Szukalski-Stryjeńska. Wielki Polak i wielka Polka
W aukcji Szukalski-Stryjeńska. Święto Słowiańszczyzny spotykają się dwie wybitne osobistości polskiej sztuki XX wieku.
Szukalski i Stryjeńska darzyli się wzajemnie sympatią i cenili swoją sztukę. Na podstawie lektury listów Stanisława Szukalskiego (to on często o niej wspominał) można dowiedzieć się dużo o tym, co artysta myślał o swoim kobiecym "odpowiedniku". Artysta czuł się odrzucony i niedoceniony przez polskie społeczeństwo. Żyjąc w Stanach Zjednoczonych z jednej strony żył cały czas Polską i jej sprawami, z drugiej zaś przeżywał bycie odsuniętym na bok, bycie niedocenionym i odrzuconym. Takie poczucie było potęgowane przez wysokie pojęcie o swojej wartości dla polskiej wspólnoty ("Jeżeli ja, jeżeli każdy z was tak cierpi, to dlatego że przed nami nie było Szukalskiego, który by domagał się Sprawiedliwości dla siebie i innych co zaoferowali się służyć Narodowi", s. 186). W głowie Szukalskiego przesuwał się korowód wielkich artystów odrzuconych bądź niezrozumianych przez Polaków (nie trzeba było żyć w mansardzie i umierać na suchoty, żeby dołączyć w głowie Szukalskiego do tego grona). Często wymieniał Norwida, Matejkę, siebie (a jakże) i właśnie Zofię Stryjeńską.
Choć sztuka Stryjeńskiej i Szukalskiego są od siebie różne, łączy je niesamowita energia i witalna siła. I wizualna atrakcyjność, nie tak częsta w polskiej sztuce (w takim natężeniu). Wspólnym punktem twórczości dla Stryjeńskiej i Szukalskiego była również chęć stworzenia panteonu Wielkich Polaków.