19 kwietnia 2021

„NA NASZYM RADARZE” - PIOTR BAZYLKO

Piotr Bazylko, 2021, dzięki uprzejmości Film Boom Productions
 
Julia Materna: Jak rozpocząłeś swoją przygodę z kolekcjonerstwem?

 

Piotr Bazylko: Nie wiem, czy to już było kolekcjonowanie, ale pierwszy obraz kupiłem jeszcze w latach 90. Pracowałem wtedy w "Życiu" z Kubą Sufinem. Pewnego dnia powiedział mi, że wieczorem idzie do pracowni Marka Sobczyka. A ja na to: "Idę z Tobą". I pojechałem. Pamiętam, że weszliśmy do ciemnej piwnicy w bloku na Ursynowie. Siedzieliśmy tam długo. Kuba wybierał pracę, bo wcześniej już umówił się z Sobczykiem na zakup obrazu, a ja się "doczepiłem" i też kupiłem. Obraz był średniej wielkości, mniej więcej 120x90 cm. To było "Mauzoleum Galii Placydii". Pamiętam, że nie był podpisany i Marek Sobczyk szukał w katalogu wystawy w Niemczech, w którym roku go namalował, bo nie pamiętał. Jak znalazł to podpisał obraz.

 

Czyli można było go od razu zabrać?

 

Tak, zabrałem go od razu.

 

I powiesić na ścianie. (śmiech)

 

Tak, odpadł mi wtedy, pewnie bardzo problematyczny, temat transportu. (śmiech) Jakbym to przetransportował? Po prostu wziąłem obraz i wsadziłem do samochodu.

 

Wtedy jeszcze się nie myślało o transporcie zorganizowanym.

 

Tak, musiałbym wtedy chyba wzywać taksówkę bagażową. Więc po prostu wsiadłem i pojechałem. Ale był to po prostu jednorazowy zakup. Kolekcjonowanie sztuki jeszcze mnie wtedy nie "wciągnęło".

 

Jaka była Twoja pierwsza praca, która sprawiła, że Twoja kolekcja malarstwa zaczęła się rozrastać?

 

Najpierw o impulsie – bo on przyszedł wraz z prezentem urodzinowym od żony Aliny – to był kurs fotografii w Warszawskiej Szkole Fotografii nieżyjącego już Mariana Schmidta. Po tym kursie zacząłem kolekcjonować klasyczną czarno-białą fotografię. A pierwszą pracą, przy której można mówić o kolekcjonowaniu, to była praca Wilhelma Sasnala. Pamiętam, że zdobyłem mejla i napisałem do Sasnala. Wysłał mi skany prac, spotkaliśmy się i wybraliśmy jedną z nich. Alina chciała inną, ja chciałem inną. W końcu kupiliśmy serię dziewięciu obrazów. Zastanawialiśmy się, czy nie kupić więcej, ale stwierdziliśmy, że nie mamy miejsca na ścianie.

 

Jeszcze nie mieliście wtedy magazynu.

 

Mówię o tym raczej dlatego, że to właśnie przykład myślenia początkującego kolekcjonera – myśli się "miejscem na ścianie". Ale kupiliśmy, to co kupiliśmy. Wilhelm  przywiózł te prace, rozłożone po trzy, do nas do domu. Zbiliśmy je i powiesiliśmy, a po czasie uznaliśmy, że te prace źle wyglądają razem, więc najpierw je rozdzieliliśmy po trzy i wisiały w trzech różnych miejscach. A potem napisałem do Wilhelma, czy można je w ogóle rozdzielić, nie na zasadzie, żeby je wieszać w różnych miejscach, ale żeby każdą z nich osobno oprawić. Dzisiaj oprawione wiszą wszystkie razem obok siebie w naszej sypialni.

 

Widzicie się z Sasnalem co jakiś czas? Utrzymujecie kontakt?

