Rytowniczka architektka
Barbara Narębska-Dębska była związana z architekturą, jeśli można tak powiedzieć, w dwójnasób. Jej ojciec był architektem (rodzina mieszkała w zaprojektowanej przez niego kamienicy w Wilnie), a córka planowała pójść jego śladami. Nie poszła – wybuchła II wojna światowa – i architektoniczny zapał dziewczyny realizował się przez resztę życia w grafice. To była architektura "urpawiana" na małą skalę, z rylcem w ręce, bez stosu papierów, zatwierdzania planów i błotnistych terenów budowy.
Rodzina Narębskich zmieniała miejsce zamieszkania, raz wiedziona tęsknotą, kiedy indziej zmuszona przez okoliczności. Ojciec Barbary – Stefan Narębski, przyszły uzdolniony architekt pochodził z Wileńszczyzny i po studiach w Petersburgu i Warszawie zamieszkał we Włocławku. Tam założył rodzinę i pracował z teściem-architektem. Doszedł do stanowiska miejskiego architekta, ale sukces jaki odniósł nie zagłuszył tęsknoty za ukochanym miastem. Rodzina przeniosła się do Wilna (1928) i w tym mieście spędziła resztę dwudziestolecia międzywojennego. Stefan Narębski również tutaj został miejskim architektem a w 1937 roku dopracował się tytułu profesora na Wydziale Sztuk Pięknych szacownego Uniwersytetu Stefana Batorego. Barbara, córka architekta, mieszkająca w domu jego projektu (Zaułek Montwiłłowski 4/6), odwiedzanym jeszcze do tego przez znanych artystów (Ferdynand Ruszczyc, Ludomir Sleńdziński, Bronisław Jamontt) sama postanowiła zostać artystką-architektką. Ukończyła gimnazjum i zamierzała podjąć studia w Warszawie, na Politechnice. Ponieważ nie miała jeszcze ukończonych osiemnastu lat (ur. 1921), rodzina "oddelegowała" ją na Wydział Sztuk Pięknych, gdzie wykładał Stefan Narębski. Takie przygotowanie miało dać jej rysunkowe podstawy, przydatne w przyszłej karierze architektki. Jednak to te podstawy okazały się jej późniejszym losem. Wojna to jeszcze dwa lata studiów (ukończy je po wojnie, w Toruniu) i pierwsze próby graficzne z przedstawieniami wileńskiej architektury. Po burzliwych przejściach (aresztowanie przez NKWD, wywiezienie w głąb Rosji) czasów wojny przyszło uspokojenie i skupienie na pracy twórczej w nowym środowisku. Do Torunia po wojnie trafiło wielu Wilnian i artystka mogła się tu czuć prawie jak w domu. Tu, pod okiem wileńskich profesorów podjęła studia (1945-1950). Uczyli ją: Edward Kuczyński – drzeworytu oraz Jerzy Hoppen – technik metalowych. Zwłaszcza ten drugi wywarł na artystkę duży wpływ i przez większość uprawiała akwafortę i akwatintę. Narębska wspominała później swój przyjazd do miasta: "Piękno Torunia, w którym zamieszkałam po wojnie sprawiło, że już w czasie studiów próbowałam swoich sił w grafice, odtwarzając zakątki Torunia" (niezidentyfikowany numer "Gazety Toruńskiej" z 1955 roku).
Prezentowane na aukcji "Widoki miast" ryciny przedstawiają nowe ukochane miasto artystki, niedoszłej architektki, która – patrząc na jej dokonania – nie powinna nigdy żałować, że wybrała rylec zamiast kreślarskiego stołu. Są mocno wytrawione przez co odznaczają się wyraźnym kontrastem, a równocześnie niezwykle dekoracyjne i nastrojowe. Są równocześnie zapisem pierwszego olśnienia jakiego doznała artystka – rzadkim przykładem wczesnych prac.