Szaleństwo Kaliguli
W 1979 na ekrany światowych kin wszedł włoski film "Kaligula". Historyczne widowisko, przesiąknięte erotyką stało się jednym z najbardziej skandalizujących i szokujących filmów światowej kinematografii, a jednocześnie przez krytyków zostało uznane za niemalże arcydzieło campu. Inspiracje Jakuba Juliana Ziółkowskiego tą właśnie historią są zdecydowanie widoczne w prezentowanym na aukcji obrazie "Caligula".
"Człowiek wszędzie zachowuje się dość podobnie, chociaż przyobleka to w różne formy kulturowe. Ja nie jestem przywiązany do żadnej kultury, duchowo jestem obywatelem galaktyki".
Jakub Julian Ziółkowski
Płaszczyzna płótna Ziółkowskiego na całej swojej powierzchni jest wypełniona formami zdeformowanych ludzkich ciał. Stłoczone, przelewające się i zdeformowane kształty, w kontekście tytułu pracy, stają się ilustracją szaleństwa. Szaleństwa nie tylko przywołanej postaci Kaliguli – cesarza rzymskiego, który zasłyną z okrucieństwa, terroru i nieustannych orgii, ale także rozumianego szerzej, jako wyjście poza przeciętne normy czy stanu psychicznego, gdy człowiek nie panuje nad sobą. Ten kontekst jest szczególnie ważny dla Ziółkowskiego, który w wielu zrealizowanych pracach podejmował wątek utraty kontroli, odmiennych stanów świadomości czy ekstazy. Oprócz fragmentów ciał na obrazie widoczne są atrybuty cesarskie – złote monety czy wieniec laurowy które szczelnie wypełniają powierzchnię pracy, tworząc charakterystyczny dla Ziółkowskiego horror vacui.
Wydaje się, że artysta szedł śladem opisu rzymskiego pisarza Swetoniusza, który w ten sposób opisywał wygląd Kaliguli – tytułowej postaci obrazu Ziółkowskiego: "Twarzy z natury odrażającej i szpetnej naumyślnie jeszcze dzikszy nadawał wyraz, układając przed zwierciadłem we wszystkie grymasy budzące grozę i obawy. (…) Brak równowagi umysłowej sam odczuwał i często zamyślał oddalać się w ustronne miejsce, aby leczyć schorzały mózg" (Swetoniusz, Żywoty Cezarów, cyt. za M. Grant, Dwunastu cezarów, Warszawa 1992, s. 104).
Ciało z obrazu Ziółkowskiego zdaje się być namalowane właśnie w tych wszystkich szpetnych grymasach, które na co dzień ukrywamy prostując się i gładząc wszelkie zmarszczki i wałeczki. Przekrwione oczy, zaciśnięte, drapieżne zęby, powyginane kończyny, zwisające, ciężkie piersi oraz mocno eksponowane narządy płciowe to stałe motywy jego malarstwa. Artysta nie pozostawia złudzeń – nawet jeżeli chwilowo nam się to uda, jesteśmy jedynie materią, która podlega prawom fizyki i prędzej czy później wymknie się spod kontroli.
Rzeczywistość, jak i całą wielką historię sztuki Ziółkowski postrzega jako autonomiczną sferę, przepełnioną własnymi motywami oraz kodami. Te z kolei w twórczości artysty łączą się z niepohamowaną grą wyobraźni, intuicji oraz tym co nienazywalne. Nad pracami Ziółkowskiego unosi się bowiem duch eksperymentowania oraz ciągłego poszukiwania, który z tożsamą siłą ujawnia się zarówno podczas malowania martwych natur, jak i pogłębionych portretów psychologicznych.
Prace Ziółkowskiego można ulokować gdzieś na pograniczu jawy i snu. Balansując wdzięcznie pomiędzy fikcją a obłędem podejmują z wyraźną łatwością coraz mniej obecny wątek wielkich narracji, wzbudzając przy tym sympatię krytyki oraz publiczności swoją bezpretensjonalnością. W pracach artysty odnajdziemy natomiast odniesienia do tradycji ekspresjonizmu, abstrakcjonizmu, surrealizmu, komiksu, czy konwencji rysunkowych, a jest to zaledwie kilka z najbardziej oczywistych punktów zaczepienia.