Wojciech Kossak podbija Amerykę
"Sukcesy Wojciecha Kossaka w Ameryce […], który powrócił do Nowego Jorku z San Francisco, gdzie odniósł triumfy artystyczne. Powodzenie w Kalifornii olbrzymie. W Los Angeles i Francisco czeka nań szereg zamówień".
"Świat", 1927, nr 15, cyt. za: Kazimierz Olszański, Wojciech Kossak, Wrocław 1990, s. 36-7
Wojciech Kossak po raz pierwszy wyjechał do Stanów Zjednoczonych we wrześniu 1920. Udał się tam w charakterze kuriera dyplomatycznego rządu polskiego, jednak równocześnie poszukiwał intratnych, nowych zleceń na swoje obrazy. "Jadę, Maniusia, ze szczerym postanowieniem zrobić prędko fortunę i wracać zdrowo", pisał żonie z pociągu do Francji, skąd wypływał statek "Philadelphia" w kierunku Nowego Kontynentu (Wojciech Kossak, Listy do żony i przyjaciół [1883-1942], tom I, oprac. Kazimierz Olszański, Kraków 1985, s. 225). Do Nowego Jorku dopłynął, po dziewięciu dniach, 27 września, gdzie witał go sekretarz Modrakowski. Malarz szybko zatroszczył się o pracownię, bo "jakże nie tylko malować w pokoiku hotelowym, a cóż dopiero przyjmować miliarderów i małe obraziątka na fotelach ustawiać" (Wojciech Kossak, op. cit., s. 237). W pełni świadomy swojej renomy nie tylko w Polsce, lecz także w kręgach polonijnych, Kossak od razu nastawił się na przyjmowanie zleceń od zamożnej klienteli. Stanowczo postanowił, że ceny będzie ustalać wysokie, inaczej jego podróż byłaby mało opłacalna.
Dzięki pomocy malarza Wojciecha Bendy, siostrzeńca Heleny Modrzejewskiej, znalazł wkrótce pracownię godną swojego nazwiska: wspaniale umeblowaną, ze służbą, opałem, światłem, łazienką, pokojem sypialnym i kuchenką na gazie, która znajdowała się w Hotel des Artistes przy 1 West 67 Street. Wkrótce w niej zamieszkał, rezygnując z pokoju w hotelu. Do Stanów przyjechał z plikiem listów polecających do wybitnych Amerykanów, jednak zanim zaczął zapraszać ich do pracowni, chciał ją zapełnić swoimi obrazami. Zaczął więc od zamówień dla swoich rodaków, u których jego przyjazd wzbudził wielki entuzjazm. "Polonia wita mnie jak Mesjasza" (Wojciech Kossak, op. cit. 237), pisał żonie 2 października. Amerykańska Polonia powołała wówczas fundację "The Kossak Art Society", której zadaniem było kupowanie i sprzedawanie jego obrazów, a uzyskane środki miały następnie zostać przekazane na pomoc artystom polskim w Ameryce. Admiratorem twórczości Wojciecha Kossaka był sam Ignacy Paderewski. Artysta otrzymywał liczne zaproszenia na obiady i przyjęcia od swoich rodaków, z których niekiedy musiał rezygnować by mieć czas na malowanie. Podczas pierwszego pobytu w Ameryce Północnej odwiedził Nowy Jork, Waszyngton, Detroit, Chicago, Buffalo, Pittsburg i wykonał około dwudziestu malowideł ukazujących polskich bohaterów w walkach o niepodległość Stanów Zjednoczonych: Tadeusza Kościuszkę, Kazimierza Pułaskiego oraz portrety konne znanych Amerykanów, mi.in. generała Johna Pershinga, podarowany przez artystę do założonej przez Tadeusza Kościuszkę Akademii Wojskowej czy portret Georga Palmera Putnama, oferowany obecnie na aukcji "Ród Kossaków" w DESA Unicum.
George Palmer Putnam był amerykańskim wydawcą, pisarzem, a także odkrywcą. Rodzice nadali mu imię po dziadku, założycielu wydawnictwa G. P. Putnam's Sons w Nowym Jorku, założonego w 1838 i działającego do dziś jako imprint Penguin Group. Zanim dołączył do rodzinnego biznesu, pracował jako wydawca i edytor lokalnej gazety "The Bend Bulletin" oraz jako prywatny sekretarz Jamesa Withycomba, gubernatora stanu Oregon. W trakcie I wojny światowej służył w Armii Stanów Zjednoczonych. W 1926 Amerykańskie Muzeum Historii Naturalnej przyznało mu stypendium na ekspedycję na Arktykę, zaś w następnym roku otrzymał kolejną misję od Amerykańskiego Towarzystwa Geograficznego na Wyspę Baffina, której celem było zebranie okazów dzikiej przyrody. Za sprawą Georga P. Putnama rodzinne wydawnictwo wydało dwie bestsellerowe autobiografie "WE" (1927) Charlesa Lindbergha, pierwszego pilota, który przeleciał sam bez międzylądowań nad Oceanem Atlantyckim oraz "20 Hrs. 40 Min." (1928) Amelii Earhart, która dokonała tego samego, stając się pierwszą kobietą, która odbyła lot transatlantycki. Wydawca i pilotka zbliżyli się do siebie i, po rozwodzie Putnama z pierwszą żoną, wzięli ślub w 1931. Po locie zakończonym sukcesem Putnam promował Earhart na wielu polach. Oprócz wydania jej wspomnień i dwóch innych książek o lotnictwie, wyszukiwał jej kontrakty reklamowe, organizował publiczne spotkania i prelekcje w całych Stanach Zjednoczonych, zaś po przedwczesnej śmierci pilotki w niewyjaśnionych okolicznościach spisał i opublikował jej biografię.