 

Od czasu do czasu wpadamy na siebie przy różnych okazjach. Kiedyś robiliśmy z Wilim wywiad do ArtBazaar. Najpierw spotkaliśmy się z w hotelu, a następnego dnia pojechaliśmy do jego nowej wtedy pracowni. To był okres, kiedy Sasnal mieszkał na osiedlu koło krakowskiego Muzeum Lotnictwa. Pamiętam, że na ścianie pracowni był fajny rysunek jego syna, Kacpra.

 

Po zapoznaniu się z Przewodnikiem kolekcjonowania sztuki najnowszej, który napisałeś razem z Krzysztofem Masiewiczem, pojawia się jedna myśl. Jesteś kolekcjonerem nie tylko z zamiłowania do piękna, ale też badaczem sztuki.

 

Nie wiem, czy jestem badaczem, bo nigdy nie studiowałem historii sztuki. Wszystko, czego się nauczyłem, nauczyłem się sam i organicznie. Trochę tak jest z nauką kolekcjonowania – uczysz się powoli i najczęściej przez doświadczenie. A potem im więcej wiesz, tym więcej widzisz. Żeby kolekcjonować sztukę, trzeba się nią interesować. Nie można tak po prostu pójść i kupić obraz. Wtedy kupujemy nazwiska, pojedynczą pracę, ale to nie jest jeszcze kolekcjonowanie. Ale to oczywiście przychodzi z czasem. Choć niekoniecznie trzeba to robić na "pełen etat". Kolekcjonowanie "od czasu do czasu" też przynosi dużo przyjemności i ciekawych odkryć. Ale na pewno trzeba zacząć. Może ta aukcja będzie dla niektórych dobrym początkiem?

 

Wróćmy do badania sztuki. Jakie widzisz zmiany w sztuce ostatnich latach?

 

Myślę, że każdy odpowiedziałby inaczej. Ja skupię się bardzo widocznych w młodej sztuce autoportretach, bo one mnie bardzo interesują jako kolekcjonera. Mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie, świecie selfie, te autoportrety stały się dużo bardziej obecne i widoczne w twórczości, szczególnie młodszego pokolenia artystów. To spojrzenie na siebie poprzez płótno, lustro, aparat fotograficzny, cokolwiek to jest.

 

To poszukiwanie indywidualności?

 

Tak, myślę, że pokolenie, które teraz debiutuje, myśli dużo bardziej indywidualistycznie. Jest dużo bardziej świadome tego, kim chce być, co chce robić, a jednocześnie napotyka dużo więcej barier niż na przykład moje pokolenie, które w dorosłe życie weszło na początku lat 90. To może być to bardzo frustrujące dla nich. Ale fascynujące do obserwowania.

 

Nawiązując do zmian, które obserwujesz w twórczości młodych artystów… Jak zmienił się rynek sztuki w Polsce na przestrzeni ostatnich 20 lat? Jakie jest nowe pokolenie kolekcjonerów?

 

Myślę, że rynek powoli dojrzewa. W pewnych aspektach zmienia się szybciej, następują przyspieszenia, później przestoje, później znowu przyspieszenie i znowu przestój. W ciągu niespełna 20 lat można było zaobserwować bardzo powolny, lecz stabilny rozwój rynku galeryjnego. Na pewno pandemia paradoksalnie przyspieszyła rozwój rynku galeryjnego. Ludzie mieli więcej czasu, nie mieli na co wydawać pieniędzy, więk kupowali sztukę (śmiech). Ale przede wszystkim wielka zmiana nastąpiła na rynku aukcyjnym. To oczywiście nie jest efekt tylko Covid-19, ale ostatnich kilku lat. Pamiętam, gdy prowadziłem zajęcia z kolekcjonowania sztuki najnowszej, to zawsze pokazywałem diagramy kołowe poszczególnych składowych aukcji na świecie i w Polsce. W Polsce dominowała sztuka dawna. Dziś to już się wyrównało, a nawet sztuka współczesna i najnowsza wyprzedziły w udziale rynkowym sztukę dawną, tak jak ma dojrzałych rynkach sztuki na świecie.

