9 grudnia 2021

Zbigniew Rychlicki, ilustracja. Miś Uszatek i Wesoła Gromadka

"Książka towarzyszy dziecku już od najwcześniejszych lat jego życia. W tych pierwszych latach dziecko zaczyna poznawać świat nie przez znak litery, ale przez barwną, czytelną ilustrację. Jej zadaniem jest budzenie zainteresowania treścią, rozbudzenie wyobraźni i pomoc w niełatwym poznaniu świata współczesnego". 

Zbigniew Rychlicki

fot. Dzięki uprzejmości rodziny artysty

Zbigniew Rychlicki pracował z niezwykłym zaangażowaniem przez ponad czterdzieści lat. Laureat ponad 20 krajowych i zagranicznych nagród i wyróżnień, w tym Nagrody im. Hansa Christiana Andersena w dziedzinie ilustracji (1982) przyznawanej przez Jury Międzynarodowego Komitetu do Spraw Książki dla Dzieci i Młodzieży (IBBY) za wybitne osiągnięcia artystyczne. Zilustrowanych ponad sto pięćdziesiąt książek i wykonał tysiące rysunków.

fot. Dzięki uprzejmości rodziny artysty

Zbigniew Rychlicki zaprojektował oprawę graficzną czasopisma "Miś", stworzył postać Misia Uszatka oraz zilustrował m.in.: Od rzeczy do rzeczy autorstwa Wandy Chotomskiej, Proszę słonia Ludwika Jerzego Kerna, Plastusiowy pamiętnik Marii Kownackiej, Podróże Guliwera Jonathana Swifta, Tajemnicza wyspa Juliusza Verne'a.
Przez ponad 30 lat pracował jako naczelny grafik w Instytucie Wydawniczym Nasza Księgarnia. 

fot. Dzięki uprzejmości rodziny artysty

"Zaczęło się to w Krakowie, gdzie Rychlicki spędził wojnę. Uczył się w Instytucie Sztuk Plastycznych i tam szlifował warsztat (przydatny mimochodem także w działalności konspiracyjnej przy podrabianiu pieczątek do fałszywych Kennkart). Rysował i trochę malował, po czym wraz z końcem niemieckiej okupacji, z dobrą opinią z Instytutu i obfitym dorobkiem szufladowym zaczął studia w ASP. Potem często wspominał swoją pierwszą książkę (Hanny Januszewskiej "Jak polska Pyza wędrowała"), którą zilustrował jeszcze w Krakowie jako dwudziestopięciolatek. 

fot. Dzięki uprzejmości rodziny artysty

Potem przez lat parę pracował w Łodzi, gdzie związał się - jako autor okładek - z zalążkami "Książki i Wiedzy" oraz "Czytelnika", projektował plakaty i - dla Studia Filmów Rysunkowych - dekoracje i wzory postaci. Wreszcie objął stanowisko kierownika graficznego tygodnika "Przyjaciel", z którym przywędrował do Warszawy, już wówczas także jako współpracownik "Świerszczyka", gdzie w marszu korzystał - przynajmniej w sensie uprzytomnienia sobie etosu i możliwości własnego zawodu - z lekcji działających w tym tygodniczku Jana Marcina Szancera (z poprzedniego pokolenia ilustratorów) i Olgi Siemaszko (z dolnego krańca pokolenia własnego). Ma lat trzydzieści jeden, gdy obejmuje stanowisko szefa artystyczno-graficznego Instytutu Wydawniczego "Nasza Księgarnia", który opuści, opuszczając już wszystko. 

fot. Dzięki uprzejmości rodziny artysty

To było więc trzydzieści sześć lat pracy zawodowej o podwójnym (nie licząc twórczości własnej) aspekcie kulturotwórczym. Zakładając, że ilustracja stanowi minimum połowę funkcjonalnej wartości książki dla dzieci, edytorski sukces oficyny jest przynajmniej w połowie sukcesem grafików i ich dyrygenta. To po pierwsze. Po wtóre (sąd skonfrontowany z opinią arcynauczyciela ilustratorów w obrębie Akademii Sztuk Pięknych Janusza Stannego) - trudno przecenić rolę dyrektora artystycznego dziecięcego wydawnictwa, który przejmując z ASP narybek ilustratorów na praktyki dyplomowe, a potem na konkretne umowy o dzieło uczy go, by tak rzec, pływać na głębokiej wodzie. Obecnie pozostawmy już tę sprawę, pamiętając jednak o Rychlickim zawsze, gdy odczytywać będziemy noty biograficzne ilustratorów młodszego odeń pokolenia tam, gdzie mówią oni o współpracy z "Naszą Księgarnią"".

Stanisław K. Stopczyk, Katalog Ilustracje, BWA w Zamościu