Malarskie podwórko Jagody Charkiewicz
Na nadchodzącej Aukcji Młodej Sztuki pragniemy zaprosić Państwa do odkrycia wyjątkowych dzieł i fascynujących historii twórców, którzy za nimi stoją. Jedną z takich osobowości jest Jagoda Charkiewicz – artystka, która swoje inspiracje czerpie z otaczającego świata. W jej twórczości odbijają się subtelne obserwacje natury, wspomnienia leśnych wędrówek oraz bliskość najważniejszych dla niej osób. To właśnie te motywy – na pozór codzienne, a jednocześnie niezwykłe – stają się bohaterami jej prac, pełnych emocji i wrażliwości. Jagoda Charkiewicz maluje świat widziany przez pryzmat własnej wyobraźni, zapraszając widzów do udziału w tej intymnej podróży.
Jagoda Charkiewicz rozpoczęła swoją drogę artystyczną od jubilerstwa, które zgłębiała w częstochowskim liceum plastycznym. Następnie kontynuowała edukację na Wydziale Grafiki warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie zdobyła dyplom z projektowania graficznego pod kierunkiem profesora Majewskiego. Równolegle stworzyła aneks malarski pod opieką profesora Styki. Przez lata twórczej aktywności i nieustannej pracy artystycznej, Jagoda Charkiewicz wciąż rozwija swój warsztat, malując i tworząc z pasją, a jednocześnie czerpiąc inspiracje z otaczającego ją świata. Właśnie o tych źródłach natchnienia, procesie twórczym oraz osobistych przemyśleniach artystki mogą Państwo przeczytać w poniższym wywiadzie. To zaproszenie do bliższego poznania jej artystycznego świata.
Jagienka Parteka: Co byś chciała wyrazić poprzez swoje obrazy?
Jagoda Charkiewicz: Moje obrazy można określić jako malarstwo intymne – to najtrafniejsze określenie, jakie przychodzi mi na myśl. Stanowią one swoisty dziennik moich pomysłów, zarówno tych nieco szalonych, jak i głęboko przemyślanych. Przede wszystkim jednak są zapisem czystej radości, jaką odnajduję w procesie tworzenia. Malowanie to moja największa pasja, której oddaję się z miłością i zaangażowaniem. Moim pragnieniem jest, aby odbiorca mógł poczuć tę radość. Jeśli w czasie oglądania moich prac choć na chwilę się uśmiechnie, odnajdzie w nich iskierkę szczęścia, to wiem, że osiągnęłam swój cel. Radość, która rodzi się we mnie, płynie dalej – przekazana widzowi, staje się częścią jego świata. To piękny, ciągły proces, który daje sens mojej twórczości.
JP: Z czego czerpiesz najwięcej inspiracji?
JC: Czerpię inspirację z tego, co mnie otacza. Jeśli maluję rośliny, to są to te, które widuję na co dzień – w moim ogrodzie, na spacerach, w znajomych zakątkach. Jeśli wybieram pejzaż, to tylko taki, który niesie ze sobą osobistą historię, miejsce pełne wspomnień i znaczeń. Ludzie na moich obrazach to zawsze bliscy – ci, którzy są częścią mojego życia. Nie dziwi więc to, że najczęściej wracam do portretów mojego męża, naszego psa, a także siebie samej. Uwielbiam też podążać za wszelkimi pomysłami, które przychodzą mi do głowy, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się lekko absurdalne. Właśnie w tej swobodnej zabawie ideami tkwi magia tworzenia – pozwala uchwycić to, co ulotne i osobiste, nadając temu formę, która może przemawiać także do innych.
JP: Jak wygląda Twój proces twórczy?
JC: Ostatnio odkryłam, że najlepiej maluje mi się w seriach. Gdy tylko znajdę inspirujący trop, staram się podążać za nim i zgłębiać go na różne sposoby, aż do momentu, gdy wyczerpię jego potencjał. Każdy nowy pomysł staje się zalążkiem kolejnego cyklu. Pewnego dnia trafiłam na farby, które były właściwie bezużyteczne – ich konsystencja pozwalała jedynie na wylewanie prosto z tubki. Zamiast się zniechęcić, wykorzystałam tę właściwość, tworząc kolorową serię obrazów przedstawiających zwierzęta. To była spontaniczna zabawa, która jednak z czasem ustąpiła miejsca innym tematom. W momencie przeprowadzki na Podlasie odczułam przesyt wcześniejszymi pracami. Tam narodziła się seria "Rok w raju" – cykl pejzaży, które odzwierciedlają spokojną atmosferę i piękno mojego nowego miejsca na ziemi. Proces tworzenia pomógł mi zbudować więź z tą przestrzenią, dał poczucie komfortu i przynależności. Po realistycznych przedstawieniach otoczenia zwróciłam się ku bardziej fantastycznym kompozycjom. Nadal czerpałam z rzeczywistości, ale zestawiałam elementy w sposób nieoczywisty, wychodząc poza granice wyobraźni. Ten sposób myślenia wciąż jest obecny w mojej twórczości.
