Rytm natury w malarstwie Martyny Łuszczyńskiej
Młoda Sztuka w listopadzie oszałamia różnorodnością. W ofercie najbliższej aukcji znalazły się zarówno energetyczne kompozycje abstrakcyjne, jak i bardziej stonowane i delikatne obrazy. Spokój i harmonię odnaleźć można we wciągającym głębią błękitu płótnie autorstwa młodej artystki – Martyny Łuszczyńskiej. Prezentowana kompozycja, jak i inne obrazy artystki przyciągają pięknem i subtelnością rozchodzących się barw i struktur. Z każdej z nich niemal wypływa metafizyczna natura wody. Zarówno jej aksamitna delikatność, jak i siła oraz tajemniczość głębokiej toni.
Martyna Łuszczyńska w 2022 roku ukończyła studia magisterskie na kierunku Tkaniny i Stylizacja Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. W roku 2019 studiowała również w Escuela de Arte y Superior de Diseno de Burgos w Hiszpanii. Artystka tworzy w technice malarstwa olejnego w szeroko pojętym nurcie abstrakcji. Jej najważniejsze wystawy to: Indywidualna wystawa “Wibracje światła", Rynek Sztuki - Galeria i Dom Aukcyjny, Łódź, 2023; Indywidualna wystawa “SynestezJa - słyszenie kolorów, widzenie dźwięków", Stara Drukarnia, Łódź, 2023; Indywidualna wystawa pracy dyplomowej, “Zapraszam do środka", Ogrody Geyera, Łódź, 2022; Indywidualne wystawa “Inner Voice. Pod skórą" w Galerii Bałuckiej, 2022; Indywidualna wystawa “Twoje Moje" w Domu Kultury w Łęczycy 2021. Do tej pory artystka stworzyła dwa obszerne cykle malarskie: Pierwszy z nich był artystycznym wyrazem emocjonalnych oraz fizjologicznych zjawisk, które zachodzą podczas wahań poziomu glukozy we krwi w odczuciu diabetyka. Poruszony temat niepełnosprawności oraz wykorzystania go, jako malarska inspiracja twórcza działa również artteraputyczne na samą artystkę. Drugi natomiast to cykl "RytMy" poruszający syntezę wewnętrznych i zewnętrznych dźwięków natury. O własnych inspiracjach oraz rytmice życia artystka opowiedziała w poniższym wywiadzie, który jak mamy nadzieję pozwoli widzom jeszcze bardziej zatopić się w jej błękitnych, malarskich okręgach.
Paulina Brol: Jaki element rzeczywistości najbardziej Panią inspiruje?
Martyna Łuszczyńska: Niedoścignione piękno natury w mikro i makro sferze. Budzi ono mój podziw i częstą zadumę. Życie jest abstrakcją samą w sobie. Nasze dogmaty, bądź przykazania, reguły i nieszczęsne normy są tylko iluzjami, fantazjami i teoriami ludzi dla ludzi. Przyroda jest prawdziwa i nade wszystko szczera. Nie tworzę figuratywnych form, ponieważ organiczność jest dla mnie najpiękniejsza. Zauważam, że taki też jest mój umysł. Poszukuje abstrakcji wszędzie. Nie oceniam z góry i tak chcę, aby traktowano moje prace. Nie są jasne i czytelne dla każdego tak samo. Odbiorca może zobaczyć emocje, twarze, żywioły, bądź nic. Też tak może się zdarzyć. Moje malarstwo to osobliwa gra, w której zapraszam do głębin poprzez centralny punkt obrazu. Obecnie wiele czasu spędzam w przyrodzie. Nasycam się nią, aby później to, co zobaczyłam i poczułam, wykorzystać na obrazach. Zbieram wiele rzeczy po drodze: mech, korzenie, kamienie, owady. Patrząc na przyrodę szybko i pobieżnie można przeoczyć mnogość jej form i struktur. Wielką inspiracją jest dla mnie również możliwość uzewnętrznienia własnych emocji. Przejaw twórczego aktu ma dla mnie działanie terapeutyczne. Może dziwić, ale systemowo posiadam status osoby niepełnosprawnej. Czy tak chcę o sobie powiedzieć? Oczywiście, że nie. Fizyczne i emocjonalne zmagania z chorobą również mają na mnie wpływ twórczy i działają, jak impuls.
PB: Czy malarstwo jest jedyną dziedziną sztuki, w której się Pani wyraża?
