W cieniu "Warszawianki"

Anatomia dzieła sztuki

W cieniu "Warszawianki"

Magdalena Krajenta

"Mam przebłyski wspomnień z bardzo wczesnego dzieciństwa. Kiedy miałem z dwa latka, w Mławie jeździłem z dziadkiem z konwiami po wodę. To był mniej więcej 1945 rok, siarczysty mróz. Pamiętam, że dziadek brał mnie na sanki, ja trzymałem wielką konew, oczywiście było to wielkie przeżycie, bo sam byłem malutki. Z dołu, z tych sanek, patrzyłem, jak mijały nas furmanki i samochody jadące do mleczarni, gdzie był skup mleka. Studnia stała na górce, a ta była cała oblodzona. Nie mogliśmy na nią wejść; dziadek się wywracał, ja się tym wszystkim ekscytowałem. Trzeba było iść gdzie indziej po wodę. Szliśmy wzdłuż rozbitych czołgów radzieckich. Było ich bardzo dużo. Ujęcie wody było na stacji kolejowej i ta woda nie zamarzała, nie wiem jakim sposobem. Właściwie to studnia powinna była zamarznąć, bo była taka zima, że wszędzie do tego dochodziło".

– Edward Dwurnik, [w]: Małgorzata Czyńska, Moje Królestwo, rozmowa z Edwardem Dwurnikiem, Wołowiec 2016, str. 57.

 

Wspomnienie Edwarda Dwurnika z dzieciństwa nie jest tylko zapisem zmysłowego doznania mrozu, lśniącego lodu czy dziecięcego zachwytu. To miniatura pamięci wojennej – przefiltrowanej przez dziecięcą percepcję, ale już wtedy drapieżnie realistyczną. Ta opowieść o wodzie nie do zdobycia, o pękających czołgach i bezbronności dziadka na trwałe wpisała się w imaginarium artysty, stając się jednym z kluczy do zrozumienia jego późniejszych działań – malarskich, politycznych, patriotycznych.

Dwurnik, urodzony w 1943, artysta niepokorny i prowokacyjny, malarz obsesyjnie przywiązany do realiów, w swojej sztuce nieustannie przetwarzał doświadczenie zbiorowej pamięci. Praca "Poliptyk Warszawianka" z 2007, należąca do cyklu XXVII "Poprawić Mozarta", jest doskonałym przykładem tej strategii twórczej.

 

Tytuł samego cyklu – "Poprawić Mozarta" – w swojej ironii mówi wiele o intencjach Dwurnika. Artysta, który z biegiem czasu przestał przykładać wagę do akademickiej poprawności, zrezygnował nawet z tworzenia własnych podmalówek, sięgając po gotowe obrazy innych twórców. Ich powierzchnię wykorzystywał jako fundament dla swoich narracji. W skrajnych przypadkach zamalowywał dzieła znanych malarzy, takich jak Andrzej Wróblewski czy Wilhelm Sasnal, nadając im nowy sens, przetwarzając je, nasycając własną, emocjonalną treścią. Była to strategia świadomej transgresji, artystycznej rewizji, ale też estetycznego protestu.

 

"Poliptyk Warszawianka", osadzony jest na tym właśnie styku – gestu zawłaszczenia i gestu upamiętnienia. Praca odnosi się bezpośrednio do wydarzeń Powstania Listopadowego 1831, a także do jednego z jego symboli – pieśni "Warszawianka", która w niepodległej Polsce pretendowała do roli hymnu. Dwurnik nie tylko przywołuje tę historyczną treść, lecz także wpisuje ją w długie trwanie narodowej traumy.

Tło "Poliptyku" przenikają pastelowe echa twórczości Stanisława Wyspiańskiego – ich miękka kolorystyka, linearność, komiksowa wręcz ekspresja staje się kontrapunktem dla ostrych, kontrastowych sylwetek pół-kosynierów, pół-milicjantów. Te hybrydyczne postaci – balansujące między romantycznym mitem a współczesną przemocą – wydają się wysłane nie tyle do walki, ile do pacyfikacji. Dwurnik rysuje świat, w którym role są pomieszane, a historia zatacza niepokojące kręgi.

 

Nie bez znaczenia jest tu również język formy. Wcześniej artysta był znany z brutalnej dosadności, z unikania symboli i mowy ezopowej. W PRL-owskiej rzeczywistości jego malarstwo stawiało na literalność, dokumentalność. Tymczasem w "Poliptyku Warszawianka" pojawia się zupełnie nowa jakość: metafora. Obraz staje się nie tyle opowieścią o faktach, ile o ich długim cieniu – cieniu, który rzucają one na teraźniejszość i na zbiorową tożsamość.

 

Forma nie dominuje tutaj nad treścią – przeciwnie: jej zmienność jest w pełni podporządkowana doświadczeniu rzeczywistości. Jakby Dwurnik chciał powiedzieć: "nie mogę już malować tak, jak kiedyś, bo świat nie jest już taki, jak kiedyś". Artysta, który całe życie dążył do autentyzmu, który bezustannie lustrował społeczne pęknięcia, nie boi się tutaj zaskoczyć formalną odmiennością. "Poliptyk Warszawianka" to nie tylko obraz – to zamknięcie pewnego etapu. To rozrachunek z wcześniejszymi kodami patriotycznymi, w których dominowała figura ofiary, zbiorowy zryw, romantyczne uniesienie. Dwurnik, malując swoją "Warszawiankę", nie odcina się od tych tropów, ale je przetwarza – ukazuje jako trwający, nigdy niedomknięty dramat.