17 kwietnia 2021

Nikifor – refleksje o Nikiforze Krynickim (Epifaniuszu Drowniaku)

Bogdan Karski

1962, fot. Tadeusz Rolke / Agencja Gazeta Krynica po 1963. Z cyklu fotoreportażu o Nikiforze Krynickim, Muzeum Narodowe w Warszawie/PAP/Wiesław Prażuch

 

Lubię malarza z Krynicy.

 

Lubię jego urzekające, czasem ckliwe lub urokliwe, czasem dramatyczne malarstwo. Od lat poznaję osobliwe zjawisko zwane Nikiforem. Zjawisko postrzegam w dwóch płaszczyznach, dwóch żywiołach – żywiole życia człowieka oraz żywiole pasji twórczej o niezwyczajnej skali. Czasu i miejsca narodzin nie możemy wybrać. Przychodzimy na świat nieświadomi, czy świat nas zaakceptuje, czy będzie nam przyjazny. Nie wiemy, czy matka i ojciec podejmą wysiłek wychowania i wprowadzą nas w dorosłe życie. Od narodzin Nikifor jest pozbawiony wszystkiego. Jest bękartem, drugim nieślubnym dzieckiem. Niema matka, zajęta pracą wyrobniczą, nie nauczy syna poprawnej mowy, nie przekaże umiejętności przydatnych w życiu codziennym. Matka odumiera Nikifora wcześnie, pozostawiając go przeznaczeniu oraz na łasce krewnych i ludzi dobrej woli. Ufa nadanemu poza metryką imieniu Nikifor, czyli "niosący zwycięstwo". Podobnie jak matka, Nikifor jest upośledzony w mowie. Bełkocząc, nie może poprawnie komunikować się z otaczającym światem. Pozostanie odizolowany i samotny pośród ludzi.

 

Żywioł pasji twórczej ogarnia przyszłego artystę wcześnie. Filigranowej postury Nikifor nie nadaje się do żadnego zajęcia fizycznego. Praca najemna jest atrybutem większości lokalnej społeczności łemkowskiej. Jest jednak coś, co go wyróżnia. Od najmłodszych lat Nikifor "bazgrze" obrazki na przypadkowych skrawkach papieru. Bardzo chciałbym móc zobaczyć tę pierwotną sztukę. Sztukę tak istotną i ważną dla Nikifora, że postanawia jej poświęcić życie. Akt odwagi a może i desperacji w obliczu konieczności zapewnienia sobie bytu. Znaczącej edukacji Nikifor nie odebrał żadnej. Opanował elementy pisowni "grażdanką" oraz alfabetem łacińskim, trochę cyfr. Mimo pewnych postępów przez całe życie postrzegany jest jako analfabeta kopiujący napisy.

 

Samouk ratuje się rysunkiem, a następnie malarstwem. Nikifor jest doskonałym rysownikiem i kolorystą. Przebiera pomiędzy kolorami farb niczym wprawny pianista palcami po klawiaturze – malarzem pozostaje nieporadnym. Suma tych wartości jest dodatnia, dając efekt znakomitych, ciekawych obrazów. Wczesne, rysowane ołówkiem studia cerkwi zachwycają kompozycją, budzą zazdrość wyczuciem odgadniętych proporcji drewnianych budowli, finezyjnym postrzeganiem detalu, wyczuwalnym szkieletem konstrukcji pod płaszczem gontu. Co do zasady zachowuje te umiejętności do końca twórczego życia. Z upływem czasu stopniowo one zanikają, przyjmując postać karykaturalną daleko idących uproszczeń. Swój przyczynek mają wyniszczająca choroba oraz pogarszający się wzrok.

1962, fot. Tadeusz Rolke / Agencja Gazeta Krynica po 1963. Z cyklu fotoreportażu o Nikiforze Krynickim, Muzeum Narodowe w Warszawie/PAP/Wiesław Prażuch

 

W malarstwie Nikifor próbuje techniki olejnej i akwareli, wybierając tę ostatnią – wierny pozostaje rysunkowi ołówkiem, później kredką. Prawie każda praca artysty w technice akwareli ma pod warstwą malatury szkic ołówkowy. Technicznie Nikifor nie maluje poprawnie ani farbami olejnymi, ani akwarelami. Stosuje technikę własną. Tak jest uczciwie, tym bardziej że w technice akwareli osiąga ciekawe efekty. Laserunkowo kładzione, świetliste akwarele z czasem ustępują miejsca cięższemu, kryjącemu gwaszowi, kompozycja się upraszcza, kolory stają się jaskrawe, ubywa wysmakowanego detalu. Akwarelę i gwasz coraz częściej zastępuje kolorowa kredka.