MŁ: Tylko cienka granica dzieli malarstwo od np. grafiki, czy rzeźby. Trudno nie eksperymentować i nie wyłamywać się z utartych schematów specyfiki danej dziedziny artystycznej. Ostatecznie jednak uzewnętrznianą mieszankę emocji, myśli i uczuć najczęściej przelewam na płótno. Na studiach zajmowałam się również drukiem na tkaninie, papierem ręcznie czerpanym oraz działalnością w zakresie arteterapii. Ich echo oraz doświadczenie pracy z różnymi mediami pozwalają mi na śmielsze i pewniejsze kroki w sztuce. Jestem osobą kochającą sztukę całą. Ćwiczę grę na afrykańskim bębnie djembe, w której wszystkimi zmysłami doświadczam przepływu rytmów i dźwięków. To zjawisko łączę w malarstwie z synestezją, czyli stanem, gdzie doświadczenia jednego zmysłu wywołują również doświadczenia charakterystyczne dla innych zmysłów. Tworzy się interesujące zjawisko wymieszania zmysłów ("słyszenia kolorów, widzenia dźwięków"). Muzyka, śpiew, ruch czy taniec, film i fotografia są wykorzystywane przeze mnie do różnych projektów. Są to nieodłączne elementy ekspresji mojego autorskiego komunikatu wewnętrznego. Rozwijam się i wszędzie szukam inspiracji.
PB: Co chce Pani przekazać poprzez swoje obrazy?
MŁ: Malarskość w malarstwie. Tak na pewno można powiedzieć o serii obrazów “RytMy". To wypowiedź o sztuce abstrakcji i o nas samych. Otaczające nas wewnętrzne i zewnętrzne dźwięki, takie jak: bicie serca, szum morskich fal, oddech, wdech, bądź deszcz tworzą zgodny z naturalnym rytmem głos świata. Od samych narodzin każdy żywy organizm wytwarza swój własny indywidualny rytm. Jest to niezwykła melodia, która towarzyszy mu przez całe życie. "Płód słyszy dźwięki o niskiej częstotliwości, jednym z pierwszych jest szum krwi pulsującej przez aortę matki z każdym uderzeniem jej serca." Ten rytm jest pierwszym dźwiękiem, które słyszy każdy. Jesteśmy rytmem, a on jest nami. Jest to piękne, tak jak natura. Jej struktura i wspólne zależności fascynują mnie i dają nieskończone źródło inspiracji twórczej. Abstrakcja pozwala uruchomić wyobraźnię, kreatywność, pobudzić do własnej interpretacji. Wizualny zapis prac to czysta abstrakcja, nie nadaję szczegółowych tytułów poszczególnym pracom. To zadanie dla odbiorcy, nic tu nie jest jednoznaczne. Nie pytam siebie, jakie skojarzenia wywołuje we mnie dany obraz. Zastanawiam się, jaką jest emocją, bądź przypominam sobie własne odczucia, gdy powstawał. Od jego struktury i uzyskania głębi zależy, czy praca jest skończona. Prace stanowią w moim przekonaniu symboliczny obraz afirmacji życia.
PB: Kiedy odkryła Pani w sobie duszę artystki?
MŁ: Dusza artysty jest we mnie od zawsze, nigdy nie chciałam być nikim innym. Nawet nie umiem. Bardzo wdzięcznie daje jej wybrzmieć i pozwalam, aby rozkolorowała świat. Jestem osobą, którą kieruje pasja i wewnętrzna potrzeba ekspresji twórczej. Czuję ogromne spełnienie i radość, gdy tworzę. Ciało, umysł i dusza to trzy elementy tworzące postać człowieka. Każdy je ma, ale może nie zawsze jest to dla wszystkich świadome i oczywiste. Poprzez ręce, oczy, całe ciało jestem w stanie fizycznie wykonywać obrazy olejne, tzn. naciągać płótno na ramę, czy wykonać odpowiedni ruch pędzla. Umysł wytwarza w mojej głowie zarys i szkic pracy, w naturze szuka inspiracji, którą dzięki wyobraźni i kreatywności może zmaterializować w akcie twórczym.
PB: Jak rozumiem, materialność malarstwa jest dla Pani niezwykle ważna.
MŁ: Tak, samodzielnie przygotowuję swoje płótna do tego stopnia, że po ramy jeżdżę autobusem numer 70 do znajomego stolarza przez prawie całą Łódź. Bardzo lubię każdy etap tworzenia obrazu i wykonując wszystko samodzielnie, mam kontrolę nad efektem końcowym. Koncepcja obrazów jest w ciągłym procesie i rozwija się organicznie. Technika, w której tworzę to malarstwo olejne na płótnie. Mówiąc szczerze nie posiadam zbyt wielu odcieni farb. Nie uznaję gotowych zieleni, pomarańczy, czy różów. Bazuję głównie na kolorach podstawowych, które odpowiednio mieszam ze sobą, aby uzyskać trafiony kolor dopełniający. Uwielbiam budować fakturę, która wzbogaca prace o dodatkowe środki wyrazu. Jest tworzona ze sznurków, nitek, bądź całych tkanin. Tworzę też różnego rodzaju grunty, którymi pokrywam płótna. Ten zabieg dodaje głębi i przestrzeni pracom.
PB: Jak przez lata układał się Pani proces twórczy?
