1 marca 2021

My name is Koval, Funky Koval

Weronika Daniluk

 

Tytułowy bohater komisku "Funky Koval" to postać na miarę Jamesa Bonda.  Kosmiczny kowboj, detektyw Agencji Universs, kobieciarz, męski i nieustraszony pierwszy do bitki, gdy trzeba bronić świata. Heroiczny, choć nie pozbawiony przywar.

 

Sensacyjne losy bohatera ujęte w trzech albumach wydawanych najpierw w odcinkach nakładem pisma "Nowa Fantastyka" od początku tworzone były w zachodnim stylu. Podbiły serca polskich czytelników. Pierwszy tom ukazał się potem także na Węgrzech i w Czechosłowacji.

Sylwetkę rosłego mężczyzny z szerokim, hollywoodzkim uśmiechem i mocno zarysowaną szczęką stworzył Bogusław Polch- osoba, której, fanom polskiego komiksu nie trzeba przedstawiać. Rysownik "Kapitana Żbika" i "Ekspedycji", autor pierwszej komiksowej adaptacji "Wiedźmina" oraz oczywiście, wspominanego "Funky'ego Kovala".

 

Pomysł na przygody o kosmicznym bohaterze, który według pierwszej koncepcji miał nazywać się Punky Rock, powstał w 1982 roku w głowach redaktora prozy zagranicznej Jacka Rodka i pisarza Wiktora Żwikiewicza dla Fantastyki.

 

Z wywiadu- rzeki Bogusława Polcha:

"Potem spotkałem się ze scenarzystami. Jacek [Rodek] wyciągnął taki skundlony zeszyt. Potem się dowiedziałem, że to dlatego, że pokazywał go komu sie dało i każdy po przejrzeniu kilku stron rzucał nim w Rodka, albo gdzie się dało dalej. A Jacka strasznie to wkurzało. Tam w środku był pomysł, który Jacek opracował razem z Wiktorem Żwikiewiczem. Seria opowieści w najróżniejszych stylach i klimatach, gdzie gdzie jedynym łącznikiem była postać bohatera. Odcinki miały po trzy strony, więc od razu zaprotestowałem. Ma być po cztery strony, bo tak się robi na Zachodzie. Sprawdziłem, obcykałem, wtedy jest miejsce i czas na wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Zgodził się i mówi: "Ale niech to będą jednorazówki i lecimy po różnych gatunkach". Ja się zgodziłem. Przeczytałem ten zeszyt. To się nazywało "Punky Rock". Zaprotestowałem i zmieniłem nazwę. Uważałem, że po co ma być taka obca, skoro może być bardziej swojska, polska, nasza."

(B. Polch, K. Śmiałkowski, Kontrakt rysownika czyli komiksowy żywot Bogusława Polcha, Łódź 2018)

Okładka Nowej Fantastyki, Numer 6 (105), czerwiec 1991, fot.: Archiwum Nowej Fantastyki

 

Komiks to ostatecznie dzieło trzech artystów. Od strony scenopisarskiej pracowali nad nim Jacek Rodek, oraz Maciej Parowski, a ilustracje do przygód tworzył Bogusław Polch. Przeznaczony dla dorosłego czytelnika, który był w stanie odczytać grę z konwencją i wielopoziomowe aluzje. Zawierał wiele odniesień do ówczesnej sytuacji politycznej- na przykład występowała w nim postać charakterystycznego rzecznika prasowego- George'a Fannera- w rzeczywistości parodia Jerzego Urbana. W latach 80 Funky na kartach komiksu walczył z policjantami, co dawało upust napięciom społecznym związanym ze stanem wojennym. "Funky Koval" zawierał  odważne sceny nagości- jedne z pierwszych w polskim komiksie, a także wiele żartów. Tablica samochodu skorumpowanych policjantów nosiła numery rejestracyjne auta redaktora naczelnego "Fantastyki" Adama Hollanka. O względy Funky'ego walczyły Lill Rye- Miss Universum, inspirowa Marilyn Monroe, oraz Brenda Lear- pracowniczka agencji "Universs". Lill Rye zostaje zamordowana w trzeciej części i to Brenda zostaje partnerką Funky'ego. Trudno się dziwić, skoro wyglądu użyczyła jej żona ilustratora- Dana Polch…

 

Prezentowany na naszej aukcji projekt to okładka Fantastyki z 1991 roku, w której publikowane były kolejne części trzeciego albumu przygód o polskim superbohaterze pt. "Wbrew sobie", kiedy Funky uzyskuje stopień komandora. Stracił już swój wymuskany wygląd z początku serii. Jest przedstawiony z okularami drolli- obcej rasy, z którą najpierw walczy, a potem sprzymierza siły.

Bogusław Polch wykreował skończony świat o niepodrabialnym stylu jego hipertechniczej kreski i przywiązaniu do detalu. Uważny czytelnik ze szczegółów na drugim planie dowie się, kiedy urodził się Funky Koval, jaką ma grupę krwi i że czyta… "Fantastykę". Według anegdoty na widok szczegółowego szkicu monety Bogusława Polcha, Janusz Christa zapytał, czy jest sens tak ją cyzelować, skoro nikt jej nie zobaczy. Polch odpowiedział: "Ale ja wiem, co tam jest."