W trakcie malowania portretu przez Wojciecha Kossaka, Putnam nie znał jeszcze Earhart ale był już świetnie zapowiadającym się biznesmenem urodzonym w majętnej rodzinie, wykształconym na prestiżowych uczelniach, Harwardzie i Uniwersytecie Kalifornijskim, z wojskowym doświadczeniem. Polskiego artystę poznał 26 października, kiedy przyszedł z dwoma innymi redaktorami odwiedzić go w jego pracowni. Amerykanie doradzili mu, aby koniecznie promował się w ich kraju jako malarz o konkretnej specjalizacji, gdyż dostanie wtedy trzykrotnie wyższe wynagrodzenie. Nie stanowiło to problemu dla Kossaka, gdyż już w ojczyźnie utorował sobie renomę nie tylko malarza scen batalistycznych, ale również doskonałego portrecisty. Jego portrety cieszyły się wielkim uznaniem szczególnie wśród "koniarzy", którzy pragnęli być uwieczniani w swoich stadninach, na przejażdżkach, dosiadających koni, bądź stojących przy ulubionych ogierach i klaczach. Niewielu portrecistów potrafiło oddać równie dobrze i modela, i zwierzę. Wojciech Kossak natomiast do mistrzostwa opanował sztukę odwzorowywania koni. "Któż umiał tak posadzić na koniu jeźdźca, nawet takiego, który nigdy nie siedział na siodle, a przy tym sportretować i konia? Toteż największym powodzeniem cieszyły się jego konne portrety, które miały sławę ugruntowaną" (Kazimierz Olszański, op. cit. s. 40). Pozowali mu Potoccy, Lubomirscy, Mycielscy, Tarnowscy, Tyszkiewiczowie i wielu innych arystokratów, nie wspominając o dostojnikach państwowych z marszałkiem Józefem Piłsudskim i prezydentem Ignacym Mościckim na czele. Teraz przyszedł czas na miliarderów z Ameryki.
Wojciech Kossak szybko zaprzyjaźnił się z Georgem P. Putnamem, bowiem określał go w liście do żony z 31 grudnia swoim kochanym przyjacielem: "Drugi portret konny jeszcze znacznie ciekawszy, skończyłem wczoraj: kochany mój przyjaciel Georges Palmer Putnam na mustangu jako cowboy. Jedna z najlepszych w ogóle moich rzeczy, jak tylko będą fotografie, zaraz Ci prześlę. Ten portret to naprawdę a masterpiece, chociaż i ten Crawfordówny doskonały" (Wojciech Kossak, op. cit., s. 259.) W istocie artysta popisał się w tym obrazie ogromną łatwością i biegłością w wiernym odwzorowaniu zarówno modela, jego kowbojskiego stroju i konia na tle dzikiego krajobrazu Ameryki Północnej. Szeroko kładzione plamy barwne oraz energiczne i z rozmachem prowadzone linie odsłaniają temperament artysty. Śmiałe i pewne pociągnięcia pędzla Kossaka przy jednoczesnym świetnym warsztacie, podbiły serca Amerykanów. Miarą sukcesu malarza była wystawa jego portretów konnych zorganizowana na przełomie maja i czerwca 1927 roku przez Gainsborough Galleries w Nowym Jorku. Pośród prac pojawił tam również "Portret Georga Palmera Putnama". Wystawa spotkała się z niezwykle entuzjastycznym odbiorem publiczności, skutkując jeszcze większą liczbą zleceń: "Sukces szalony, moja wystawa robi furorę, dzienniki przepełnione sprawozdaniami […] Obstalunki się sypią, ale już nie przyjmuję albo takie tylko, co z pomocą studiów i fotografii mogę sobie w domu podkończyć i przywieźć" (Wojciech Kossak, op. cit., s. 403.)
Po pierwszej podróży, do Stanów Zjednoczonych Wojciech Kossak powracał później czterokrotnie w latach: 1927, 1928/29, 1930 i 1932. Motywowała go przede wszystkim chęć łatwego zysku. Jak pisał w lutym 1927: "Zrobiłem już dwa portrety i te dwa tygodnie dały mi lekką pracą tyle, co ciężko pracując mógłbym zarobić w kraju przez rok. Obstalunki się sypią. Jak długo będą się sypały, będę tu siedział" (Kazimierz Olszański, op. cit., s. 36). Dalej malował za oceanem portrety biznesmenów, wojskowych, gwiazd filmowych jako amazonki i kowboje ujeżdżających dzikie konie, właścicieli rancz i ich rodziny. Dla amerykańskiej Polonii tworzył kolejne wersje "Racławic", "Olszynki", podobizny polskich bohaterów narodów, w szczególności z Kościuszką i Pułaskim, oraz sceny rodzajowe z ułanami i dziewczynami na tle utęsknionego polskiego krajobrazu, przywołując wspomnienia i sentyment do dalekiej ojczyzny. Amerykańskie obrazy Wojciecha Kossaka nie są powszechnie znane, pozostają w kolekcjach prywatnych za oceanem i niezwykle rzadko pojawiają się na rynku sztuki. Licytacja "Portretu Georga Palmera Putnama" na aukcji "Ród Kossaków" z pewnością będzie sensacją.