 

W którymś z wywiadów wskazałeś temat Polski jako obszar Twoich zainteresowań.

 

Temat "polskości" zawsze mnie interesował. Czym jest polskość, jak jest wyrażana, jak widzimy nasze symbole narodowe - flagę, godło, kontur Polski? Próbowałem kiedyś kupić nawet pracę zagranicznego artysty na temat polskości. Na aukcji w nie istniejącym już internetowym domu aukcyjnym Paddle 8 można było kupić fotograficzną pracę Simona Starlinga, który przemalował powstałego w Polsce "Malucha" na barwy biało czerwone i pojechał nim z Polski do Turynu, gdzie jest siedziba FIAT-a. Tam "Maluch" zawisł w galerii Franco Nero, a później trafił do kolekcji Patrizii Re Rebaudengo. To, co ja licytowałem, to był zestaw fotografii pokazujących projekt Starlinga. Niestety przegrałem tę aukcję.

Piotr Bazylko, 2021, dzięki uprzejmości Film Boom Productions
 
Jak opisałbyś swoją kolekcję? W momencie rozpoczęcia nie ma jeszcze zarysu, ale zawsze rozwija się w pewien sposób.

 

Moim zdaniem pierwsze zakupy powinny być absolutnie intuicyjne, a później to się po prostu dzieje. Intuicja zawsze gdzieś prowadzi. Kiedy kolekcja rośnie, można zaobserwować elementy wspólne prac, które cię interesują. Nie interesuje cię wszystko, bo nie może cię interesować, więc automatycznie dokonujesz selekcji. Polskość, autoportrety czy w ogóle temat historii XX i XXI wieku w mojej kolekcji pojawiły się w sposób naturalny. Nie było to coś, co było od początku zaplanowane i moim zdaniem nie powinno się od początku planować kształtu kolekcji. Pierwsze zakupy, pierwsze interakcje ze sztuką powinny być absolutnie na poziomie intuicyjnym, bazować na naszych zainteresowaniach. Takiej "dziecięcej" fascynacji sztuką.

 
To są chyba najlepsze zakupy. Nie możemy nazwać kupowania z zamiarem czysto inwestycyjnym kolekcjonowaniem.

 

To są dwie różne sprawy, aczkolwiek myślę, że najlepsze zakupy inwestycyjne pojawiają się w momencie kolekcjonowania. Pytanie tylko brzmi, czy kolekcjoner chce to sprzedać?. Wydaje mi się, że kolekcjoner mniej kalkuluje niż inwestor. Przez to jest w stanie dokonać lepszych wyborów, przynajmniej długoterminowo.

 
Wchodzi też w głębsze relacje z artystami, a to też istotny aspekt kolekcjonowania sztuki.

 

ArtBazaar stworzyliśmy, aby pisać o sztuce i propagować kolekcjonowanie. Ale równie ważnym elementem było to, że mogliśmy odwiedzać w pracowniach swoich ulubionych artystów. Dzisiaj to już norma, ale te kilkanaście lat temu mało kto to robił. Myśmy chodzili po prostu do tych pracowni, spotykaliśmy, zaprzyjaźniliśmy się z częścią artystów. To był taki bonus przy prowadzeniu ArtBazaaru, że mieliśmy taką możliwość. Wszyscy chętnie się z nami spotykali. Obie strony były tym zainteresowane – my chcieliśmy poznać trochę artystów, a artyści chcieli poznać nas. Byliśmy dla części artystów archetypem kolekcjonera, bo zwykle w tamtych czasach nie mieli do czynienia z kolekcjonerami na co dzień.

 

Kiedy pojawiła się myśl o książce, większej publikacji?

