okolicy wykonały kobiety. Jeanne Houcke, przyjaciółka Marii Zamoyskiej, która z Jadwigą z Działyńskich Zamoyską – matką Marii – prowadziła Szkołę Domowej Pracy Kobiet w zakopiańskich Kuźnicach i Klementyna z Dzieduszyckich Szembekowa. Udokumentowały to, co poruszało ich wrażliwość i chciały uwiecznić na szklanych kliszach. Dzięki nim możemy dzisiaj zobaczyć na zdjęciach górali podhalańskich – słynnych przewodników tatrzańskich z towarzyszącymi im gośćmi lub w innych naturalnych dla nich sytuacjach – gdy wędrują z owcami w kierunku tatrzańskich hal albo są zajęci pracą przy pasterskim szałasie. Houcke wykonała fotografie uczennicom w czasie nauki gotowania i prania, a Szembekowa bliskim i znajomym bywalcom Zakopanego. Są wśród nich osoby, które zasłynęły swoją twórczością, więc Jacek Malczewski, Stanisław Witkiewicz i Maria, jego żona oraz ich syn zwany Witkacym, następnie Henryk Sienkiewicz i Adam Chmielowski już jako zakonnik, brat Albert.
Inspiracji do pracy twórczej szukali malarze i poeci, którzy spędzali długie miesiące w zakopiańskim uzdrowisku lecząc choroby płucne lub wybrali to miejsce, bo zauroczeni okolicą postanowili tu realizować swoje pasje. Gdy w Europie zaczęto rozwijać nowe spojrzenie na twórczość artystyczną to na początku XX wieku ruch ten – na gruncie polskim zwany formizmem – przyjął się też w Zakopanem. Zakwestionowany został dotychczasowy kanon realizmu akademickiego i ideał piękna. W konsekwencji twórczość regionalną uznano za sztukę, a to, co akademizm uważał w tej twórczości za błąd formalny, dla formistów stało się walorem. Dostrzeżono wartość w estetyce przedmiotów, którymi otaczali się górale i w szczególny sposób doceniono swoisty artyzm w malarstwie na szkle. Na Podhalu jego liczne egzemplarze przedstawiające wizerunki świętych górale przechowywali w chałupach. Ułożone obok siebie na rzeźbionej drewnianej listwie zawieszonej pod powałą zdobiły jedną ze ścian wnętrza. Górale wierzyli, że święci chronią ich dobytek od różnych nieszczęść, więc kierowano do nich modlitwy z prośbą o wstawiennictwo i opiekę.
Prace Magdaleny Berbeki, zdj. Marcin Koniak
W opinii Stanisława Witkiewicza malarstwo to było straszne i ponure, a ksiądz Józef Stolarczyk, pierwszy proboszcz zakopiański kazał je niszczyć, bo były nie obrazem Boga, lecz obrazą bożą. Formistów zaciekawiło w tym malarstwie konwencjonalne ujęcie kształtów przedstawianych postaci, kontrastowe zestawienie barw, brak głębi w obrazie i silny wyraz ekspresji w prezentacji. Dostrzegli na szklanych obrazach także malowane sceny o tematyce świeckiej szczególnie tej, która przedstawia przyjęcie Jakuba Surowca do grona zbójników. W wyobraźni anonimowego twórcy (nie są znane nazwiska autorów dawnych obrazów malowanych na szkle, bo nikt ich wtedy nie podpisywał) góral wyskakuje nad ogniskiem i równoczesne strzela z pistoletu, by odciąć czubek pobliskiego świerku. Legenda głosi, że w ten sposób kandydat zdawał egzamin odwagi i wchodził do drużyny zbójników. Charakterystyczny wyskok jest punktem kulminacyjnym kilku figur w tańcu zbójnickim, który do dziś fascynuje swoją ekspresją pełną werwy. Tańczą go w kole wyłącznie mężczyźni, a okoliczności jego powstania w oczywisty sposób wykluczyły udział w nim kobiet. Towarzyszy mu muzyka grana na instrumentach regionalnych. Ważnym rekwizytem jest ciupaga trzymana w dłoni – ostrzem do góry – w niektórych figurach opuszczana na ziemię. Początkowo był to solowy i spontaniczny popis pasterzy, z czasem zaczęto tańczyć w grupie tworząc w ten sposób widowisko, a od kilku dziesięciu lat jest prezentowany na scenie. Przyjeżdżający goście do Zakopanego niewątpliwie miewali różne okazje, aby go oglądać i podziwiać zwinność górali. Walery Eljasz-Radzikowski postrzegał ten taniec jako dziki, a Stanisław Witkiewicz określał go jako opętany i wariacki. Chałubiński przyglądał się temu żywiołowi podczas organizowanych przez niego wędrówek po Tatrach zwanych wycieczkami bez programu. Uczestniczyli w nich znajomi, którym towarzyszyli góralscy muzykanci. Podczas postojów przygrywali gościom, śpiewali wtedy też i tańczyli. Chałubiński z dumą ponoć mówił, że tworzą oni zespół jakiego nie ma ani opera paryska ani ta w Wiedniu.