 

Bez względu na czas powstania, temat, jakość, obrazy i rysunki Nikifora mnie nie nudzą. Nikifor bardzo się postarał, abym się nie nudził. Studiuję twórczość artysty w kontekście badania autentyczności obrazów jemu przypisywanych i chciałbym móc powiedzieć "katalog zamknięty" a wszystko, co się pojawia, jest falsyfikatem, podróbką lub kopią. Nie da się. Wątpię, aby kiedykolwiek do takiej wygodnej sytuacji doszło. Liczba obrazów, rysunków i innych dzieł stworzonych przez artystę idzie w dziesiątki tysięcy. Niektórzy twierdzą, że nawet powyżej czterdziestu tysięcy. Większość dzieł przepadła i pełna ocena wartości malarstwa Nikifora nie będzie możliwa. Incydentalnie pojawiające się nietypowe obrazy świadczą o niemożności oceny całych cykli twórczych czy tematycznych. Dla wszelkiego autoramentu kontynuatorów sztuki Nikifora sytuacja wymarzona – dla mnie ciekawa konfrontacja.

 

Nikifor, tworząc swoje obrazy, nie kopiował samego siebie. Nie odnajdziemy dwóch identycznych obrazów. Prawdą jest, że ulubione tematy opracowywał wielokrotnie. Niektóre serie obrazów są do siebie podobne. Różni je jednak opracowanie kompozycji, kolorystyka, często format. O ile nie kopiował sam siebie, o tyle uczył się od innych, popełniając rodzaj plagiatu. Wykorzystywał pocztówki, reklamy, fotografie i wiele dostępnych lub udostępnianych mu materiałów ze znanymi, francuskim żurnalami nowoczesnej architektury włącznie. Zapożyczeń u Nikifora odnajdziemy więcej. Ich najtrwalszym i podstawowym fundamentem jest malarstwo cerkiewne (ikony, feretrony). Jest to czas wczesny, czas nauki, więc młody adept malarstwa potrzebuje doskonalenia swojego warsztatu, poszukuje inspiracji. Jest to fakt łatwy do udowodnienia i mało naganny. Studenci akademii od zawsze realizują wprawki malarskie, kopiując wartościowe dzieła epok minionych.

 

"Obyś żył w ciekawych czasach" – to powiedzenie ma sprzeczne konotacje, tworząc pole do interpretacji i skrajnych, często zaciekłych ocen. Nikifor nie mógł przypuszczać, że o jego narodowość czy przynależność etniczną będą toczone spory, a rozprawy sądowe przywrócą mu jego prawdziwe imię i nazwisko. Dla świata sztuki pozostanie Nikiforem Krynickim. Żył w swoim odrębnym świecie, pochłonięty wizją zostania Matejką. Całą otoczkę zdarzeń i ludzi traktował jako dopust boży, akceptując świadomie sytuacje i zdarzenia, na które nie mógł mieć istotnego wpływu. Celem nadrzędnym było malarstwo i fizyczne przetrwanie. Swoisty życiowy oportunizm, urozmaicony żebractwem dla poprawy sytuacji materialnej, a może tylko jako wyraz tak potrzebnego kontaktu z ludźmi.

 

Przychodzi na świat jako poddany jego CK mości austriackiego cesarza. Polski nie ma na mapach świata, a Krynica znajduje się w Królestwie Galicji i Lodomerii. Wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości Nikifor, mniej czy bardziej świadomie, staje się obywatelem nowego państwa. Ma dwadzieścia trzy lata, ale wątpię, aby optował za określoną przynależnością państwową, czy czuł się Polakiem. Pochodził i był związany z grekokatolicką społecznością łemkowską – był sobą. Śladów wielkich, światowych wydarzeń w twórczości artysty nie znajdziemy wiele. Wielka Wojna czy okupacja niemiecka prawie nie istnieją z wyjątkiem incydentalnych akwarel o tematyce wojskowej oraz "hakenkreuzów" hitlerowskich flag.

