Mariola Przyjemska. Przeskalowana zmysłowość

Poznaj artystę

Mariola Przyjemska. Przeskalowana zmysłowość

Mariola Przyjemska pozostając wierną problematyce widzenia i percepcji, w pierwszych dekadach XXI wieku na nowo odkrywa potencjał barwy, koncentrycznych układów, rytmicznych powtórzeń i spiralnych struktur.

 

Jej obrazy, dialogujące z doświadczeniami wczesnego modernizmu, dziś zyskują szczególną zmysłowość. Choć emanują ruchem i dynamiką, paradoksalnie zatrzymują spojrzenie odbiorcy na powierzchni płótna, nęcąc iluzją wirującej głębi. Rozmieszczone równomiernie na całym polu obrazowym motywy przypominają wzory tapet, tworząc pulsujące układy abstrakcyjnych form i spiralnych ornamentów.

Mariola Przyjemska, Bez tytułu (Wolimierski), 1997

Źródeł tych poszukiwań należy upatrywać już w pracy dyplomowej artystki zatytułowanej "By miłość i wiara stały się również moim udziałem", obronionej w 1988 w pracowni malarstwa profesora Tadeusza Dominika na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Ta interdyscyplinarna realizacja, eksponowana w warszawskiej Galerii Dziekanka, łączyła ekstatyczne malarstwo z instalacją rzeźbiarską i wątkami mistyczno-duchowymi. Do części artystycznej Przyjemska dołączyła aneks teoretyczny zatytułowany "Tak mało kobiet", stanowiący otwartą krytykę męskiej dominacji i hegemonii w ówczesnym świecie sztuki. Dyplom artystki w swej z jednej strony niezwykle malarskiej formie (obrazy nawiązujące do fenomenu kobiecych ekstaz religijnych), a z drugiej odnoszący się do estetyki pop-artu zapowiadał feministyczne i zaangażowane społecznie wątki, które odnalazły odniesie w późniejszej jej twórczości.

Mariola Przyjemska, Bez tytułu, 1988, praca z realizacji dyplomowej - „By miłość i wiara stały się również moim udziałem”
Mariola Przyjemska, Flowers and Ass, 1988, praca z realizacji dyplomowej - „By miłość i wiara stały się również moim udziałem”

Zainteresowanie abstrakcją, afektem i ideą rewolucji pozostaje obecne w jej twórczości od samego początku. Szczególnym momentem okazał się cykl "Metki", realizowany w latach 1994–2000, który stał się pomostem między działalnością fotograficzną i malarską Przyjemskiej. Choć dzieła z tej serii, silnie osadzone w dyskursie krytyczno-konsumpcyjnym, powstały przy użyciu fotografii, artystka zastosowała w nich zabiegi bezpośrednio torujące drogę jej późniejszemu malarstwu abstrakcyjnemu. Szczególnie przełomowa okazała się tu być radykalna zmiana skali, odwrócenie perspektywy widzenia oraz formalny dialog z tradycją awangardy.

Mariola Przyjemska, „Demon”, fotografia barwna, 1996/2001

Istotnym punktem odniesienia dla twórczości Przyjemskiej pozostaje twórczość Gerharda Richtera, któremu artystka poświęciła pracę "Richter" z 1995 – wielkoformatową fotografię przedstawiającą lewą stronę metki odzieżowej. Choć jej stosunek do niemieckiego twórcy miał charakter ironicznego dialogu, bazował on jednak na szacunku dla jego strategii artystycznych. W dziele "Richter" elementy współoddziaływania obu postaw artystycznych można dostrzec w plątaninie kolorowych nitek i włókien, które ujęte w ramy wielkoformatowej fotografii przypominają ekspresyjne, wielowarstwowe pociągnięcia pędzlem i szpachlą.
 

