Szczęście pełne blasku

7 maja 2022

Szczęście pełne blasku

"Szczęście pełne blasku" Władysława Hasiora z 1985 było niewątpliwie perłą monotematycznej kolekcji Marii i Ryszarda Radwiłowiczów zapoczątkowanej w 1973. Profesorskie małżeństwo tworzyło zbiór sztuki, w dużej mierze naiwnej, z przedstawieniami Adama i Ewy. W owym motywie Radwiłowiczowie doszukiwali się archetypu pierwszych rodziców, źródła i prapoczątku życia. Również Hasior szukał w sztuce pierwotności i uniwersalnych wartości. Ujawnia się to choćby w częstym wykorzystywaniu przez artystę w swoich pracach czterech żywiołów oraz najdawniejszych materiałów takich jak drewno czy kamień, których symbolizm jest bliski wszystkim ludom i cywilizacjom. Hasior, określany artystą-pośrednikiem między sztuką wysoką a niską, w swojej twórczości czerpał chętnie ze sztuki ludowej, w której dostrzegał autentyczność, prawdę i czyste intencje.

Nic więc dziwnego, że właściciele owej osobliwej kolekcji zapragnęli zamówić asamblaż u uznanego już Władysława Hasiora, który miał wówczas za sobą liczne wystawy indywidualne, nie tylko w Polsce, ale również za granicą. W roku powstania "Szczęścia pełnego blasku" w Muzeum Tatrzańskim otwarto Galerię Władysława Hasiora, natomiast w BWA w Gorzowie Wielkopolskim udostępniono stałą ekspozycję z jego pracami. Radwiłowiczów zainspirowała prawdopodobnie praca "Raj III" z 1982 (obecnie w zbiorach Miejskiego Ośrodka Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim), którą mogli oglądać na wystawie "Hasior i Kuskowski w Dawnej Synagodze Sądeckiej" w Nowym Sączu w 1983. Identyczne postacie pierwszych rodziców namalowane kredką w płaskiej plamie barwnej obwiedzionej grubą linią konturów i ukazane z takimi samymi gestami zostały powtórzone w "Szczęściu pełnym blasku" jedynie z drobną modyfikacją. W obydwu przypadkach ich dolne partie ciała są przysłonięte chmurami, Adam przyciska do piersi dwa bochenki chleba, zaś Ewa wyciąga prawą rękę z jabłkiem w jego kierunku. W pracy z kolekcji Radwiłowiczów sylwetki postaci są bardziej zbliżone, nachodzą na siebie, przez co zakazany owoc nie jest widoczny. Symbol grzechu pierworodnego znajduje się natomiast u stóp Ewy tuż nad półmiskiem z pieczenią i brukselką. Zielone jabłko nie zostało jednak namalowane kredką tak jak postacie Adama i Ewy, lecz jakby wycięto je z gazety i doklejono do kompozycji, podobnie jak wykwintne danie poniżej. Czy zatem rzeczywiście jest ono symbolem nieposłuszeństwa pierwszych ludzi wobec Boga, czy może zwykłym elementem potrawy? A może artysta chciał wskazać, jak niepozorny może być grzech?

 

Warto zwrócić również uwagę na dobór środków zastosowanych przez artystę w asamblażu. Wycięte sylwetki Adama i Ewy oraz obfity półmisek z jedzeniem zostały przymocowane do podłoża wyklejonego zużytymi opakowaniami od masła i naklejkami główek aniołków Rafaela. Zza postaci wyłaniają się druty imitujące gałęzie drzewa, które są przyozdobione kolorowymi guzikami i drewnianymi, malowanymi ptaszkami. Cała, dość pstrokata, kompozycja składa się z różnych odpadków codzienności. Hasior operuje tu językiem kiczu, którym odsłania niedostatek i obraz biedy panujących w peerelowskiej Polsce. Zamiast pozłacanego tła stosuje pogniecione sreberka od masła, zamiast prawdziwego pożywienia – jedynie zdjęcie potrawy. Druciane, ogołocone gałęzie przystraja guzikami i ptaszkami. Jest to jedna z jego prac, w której "manifestuje się czułość dla nieporadnych oznak tęsknoty biednych ludzi do piękna" (H. Kirchner, "O Hasiorze – po latach" [w:] "Władysław Hasior: Europejski Rauschenberg?", [red.] J. Chrobak, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, 2014, s. 26). Mimo to, w przeciwieństwie do wielu innych ponurych i makabrycznych asamblaży Hasiora, kompozycja ta pełna kolorów tchnie pewną dziecięcą radością. Drewniane, malowane ptaszki zaczerpnięte ze sztuki ludowej pojawiają się często w innych pracach artysty i symbolizują z reguły radość i niewinność życia.

Hanna Kirchner w cytowanej wyżej publikacji o inspiracji Hasiora sztuką ludową pisała w następujący sposób: "W dziele Hasiora przegląda się prowincja, kultura, estetyka ludowa i plebejska, odpustowa i jarmarczna, wraz z ludową religijnością i jej dewocjonaliami. Sięga on po tę strefę wyobrażeń z wielu powodów. Najpierw jest biograficzny, to jego krąg kulturowy, to podglebie duchowe tych, co "weszli do śródmieścia", zaludnili, zaludniają miasta. Tu może liczyć na porozumienie z odbiorcą. Po wtóre sztuka ludowa wydaje mu się niewyczerpaną krynicą wyobraźni. Kiedy wymyślił dla Szczecina wielobarwną kompozycję przestrzenną – fantastyczne ptaki na bicyklach, paradoksalną, uziemioną ideę lotu, odwołał się do ludowych rzeźbiarzy, którzy hojnie barwią swoje drewniane ptaszki, rekompensując nam brak takiego ptactwa w naszym północnym kraju". Praca "Szczęście pełne blasku" zdaje się właśnie rekompensować szarość i trud lat 80. w peerelowskiej Polsce.

NAIWNI I WSPÓŁCZEŚNI. ŹRÓDŁA – RELACJE – KONTEKSTY
KATALOG AUKCYJNY