26 marca 2021

Zdzisław Beksiński i jego demony

Zaprezentowana praca Zdzisława Beksińskiego jest niezwykłą rzadkością na rynku aukcyjnym!

 

Wczesne prace artysty, z początków jego twórczości, wzbudzają dużo emocji zarówno u kolekcjonerów, jak i pasjonatów sztuki artysty. 30 kwietnia praca trafi pod młotek na aukcji "Sztuka Fantastyczna. Surrealizm i Realizm Magiczny". Oprócz pracy Beksińskiego, w ofercie aukcji znajdują się prace takich artystów jak Kazimierz Mikulski, Maria Anto, Hilary Krzysztofiak oraz Tomasza Sętowskiego czy Rafała Olbińskiego.

 

Obraz, który prezentujemy Państwu, przedstawia piekielną wizję. Wyobrażona jest na nim kobieta pozbawiona głowy. Stąpa ona po martwym ciele trudnej do zidentyfikowania postaci. Jest ona z nią połączona za pomocą nici czy sznura. To powiązanie ma trudny do ustalenia charakter – kto tutaj pociąga za sznurki? Czy to symbole kontroli czy może narzędzie tortur? Fakt, że jeden ze sznurków łączy się z nagim łonem kobiety dodaje przedstawieniu obscenicznego charakteru. Makabra miesza się tutaj zatem z perwersją. Mrocznego charakteru dodają temu obrazowi ptaki – stado kraczących wron czy kruków.

Swoją karierę artystyczną Zdzisław Beksiński rozpoczął jako projektant form przemysłowych i fotograf. Z wykształcenia była architektem, co sprawiało, że miał zdolności w zakresie rysunku, ale nieobce były mu też zagadnienia inżynieryjne. Pierwszą dziedziną twórczości, którą zajmował się Beksiński, była fotografia. W początkowym okresie tworzył też abstrakcyjne reliefy. Około 1960 artysta zaczął praktykować malarstwo jako główną część swojej działalności twórczej. Dlatego też prezentowane tutaj płótno z 1966 jest jednym z wcześniejszych w jego dorobku. Zdaniem krytyków twórczości Beksińskiego malarz tworząc ten obraz inspirował się dziełem Eugène'a Delacroix "Wolność wiodąca lud na barykady" oraz akwafortą Goyi "Gdy rozum śpi, budzą się demony".

Eugène Delacroix, Wolność wiodąca lud na barykady”, 1830. Źródło: Wikicommons

 

Nie sposób rozszyfrować ani konkretnych znaczeń, ani przesłania dzieł Beksińskiego. To zresztą kluczowa cecha całej jego twórczości. Tadeusz Nyczek pisał:

"Beksiński, który od dwudziestu lat maluje te dziwne sceny dziejące się w jego półteatrze, nigdy nie będzie w stanie pozbyć się odbiorcy, który będzie uparcie forsował stawianie pytań o ich znaczenie. Beksiński odpowie, że nie ma tam nic poza wizjami z podświadomości. I że nie próbował wyrazić żadnego konkretnego przekazu, kiedy malował rozkładające się ciało albo watahę wilków pod latającym balonem wznoszącym się ku niebu. I że te obsesje są zaczerpnięte bezpośrednio z psychoanalizy. Wtedy odbiorca zada znowu to samo pytanie i nieporozumienie będzie trwało, niemożliwe do zagłuszenia, bo każda ze stron będzie twardo obstawała przy swoim"

(Tadeusz Nyczek, Autophychotherapies de Beksinski, [w:] Beksiński. Peintures et dessins. 1987-1991, [red.] Piotr Dmochowski, AP International, Paryż 1991, tłum. własne, s. 11).

 

Malarstwo nie było oczywistym wyborem dla Beksińskiego: wypróbował najróżniejsze formy wypowiedzi artystycznej. W latach 50. Beksiński należał, wraz z Bronisławem Schlabsem i Jerzym Lewczyńskim, do grupy młodych innowatorów fotografii. Tworzył zarówno portrety – choć nigdy w klasycznym wydaniu – jak i fotografie zupełnie abstrakcyjne. Wkrótce jednak medium fotograficzne zaczęło wydawać mu się zbyt ograniczające. Początkowo próbował urozmaicić swoją twórczość z pomocą kolażu, jednak z czasem zaczął tworzyć grafiki, w dalszym ciągu bazując na doświadczeniu fotograficznym. W końcu obrazy ze swojej wyobraźni zaczął intensywnie rysować. Fantastyczny, przeszywający dreszczem świat, który artysta wykreował, szybko zyskał uznanie wielu wielbicieli. Nie było wtedy malarza, którego twórczość można by było zestawić z pracami Beksińskiego. W czasie, gdy większość artystów z jego pokolenia była zafascynowana malarstwem abstrakcyjnym, Beksiński malował figuratywnie. Uważa się go nawet za prekursora neofiguracji. Beksiński przedstawiał poruszające sceny z życia fantastycznych postaci, fragmenty niewyjaśnionych historii, wyobrażone pejzaże, często przesycając obrazy motywem śmierci i przemijania. Według wielu krytyków i historyków sztuki, m.in. Bożeny Kowalskiej, tego typu prace były metodą wyrzucenia z siebie negatywnych wizji, sposobem na zachowanie równowagi psychicznej.