 

Zdarzenia frontowe szczęśliwie omijają Krynicę, a Nikifor konfrontowany jest z rzeczywistością nowego ładu PRL. Początki są fatalne, ale jest to też czas ludzi życzliwych. Ludzi zabiegających o uznanie dla artysty i jego twórczości oraz zapewnienie godnej egzystencji. Jest to także czas walki o zdrowie artysty trawionego gruźlicą. Ostatecznie są to czasy wernisaży i wystaw, krajowych i zagranicznych. Jest to czas akceptacji, popularności, natłoku zamówień i względnego dobrobytu. Dla Nikifora czas zwycięski, spełniającej się przepowiedni nadanego przez matkę imienia. Pracuje do końca swoich dni. Przeczuwając nadchodzącą śmierć, na szybie szpitalnego okna umieszcza swój ostatni rysunek – "Nikifor idzie do nieba". Był człowiekiem głębokiej wiary.

1962, fot. Tadeusz Rolke / Agencja Gazeta Krynica po 1963. Z cyklu fotoreportażu o Nikiforze Krynickim, Muzeum Narodowe w Warszawie/PAP/Wiesław Prażuch

 

Nikifor odchodzi, pozostawiając po sobie znaczącą, lecz rozproszoną spuściznę artystyczną.

 

Większości amatorów jego twórczości odbiera obrazy prostolinijnie. Obraz jest ładny, wczesny, późny, rzadki, przed lub po Wolffowski, wartościowy artystycznie, coraz częściej "inwestycyjny", fantastyczny w treści, ostateczna "pamiątka z Krynicy", a nawet magiczny. Tych przymiotników/zaklęć jest więcej. Służą nam, współczesnym, dla uzasadnienia nabycia danego obrazu. Te przymioty mają tę wspólną cechę, że pomijają Nikifora, człowieka z jego marzeniami, frustracjami, ubóstwem, ciężką chorobą, niedołęstwem, samotnością, obojętnością środowiska, czasem pogardą wobec jego osoby, czyli tzw. prozą codziennego życia artysty. Tu nie ma magii. Cechą wielu wczesnych obrazów jest uczestnictwo Nikifora w różnych zdarzeniach, co dokumentuje dodanym autoportretem, czasem dodatkowym nieudolnym, objaśniającym dopiskiem. Na swój sposób komunikuje i komentuje zdarzenia wokół jego osoby, szukając zrozumienia i miejsca dla siebie. Powierzchowny odbiór treści takiego obrazu nie wystarcza. Te obrazy interpretuję w kontekście czasu, uwidocznionego miejsca, pokazanych zdarzeń i ludzi. Próbuję odczytać przesłanie artysty – jego marzenia, ambicje, intencje, podziękowania, obawy, czy skargę. Upływ czasu powoduje, że obrazów "opowiadających" powstaje coraz mniej. W końcu Nikifor rezygnuje z prób komunikacji ze światem "zewnętrznym", który nie chce go słyszeć i rozumieć. Poświęca się całkowicie tworzeniu nowych pamiątek z Krynicy.

 

Nikifor zjawiskiem? Ależ tak. Nie zdążyłem poznać Nikifora, mimo że z jego sztuką zetknąłem się jeszcze za życia artysty. Widzę potrzebę uwspółcześnienia pojęcia "zjawisko". Dopasowania do realiów naszych rozpędzonych czasów. Będąc pasjonatem życia i twórczości nietuzinkowej postaci Nikifora widzę i analizuję ją na tle pogmatwanej historii południowej Polski – stron osobiście mi bardzo bliskich. Stworzony stereotyp Nikifora człowieka oraz Nikifora artysty przyjmuję jedynie do krytycznej wiadomości. Artysta nie jest dla mnie prymitywem. Termin ten w języku polskim ma pejoratywne konotacje. Jest malarzem samoukiem, przedstawicielem naiwnego realizmu. Pewien jestem większej złożoności niemalże wszystkiego, co dotyczy artysty. Całość życia i twórczość Nikifora z Krynicy nie jest tylko osobliwym zjawiskiem. Dla mnie to rodzaj trójwymiarowego "matrixu", kostki Rubika, puzzle-układanki, gdzie pojedynczy ruch zmienia całą sytuację, a ukryty mechanizm powiązań pozostaje tajemnicą do rozwikłania. Staram się poznać ten mechanizm, nie burząc całości.

 

Bogdan Karski, ekspert merytoryczny w zakresie malarstwa Nikifora Krynickiego, autor artykułów i prelekcji dotyczących fałszerstw prac artysty oraz różnych aspektów jego sztuki, kolekcjoner sztuki nieprofesjonalnej. Od dziesięcioleci samodzielnie zajmuje się badaniem spuścizny malarskiej Nikifora, weryfikując i poszerzając stan wiedzy o warsztacie artysty oraz o jego biografii.