Konsekwentnie wypracowany język abstrakcji Przyjeskiej wybrzmiał także wprost w pracy "Abstract Painting" z 1996, należącej do najbardziej rozpoznawalnych realizacji cyklu "Metki". Lewa strona przedstawionej metki przywodzi na myśl eksperymenty malarskie Richtera – jak chociażby jego monumentalną realizację "Abstraktes Bild" – zachowując jednocześnie charakter rewersu logotypu. W rezultacie staje się autonomicznym obrazem, funkcjonującym niezależnie od swojego użytkowego kontekstu.

 

Podstawę abstrakcyjnego modusu Przyjemskiej stanowi także nieustanny dialog z tradycjami historycznej awangardy, przede wszystkim suprematyzmu i konstruktywizmu. Wczesne cykle artystki, takie jak "Kosmetyki" czy "Pistolety", przekształcały przedmioty codziennego użytku oraz broń palną w obiekty estetycznej kontemplacji. Wyjęte z użytkowego kontekstu, pozbawione swojej pierwotnej funkcji stawały się w efekcie artystycznymi formami wizualnymi.

Mariola Przyjemska, „Pope’s pistol”
Mariola Przyjemska, Bez tytułu, 2014

Równolegle z rozwojem malarskich abstrakcji, w 2007 powstał fotograficzny cykl "Uroki buntu". Wraz z fotografiami i obrazami przygotowanymi na wystawę "Warszawa w Budowie 8. Wreszcie we własnym domu", prezentowaną w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie w 2016, stworzył on charakterystyczny, indywidualny świat Przyjemskiej, zbudowany z intensywnych kolorów, neonów oraz wyrazistych geometrycznych form. Fotografowane z niezwykłą precyzją motywy nabrały odrealnionego charakteru, szczególnie w konfrontacji z obrazami gruzowisk i materialnych pozostałości przywołujących skojarzenia z powojennymi ruinami czy ludzkimi szczątkami.

 

W licznych wypowiedziach Mariola Przyjemska podkreśla, że najwyższą wartością pozostaje dla niej wolność – zarówno w wymiarze politycznym, jak i artystycznym. Jak sama uważa, sztuka powinna zachować autonomię, a artystka – niezależność. (wypowiedź artystki w katalogu wystawy retrospektywnej "Mariola Przyjemska. Konsumpcja, konstrukcja i melancholia" Zachęty Narodowej Galerii Sztuki).

 

W latach 80., przypadających na artystyczny debiut Przyjemskiej, feminizm w polskim środowisku artystycznym pozostawał zjawiskiem raczej marginalizowanym, czego wymownym świadectwem są losy Ewy Partum czy Natalii LL. Polska krytyka miała wówczas trudności z interpretacją kobiecych działań i zbywała twórczość wyżej wymienionych artystek jako "prowokację", "pornografię", a w najlepszym wypadku – jako krytyczny komentarz do PRL-owskich niedoborów. Nawet kobiety-kuratorki więcej uwagi poświęcały promocji artystów niż artystek, przez co liczne twórczynie do dziś czekają na pełne uznanie i odzyskanie należnego miejsca w historii sztuki.

 

Pomimo przeciwności, dzięki niezwykłej odwadze i determinacji Przyjemskiej udało się jednak ugruntować swoją pozycję w środowisku. Artystka nie bała się wychodzić przed szereg. Gdy chciała zorganizować niezależną wystawę, "samopas" zwróciła się do proboszcza kościoła św. Krzyża w Warszawie posiłkując się pismami polecającymi od swoich profesorów. Silna osobowość artystki odnajdywała wyraz także w konsekwentnym eksperymencie z formą, której nadawała osobisty i symboliczny wymiar – nie zważając na dominujące w ówczesnej sztuce trendy.

 

Jej prace czerpią motywy ze świata dobrze znanych produktów i przedmiotów codziennego użytku, jednak dzięki przeskalowaniu, fragmentaryzacji, multiplikacji oraz wyjęciu z pierwotnego kontekstu stają się one niepokojąco obce. Pozornie zwyczajne obiekty przejmują kontrolę nad odbiorcą, zapowiadając trudną do zdefiniowania katastrofę – wizualną eksplozję form zamkniętych w obrębie jednej kompozycji.