Na styku epok. Malarstwo XIX wieku
XIX stulecie należało niewątpliwie do najciekawszych "momentów" w historii kultury europejskiej. Wydaje się, że słowo moment nie jest tutaj chyba zbyt odpowiednie, bo wszak mówimy o całych stu latach pełnych artystycznych zmagań, skandali i duchowych uniesień. Jedno jest jednak pewne. Nigdy dotąd nie pojawiło się jednocześnie i nie współistniało ze sobą aż tyle odmiennych i różnorodnych od siebie nurtów i stylów. Nigdy wcześniej nie ścierały się ze sobą tak drastycznie dwie frakcje o przeciwstawnych poglądach na sztukę, a batalia pomiędzy klasykami i modernistami nie była aż tak zaciekła.
Przygotowana przez dom aukcyjny DESA Unicum aukcja malarstwa i rysunku tej epoki zabiera Państwa w fascynującą podróż, która swój finał ma na tytułowym "styku epok". To nieco ponad trzydzieści prac znanych i mniej znanych malarzy polskich i obcych, ukazujących różnorodność epoki, a także długie trwanie tradycji, żywej jeszcze na początku kolejnego stulecia.
W XIX wieku sztuka rozwijała się prężnie w kręgu oficjalnych instytucji kultury. Tradycja sięgająca czasów powstania pierwszych akademii była kultywowana i rozwijana we wszystkich ważnych ośrodkach. Artyści odbierali należyte wykształcenie na uczelniach, które prowadziły ich wedle dawnych, utartych schematów. Dominowały w nich studia nad sztuką antyku i skupienie na warsztacie twórcy. Do najważniejszych należały Akademie w Monachium czy Petersburgu. We Francji, a dokładniej w Paryżu, monopol wystawienniczy utrzymywała instytucja Salonu. Tylko i wyłącznie tam artyści mogli pokazywać swoje dzieła. Prace odrzucone przez jury przepadały w odmętach historii. Podobnie było i w innych metropoliach, jak chociażby w wiedeńskim Künstlerhausie. Taki stan rzeczy zaczął budzić z czasem coraz więcej kontrowersji. Narastało niezadowolenie artystów, co doprowadziło do licznych rozłamów.
Najwcześniej doszło do zerwania z oficjalnymi instytucjami kultury w samym Paryżu. To tam, w 1855 roku Gustave Courbet samodzielnie otworzył w prowizorycznym budynku wystawę, którą zatytułował po prostu "Realizm". Zamanifestował tym swoją odrębność wobec schematów akademizmu i wyznaczył ścieżkę dla innych malarzy. Powoli rodził się modernizm. Realiści patrzyli na świat z niezwykłą ciekawością. Wenus zastąpiona została przez zwyczajną modelkę – kobietę z tłumu, postać z krwi i kości, borykającą się z problemami dnia codziennego. Kiedyś Tycjan malował boską piękność z Urbino, teraz Édouard Manet przedstawiał bez skrępowania nagą Olimpię – znaną, paryską prostytutkę. Przewrót realistów skutkował tym, że artyści wyruszyli w plener. Poza murami własnych pracowni dostrzegli niezwykłe zjawiska świetlne i bogactwo towarzyszących im barw. Podczas jednej z porannych przechadzek po porcie w Hawrze powstała koncepcja nowej stylistyki. Claude Monet w 1872 roku stworzył obraz zatytułowany "Impresja. Wschód słońca", który zapoczątkował nowy kierunek – impresjonizm. Wraz z upływem kolejnych dekad sztuka zyskiwała coraz większą autonomię. Jednocześnie współistniały ze sobą akademizm i modernizm. Rzeczywistość ulegała coraz większym modyfikacjom, a na przełomie stulecia artystów dzielił już tylko krok od awangardowej abstrakcji.
Akademizm i historyzm to kierunki, które bezsprzecznie dominowały w pierwszej połowie XIX wieku. Zagadnienie akademizmu nierozerwalnie wiąże się z ówczesnym systemem edukacji i z działającymi prężnie w Europie wyższymi uczelniami artystycznymi. Zadając pytanie o najwyższą wartość, jaką stawiano w owym środowisku na piedestale, samoistnie nasuwa się tylko jedna odpowiedź – antyk. Kultura starożytna była wzorem i wyznacznikiem. Temat musiał być "godny" malarskiego i rzeźbiarskiego rzemiosła. Najlepiej zatem, aby był zaczerpnięty z antycznej przeszłości, mitologii bądź historii.