Do kręgu awangardowej działalności w Zakopanem dołączyła Rita Sacchetto, aktorka i tancerka oraz jej mąż August Zamoyski, rzeźbiarz. Zamieszkali na kilka lat w willi Forma, gdzie on miał swoją pracownię, a ona prowadziła eksperymentalną szkołę tańca formistycznego. Czy inspirująca stała się dla niej ekspresja tańczących górali, w której dominowały nieskrępowane i spontaniczne ruchy? Być może, bo odpowiadały jej zamysłowi awangardowych performansów łamiących obyczaje, konwenanse i standardy. Ponadto w przedstawionym na szklanych obrazach wyskoku zbójnika można dopatrzeć się figury entrechat wykonywanej w układach baletowych, a charakterystyczne ugięcie nóg górala budzi skojarzenie z rzeźbą Zamoyskiego, którą zatytułował Ich dwoje – Taniec zbójnicki.
Do codziennych, ale już niegdysiejszych atrakcji Zakopanego należały ciepłe źródła termalne zwane cieplicami, które mieściły się u wylotu Doliny Olczyskiej. Temperatura wody wynosiła wtedy około 20 stopni. Wybudowany basen kąpielowy służył balneoterapii, a jego błękitno seledynowa woda leczyła schorzenia reumatyczne i gościec. Było to miejsce spotkań w nietypowych okolicznościach i dostarczające niecodziennych wrażeń. Kilka dekad później funkcję leczniczą basenu zmieniono na rekreacyjno-sportową i tak pozostało przez kolejne dziesięciolecia do czasu aż niefortunny nowy odwiert uwolnił dopływ zimnej wody i sprawił, że temperatura cieplicy spadła o kilka stopni.
Michał Zaborowski, "Szymanowski", 2025, zdj. Marcin Koniak
Atmosferę Zakopanem tworzyły osoby, które tu przyjeżdżały, by spędzić kilka dekad swojego życia lub tylko kilka lat, a sytuacje dnia codziennego przynosiły nowe anegdoty przekazywane kolejnym pokoleniom. W pamięci miejscowych pozostała opowieść o Leninie, którego uratował ze śnieżnej szczeliny znajdującej się pod Zawratem Stanisław Gąsienica Byrcyn, przewodnik tatrzański i członek Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Góral nie wiedział wtedy komu niósł pomoc, a gdy po latach poznał prawdę to wzdychał: „Ej, kieby jo wiedzioł, kogo jo na postronku wodził ...”. W Zakopanem był też Bronisław Piłsudski, gdy wrócił schorowany z syberyjskiego zesłania i spotkał się z młodszym o rok bratem, Józefem. Przywiózł ze sobą cenne pamiątki zebrane na Sachalinie i Hokkaido. Były to przedmioty związane z życiem codziennym Gilaków i Ajnów, rdzennych mieszkańców tych wysp. Piłsudski miał ze sobą też ich fotografie, które wykonał podczas pobytu na zesłaniu oraz nagrania tradycyjnych pieśni i recytacji. Dokonał tego dzięki wałkom woskowo-kauczukowym i fonografowi wynalezionemu przez Edisona. Opowieściom Piłsudskiego o dalekiej Azji przysłuchiwali się ówcześni bywalcy Zakopanego, podczas organizowanych przez niego spotkań. Można przypuszczać, że towarzyszyły im słuchowiska śpiewu w egzotycznym języku co niewątpliwie je uatrakcyjniało.
Zakopane Kornel Makuszyński opisał kilkoma słowami – „z lewej Giewont, z prawej Gubałówka, w środku deszcz”, Rafał Malczewski nazwał pępkiem świata, a Witkacy uznał, że ma swojego demona, który co jakiś czas nawiedza mieszkańców. Dotknięci są oni wtedy chorobą psychiczną zwaną Dementia Praecox Zakopianiesis i kieruje nimi oryginalne zachowanie jakby chcieli wkomponować swoje życie w kształt sztuki. Izolują się od społeczeństwa, trwają w bezczynnym rozmyślaniu i pogrążają się w jałowej kontemplacji samego siebie. Doświadczają tego stanu także ci, którzy przyjeżdżają do Zakopanego na kilka dni. Wówczas patrzą w Tatry i olśnieni ich piękną przyrodą chcą je zdobyć, więc idą przed siebie i nie słyszą ostrzeżeń o wietrze halnym, którego silne porywy zrzucają człowieka z grani. Demon kusi i zwodzi tam, gdzie są lawiny śnieżne mimo, że jest jeszcze kalendarzowe lato, albo kieruje na szczyt Giewontu ignorując zbliżające się burze. Są one szczególnie groźne w Tatrach, a ich echo, które odbija się od górskich ścian potęguje u człowieka strach, zmysły paraliżuje dźwięk syczących piorunów uderzających w metalowe klamry i w łańcuchy przytwierdzone do skały.
Gdy zbocze Skupniowego Upłazu czasem pokrywają mgły i na ścieżce zalega śnieg, a człowiek wejdzie niespodziewanie w tę biel to ogarnia go dziwny stan. Jest to jakby przymusowe zatrzymanie w niebycie. Biel obłapia ciało z wszystkich stron, wzrok poszukuje punktów odniesienia w przestrzeni, a myśli powtarzają z przerażeniem – zbłądziłeś, zginiesz! Każde doświadczenie w Tatrach tworzy nowe legendy i mity, które są przekazywane kolejnym pokoleniom jak opowieści fantastyczne. Towarzyszą im emocje i uczucia wciąż te same, które były wieki temu tylko zamiast boginek i płanetników jest upiorna rzeczywistość stwarzana przez nierozważnych wędrowców. A Tatry jak dawniej tak i dziś wciąż wabią i czarują swoim majestatem.