Wśród zabawek, czyli w obrazach Mirelli Stern

Artyści mówią

Wśród zabawek, czyli w obrazach Mirelli Stern

Zbliżając się do kolejnej Aukcji Młodej Sztuki, pragniemy przedstawić Państwu artystyczny portret Mirelli Stern. Artystka ta stawia człowieka w centrum swojej twórczości, choć jej dzieła dalekie są od konwencji. W jej malarskiej metaforze spotkamy postaci drewnianych lalek, marionetek, zabawek czy kamiennych posągów – to właśnie za ich pośrednictwem artystka opowiada historię.


Mirella Stern ukończyła krakowską Akademię Pedagogiczną na Wydziale Sztuki, a dyplom z malarstwa uzyskała w pracowni Aleksandra Pieńka. Brała udział w wielu wystawach krajowych. Obecnie kontynuuje indywidualną pracę twórczą, poświęcając się zarówno malarstwu, jak i projektowaniu scenografii do spektakli teatralnych. Zapraszamy do dalszej eksploracji jej artystycznej osobowości w przeprowadzonej rozmowie.

Jagienka Parteka: Pani Mirello, czy był taki moment w Pani życiu, kiedy poczuła Pani, że chce zostać artystką?


Mirella Stern: Jako dziecko, podobnie jak większość rówieśników, dużo rysowałam. Jednak nie znam nikogo, kto w wieku wczesnoszkolnym godzinami przeglądałby albumy malarskie, zamiast oglądać bajki. Ja natomiast mogłam to robić bez końca. W domowej bibliotece moich rodziców były trzy takie albumy – Picasso, Tycjan, Matejko – prawdziwy artystyczny miszmasz, który mnie fascynował. Chyba już wtedy miałam w sobie pewne inklinacje, by "pójść w sztukę".


A moment, w którym naprawdę zapragnęłam zostać "panią artystką"? To było w pierwszej klasie, gdy po raz pierwszy zobaczyłam moją nauczycielkę plastyki. Była jak motyl – piękna, barwna, zupełnie inna niż wszyscy. Wtedy pomyślałam: bycie artystką to coś wyjątkowego – być jak istota z bajki.


JP: Barwny, niemal baśniowy świat dostrzegalny jest również w Pani twórczości. Jakie motywy dominują w Pani pracach? Jaki przekaz stara się Pani zawrzeć i przekazać odbiorcom?


MS: W moich pracach jako środka wypowiedzi używam lalek, pajacy, marionetek, miśków ze świata dziecięcego oraz bazuję na czystych kolorach i prostych kontrastach – również z tego świata. Wypracowałam ten sposób malowania naturalnie. Od dziecka uwielbiam teatr lalek. Gdy maluję, tworzę swój spektakl. Opowiadam historię, w której mój obrazek jest jedną z jego scen. I podobnie jak w przedstawieniu dla mnie ważna jest scenografia oraz atrybuty, jakimi dysponują postacie w obrazie i role, jakie im przydzielono. W ten sposób opowiadam o świecie, który widzę.

JP: Skąd więc czerpie Pani najwięcej inspiracji? Jak wygląda Pani proces twórczy?


MS: Inspirację czerpię z codzienności – wystarczy się uważnie przyjrzeć, by dostrzec, jak wiele się w niej dzieje. Każda chwila niesie ze sobą emocje i nastroje kształtowane przez rozmaite zdarzenia. Czasem któreś z nich skłania do głębszej refleksji. Jeśli myśl towarzyszy mi dłużej i wydaje się inspirująca, przenoszę ją na papier w formie szkicu. Jeśli to za mało, żeby uporządkować myśli, sięgam po płótno i zaczynam malować – wtedy mogę dalej "bawić się myślami".


JP: Czy ma Pani swoje idealne miejsce do pracy?


MS: Moja pracownia i muzyka. Bez muzyki nie umiem malować. Na pewno przez lata wytworzyło mi się jakieś specjalne połączenie ucho-ręka.


Niestety, nie mogę się przyznać, jaki to rodzaj muzyki, bo mnie samą to zawstydza.


JP: Rozumiem – czasem niedopowiedzenie dodaje historii czegoś ciekawszego, fascynującego. Czy ma Pani swoje największe artystyczne marzenie? Czy jest to jedno, niezmienne od lat, czy może z czasem pojawiają się nowe, coraz śmielsze aspiracje?


MS: Największe marzenie? Tak, mam. Te mniejsze stopniowo realizuję. To duże jest całkowicie nierealne. Chciałabym zilustrować choćby jedną książkę Murakamiego. Tylko jeszcze douczę się japońskiego, tak żebym mogła czytać w oryginale i… czyli nie mam już tyle czasu, ale pomarzyć zawsze można!


JP: Jak mówią powiedzenia: marzyć zawsze można i marzyć każdy może! Dobrze, a czy pamięta Pani, jakie było Pani pierwsze dzieło sztuki, jakie kiedykolwiek Pani widziała? Jak się Pani poczuła?

 

MS: Nie pamiętam, które było pierwsze. Pamiętam jednak, że kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Chagalla "na żywo", pomyślałam: chciałabym właśnie TAK. Odważnie. Z głębi siebie. Szczerze.

Mirella Stern w pracowni, zdj. dzięki uprzejmości artystki

JP: Jak już wspomniała Pani o artyście takim jak Chagall, to zapytam – twórczość jakich artystów szczególnie Panią inspiruje?


MS: Inspiruje mnie wielu artystów, nie tylko malarzy i nie tylko z powodu dzieł, jakie stworzyli. Czasem ich życie i osobowość bywają prawdziwą inspiracją. Jednak moją odwieczną miłością jest Pieter Bruegel starszy – wspaniały.


JP: Zwieńczając naszą rozmowę, czy jest jakiś sposób, w jaki chciałaby Pani, aby prace oddziaływały na widza w porównaniu do innych dziedzin artystycznych?


MS: Chciałabym, aby ktoś oglądający moje prace potrafił przebić się przez tę pierwszą warstwę – pełną uroczych, kolorowych lalek – i dostrzegł zapisaną w nich historię. Nie twierdzę, że znajdzie tam wielkie życiowe mądrości, ale z pewnością natrafi na humor (często czarny), autoironię i sporą dawkę emocji.


Najnowszą pracę artystki "Będzie jak w bajce" mogą Państwo obejrzeć w naszej siedzibie przy ul. Pięknej 1A w Warszawie. Serdecznie zapraszamy do udziału w aukcji, a w szczególności do osobistych licytacji we wtorek 25 lutego o godzinie 19.