MŁ: Maluję obrazy w nurcie abstrakcji, do którego przekonałam się podczas studiów w łódzkiej ASP w Pracowni Przestrzeni Eksperymentu Malarskiego pod opieką dr hab. Jarosława Chrabąszcza. Początkowo były to zobrazowania fizjologicznych i emocjonalnych odczuć diabetyka, którym jestem. Obrazy z tego okresu są przedstawieniem bólu oraz choroby, ich kompozycja jest dynamiczna, barwa nasycona, a faktura gruba i nieszablonowa. Harmonizując wewnętrzną ekspresję postanowiłam eksperymentować dalej, ale obrać lżejszy temat. Szukam spokoju i wyciszenia emocji w sile rytmów i dźwięków. Powstało wtedy dużo prób malarskich o względnie powtarzających się elementach w kompozycji prac. Podczas tworzenia, z czasem czuję, jak obrazy zaczynają ze mną współpracować i reprezentują to, co chciałabym przekazać. Są osobnym komunikatem, ale sens mamy ten sam. Wciąż są lustrem mojego wnętrza, ponieważ ekspresja jest moją naturą, a sztuka medytacją i stylem życia. Mam w głowie wiele pomysłów, prowadzę kilka notatników jednocześnie i zapisuję wszystkie myśli, warte uwagi słowa i zdania, tworzę szkice i zarysy obrazów.
PB: Czy inspirują Panią również inni artyści?
MŁ: Trudno przy wyborze inspirujących artystów skupić się tylko na samych dziełach sztuki. Interesuje mnie biogram danej osoby oraz jej podejście do świata. Miałam na studiach przyjemność obcować ze wspaniałymi profesorami, którzy są dla mnie wzorem. Osobną sztuką jest posiadanie zdolności manualnych, jak i edukacyjnych zarazem. Ogromny wpływ na mnie miała niesamowita prof. Ewa Latkowska - Żychska i dr hab. Ludwika Żytkiewicz - Ostrowska oraz dr hab. Jarosław Chrabąszcz. Inspirującą artystką jest wielka rzeźbiarka, działająca wokół tkaniny Magdalena Abakanowicz. Przytoczę myśl artystki, gdzie wygłasza manifest zbytniej kwalifikacji rzeczy. Abakanowicz mówiła: "Embriologia. […] Nałóg objaśniania wszystkiego jest katastrofą naszego czasu. Nie należy utożsamiać tajemnicy z problemem. Problem można podzielić na strefy poddające się analizie, tłumaczeniu, a tajemnica jest całością, która nas ogarnia, choć niechętnie się do tego przyznajemy". W moich pracach zostawiałam drogę tajemnicy, przestrzeń do własnej interpretacji prac, do autorskiego odczytu konceptu obrazów. Magdalena Abakanowicz pisała również: "Badając człowieka, badam właściwie siebie. [...] Moje formy to kolejne skóry, które z siebie zdejmuję, znacząc etapy mojej drogi. Za każdym razem należą do mnie tak bardzo, i ja należę do nich, że nie możemy bez siebie istnieć. Czuwam nad ich egzystencją. Miękkie, zawierają w sobie nieskończoną ilość kształtów możliwych, z których tylko jeden jest przeze mnie wybrany jako właściwa forma znacząca."
PB: O czym jako artystka Pani marzy?
MŁ: Moje marzenie artystyczne to ciągła radość, kreatywność i zapał twórczy, kierowany wewnętrzną ekspresją. Wchodząc do lasu, na łąkę, czy pole znalazłam odpowiedzi na pytania frapujące mnie, jako młodą osobę, wkraczającą w dorosłość. Uważam, że życie to ciągły proces, droga, gdzie nie należy na siłę szukać stabilizacji. Warto marzyć i mieć fantazje, ponieważ to zbawienne dla umysłu. Uważam też, że jeśli ktoś żyje w zgodzie z własnym wewnętrznym głosem i nie kieruje się ambicjami i oczekiwaniami osób trzecich to los mu pomaga.
PB: Czy jest coś bez czego nie mogłaby Pani tworzyć?
MŁ: Na pewno bez szczerości samej ze sobą. Pracuję nad każdą pracą do momentu własnego zadowolenia. Sztuka to dziedzina życia, która otwiera bardzo dużo drzwi i tworzy wiele możliwości. To spotkania i rozmowy z ciekawymi ludźmi, wrażliwość na piękno świata, własny rozwój oraz radość i spełnienie duszy. Malarstwa nie traktuję, jako pracę, hobby, czy zainteresowanie. To moja ekspresJA. To ja.
Obraz Martyny Łuszczyńskiej mogą Państwo obejrzeć w naszej siedzibie przy ul Pięknej 1A w Warszawie w dniach 28 i 29 listopada. Serdecznie zapraszamy do udziału w aukcji, a w szczególności do osobistych licytacji w środę 29 listopada o godzinie 19:00.