Najlepszym przykładem jest tutaj monumentalne płótno Wilhelma Kotarbińskiego. Artysta ten zainspirowany przeszłością stworzył wizję triumfalnego pochodu, w którym bierze udział rzymski cesarz. Praca daleka jest wprawdzie od rysunkowej doskonałości akademików, ale wyraźnie osadzona jest w klimacie kierunku. Kotarbiński zasłynął właśnie z tego typu przedstawień i odwołań do historii Grecji, Rzymu i Wschodu. W osobliwy sposób łączył je także z elementami kultury słowiańskiej. Analogii dla oferowanej podczas aukcji kompozycji dostarcza obraz przechowywany obecnie w zbiorach warszawskiego Muzeum Narodowego. Podobnych rozmiarów płótno stanowi tutaj doskonały punkt odniesienia i dodatkowo podnosi rangę ekspresyjnego "Triumfatora". Na uwagę zasługuje również w tym zestawie prac przedstawienie młodej kobiety z Amorem, którego autorem jest Virgilio Díaz de la Peña. Malarz odwołał się w nim bezpośrednio do mitologii, a dokładniej do historii Amora – rzymskiego boga miłości. Osadzona na tle nastrojowego, leśnego pejzażu scena jest także dobrym przykładem wciąż żywych w malarstwie tradycji romantyzmu.
Dużą wartość kolekcjonerską stanowią umieszczone na aukcji prace obydwu braci Gierymskich. Prezentujemy tutaj olejną kompozycję Maksymiliana oraz ołówkowy szkic Aleksandra. Obaj malarze to artyści najwyższej rangi. Ich dzieła pojawiają się na rynku stosunkowo rzadko, dlatego też są niewątpliwą sensacją. Pejzaż z dyliżansem w małym miasteczku autorstwa młodszego z braci to niemal fotograficzny zapis prowincjonalnej rzeczywistości. Pomimo pewnego rodzaju szkicowości uderza w nim skupienie się artysty na poszczególnych postaciach, elementach architektury, a nawet zwierzętach.
Zupełnie odmienna jest praca Aleksandra. Nie idzie tutaj właściwie o samą technikę, ale o przekaz dzieła. Podczas aukcji odbiorca otrzymuje bowiem unikalną możliwość do zakupu szkicu jednego z ważniejszych obrazów polskiego realizmu. Chodzi tutaj oczywiście o przedstawienie "Anioł Pański" z roku 1890, przechowywane w kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie. Śmiało można tutaj porównać Gierymskiego do Jeana Françoisa Milleta, autora dzieła o analogicznym temacie. Szkic o temacie silnie zakorzenionym w tradycji pokazuje zainteresowanie ludem i obrzędowością, a także w znakomity sposób wyraża kultywowane przez Stanisława Witkiewicza idee naturalizmu. W nurcie realizmu i malarstwa o charakterze dydaktycznym utrzymane są także i inne kompozycje, a pośród nich chociażby praca Józefa Rapackiego czy zahaczająca nieco o stylistykę karykatury scenka rodzajowa Franciszka Kostrzewskiego.
XIX wiek to okres, w którym wykształciły się i ugruntowały swoją pozycję znaczące centra artystyczne na mapie Europy. Obok Paryża kluczową rolę odgrywały wówczas "Ateny nad Izarą". Tak bowiem nazywano bawarską stolicę, Monachium, które tak silnie rezonowało na inne obszary Starego Kontynentu. To tam chętnie jeździli także i polscy malarze. Pośród nich byli wspomniani już bracia Gierymscy, Alfred Wierusz-Kowalski czy Władysław Czachórski. Oczywiście najważniejszą personą polskiej kolonii był nie kto inny, jak sam Józef Brandt, wokół którego działała większość polskich twórców.
Artystyczne środowisko jakie wytworzyło się wówczas w Bawarii, z racji na swój jednolity charakter, zyskało miano szkoły monachijskiej. Ikonicznymi dla tego kręgu stały się zimowe sanny, końskie zaprzęgi i dynamiczne przejażdżki. Malarze z niezwykłą łatwością odtwarzali świat natury i sprzężonego z nią człowieka. Dobrymi tego przykładami są tutaj przedstawienia Józefa Jaroszyńskiego, Ignacego Zygmuntowicza czy J. Konarskiego. Zainteresowanie ludowością znakomicie oddaje "Panna młoda" Wierusza-Kowalskiego, a zamiłowanie do przeszłości obraz Władysława Czachórskiego.