 

To nie był nasz pomysł. Pamiętam, że rozmawiałem z Bogną Świątkowską, szefową Fundacji Bęc Zmiana, z którą kiedyś pracowaliśmy razem w "Życiu Warszawy" i się przyjaźniliśmy.  Bogna mówi: "Słuchaj Bazyl (bo dla przyjaciół jestem "Bazylem"), wy tyle piszecie o sztuce, a ja jestem w stanie zdobyć pieniądze na stworzenie specjalnego numeru ‘Notesu Na 6 Tygodni'. Czy chcielibyście to zrobić?". Pomyślałem: "Czemu nie? Robimy!". Zrobiliśmy to w trzy miesiące. Ten notes ukazał się latem 2008. To była bezpłatna publikacja w trzech językach: po polsku, angielsku i niemiecku. Miała ona z jednej strony propagować kolekcjonowanie w Polsce, a z drugiej propagowała artystów i polskiego świata sztuki. Wkrótce potem Magda Kochanowska, która była wtedy szefową Fundacji Sztuki Polskiej ING, zaproponowała nam, żeby z notesu zrobić książkę. W kolejne pięć miesięcy napisaliśmy książkę. A drugie, absolutnie na nowo napisane, wydanie "Przewodnika kolekcjonowania sztuki najnowszej" ukazało się dzięki Kamili Bondar, z Fundacji Sztuki ING, która razem z Bogną zaangażowała się w przygotowanie tej książki.

 

Z jakim oddźwiękiem spotykała się każda z tych publikacji? Czułeś, że masz wpływ na rozwój rynku sztuki w Polsce?

 

Długo odrzucaliśmy myśl, że mamy wpływ na rynek sztuki. Od początku, jak tylko zaczęliśmy pisać, równocześnie pojawiały się pozytywne opinie, jak i zarzuty, że wpływamy na rynek sztuki. Długo nie przyjmowaliśmy tego do wiadomości. Sygnałem, że mamy rzeczywisty wpływ, było, jak po artykułach w ArtBazaarowych rubrykach "Świeżo malowane" czy "Na naszym radarze" artyści i artystki wyprzedawali szybko większość prac z pracowni. To był konkretny wpływ…

 

Co skłoniło Cię do przekazania nam swojej kolekcji?

 

Kilka kwestii. Po pierwsze, uporządkowałem swoją kolekcję. Nareszcie dzięki pandemii przebywałem więcej w domu i w końcu ogranąłem wszystko, co mam. Zrobiłem porządek z tym, co zbierałem przez lata. Po drugie zabrałem swoje prace, które wisiały w firmie, bo z niej odszedłem.

Jak to wszystko się stało, to zrozumiałem, że nigdy nie będę w stanie cieszyć się wszystkimi pracami, które kupiłem przez ostatnie 20 lat tak, jak powinienem. Że część powinienem oddać. W domu możemy powiesić, postawić ograniczoną, konkretną ilość prac. Cały czas i tak toczy się wojna między mną a Aliną o zagospodarowanie każdej wolnej przestrzeni. Jak tylko Alina spuści mnie z oka, to zaraz "zagospodarowuję" wolną przestrzeń. Ale już tej wolnej przestrzeni praktycznie nie ma. A w mojej kolekcji jest blisko 700 prac, więc nie mogą one cały czas być pokazywane. Muszą rotować. A to oznacza, że te, które przekazałem na aukcję pewnie leżałyby w magazynie, a na ściany wróciłyby za kilka lat. Więc może lepiej, by korzystał z nich ktoś inny. A ja pieniądze ze sprzedaży prac na tej aukcji przeznaczę i tak na projekt związany ze sztuką.

 

Ta aukcja to również zachęta do kolekcjonowania.

 

Zachęcamy do kolekcjonowania od kilkunastu lat. Poznałem osoby, które zainspirowały nasze publikacje, książki czy teksty na blogu. Więc może ta aukcja prac z mojej kolekcji będzie po prostu kolejną zachętą dla nowych osób? Dodatkowo chciałbym pokazać, zwłaszcza tym którzy planują rozwój swoich już istniejących kolekcji, że kolekcja może sama żyć, sama się finansować. To też jest ważne, bo przecież większość kolekcjonerów sztuki najnowszej w Polsce, to nie są milionerzy.

Piotr Bazylko, 2021, dzięki uprzejmości Film Boom Productions