Interesującym etapem moich poszukiwań była eksploracja możliwości sztucznej inteligencji. Obserwując jej rozwój, stworzyłam serię "Pomidorowych wiedźm". Kolejnym ważnym projektem była seria "Apaszki" – obrazy oparte na symetrii, powtarzalnych motywach i wysokim stopniu detalu. W tym samym czasie pracowałam nad "Kobietami-bukietami", cyklem, który kontynuuję do dziś. Kobiece sylwetki ubieram tam w roślinne i kwiatowe formy, tworząc połączenie delikatności i siły. Pomysłów nigdy mi nie brakuje. Każdy z nich otwiera nową ścieżkę, a ja staram się podążać nią z pasją, rozwijając swoje artystyczne wizje i poszukując coraz to nowych, inspirujących realizacji.
JP: To bardzo ciekawe, czy możesz się w takim przypadku podzielić znaczeniem powtarzających się postaci lub motywów (takich jak postaci kobiet, kwiaty, grzyby), których używasz w swoich pracach?
JC: Przede wszystkim – jestem kobietą. To właśnie dlatego postacie kobiet i kwiaty stanowią dla mnie metaforę piękna, ale jednocześnie przemijania. Zestawienie tych dwóch aspektów w jednym obrazie zachwyca formą i walorami estetycznymi, a przy tym prowokuje do refleksji. Fascynuje mnie również niedoskonałość – te subtelne rysy, które nadają rzeczom i postaciom charakteru. Nadpsute liście, owoce w fazie rozkładu… W moim języku malarskim takie nadgniłe jabłko zdaje się mówić: "Spójrz, jakie jestem dojrzałe, pełne doświadczeń. Czyż nie jestem piękne w swojej niedoskonałości?". Grzyby, które pojawiają się w moich pracach, to wyraz inspiracji czerpanych z otoczenia. Uwielbiam długie spacery po lesie – zapamiętuję detale, robię zdjęcia, zapisuję te obrazy w folderze zatytułowanym "pomysły na obrazy". Podobnie jest z roślinami – ich źródło to mój własny ogród, podwórko, najbliższe otoczenie. Można więc powiedzieć, że moje obrazy są odbiciem mnie samej. To fragmenty mojego codziennego życia, zapisane w formie, kolorze i kompozycji – bliskie, osobiste, autentyczne.
JP: Czy oprócz własnego otoczenia są jacyś pasjonaci, artyści, których twórczość cię szczególnie interesuje/inspiruje?
JC: Nie fascynuję się konkretną osobą ani określonym nurtem w sztuce. Zamiast tego chętnie sięgam po biografie artystów, szukając w nich inspiracji, nie w ich twórczości, ale w podejściu do procesu tworzenia. Nie interesuje mnie naśladowanie kogokolwiek. Żyjemy w czasach, w których często powtarza się, że "wszystko już było" – kopiowanie jest więc nie tylko niepraktyczne, ale i bezcelowe. Moją odpowiedzią na te wyzwania jest ciągłe poszukiwanie nowości. Podziwiam pewne cechy artystów, na przykład nieposkromioną pewność siebie Salvadora Dalego – bezwstydne przekonanie o własnej wspaniałości. Jest w tym coś imponującego. Jednocześnie wiem, że taka postawa bywa destrukcyjna dla relacji z innymi, a to już zupełnie mnie nie pociąga. Nie pragnę tworzyć jak ktoś inny, nawet najbardziej uznany twórca. Bardziej cieszyłoby mnie posiadanie kolekcji obrazów moich ulubionych artystek i artystów – podziwianie ich indywidualności, niżeli próba wtapiania się w ich styl. Moja droga to poszukiwanie własnego głosu, bez porównywania i kopiowania, lecz z szacunkiem do tych, którzy wytyczyli swoje unikalne ścieżki.
JP: Czy malarstwo jest jedyną dziedziną sztuki, w której się wyrażasz?
JC: Bez wątpienia to właśnie malarstwo zajmuje mnie najbardziej, ale zdarzyło mi się także zilustrować kilka książek dla dzieci. Od kilku lat z fascynacją eksperymentuję również z mozaiką – medium, które urzekło mnie swoją unikalnością. Mozaika to sztuka pełna paradoksów: ograniczenia, jakie narzuca, stają się jej największą siłą. W tym procesie nie można po prostu wymieszać farb, by uzyskać wymarzony kolor – trzeba polegać na tym, co już istnieje, i w tych granicach odkrywać nieskończone możliwości. To właśnie te "braki", ta konieczność twórczej dyscypliny, stanowią prawdziwą magię techniki. Mozaika uczy cierpliwości, precyzji i innego spojrzenia na świat – w kawałkach można odnaleźć pełnię.
JP: Czy możesz opowiedzieć nam o szczególnie trudnej pracy czy projekcie, nad którym pracowałaś i jak pokonałaś przeszkody podczas tego procesu?
JC: Czasami mam wrażenie, że celowo wybieram trudniejsze ścieżki. Doskonałym przykładem takiego podejścia jest projekt, który podjęłam – pokrycie łazienki mozaikami. Zainspirowała mnie myśl: "Skoro Gaudí mógł, to czemu nie ja?". Problem polegał na tym, że nie miałam zielonego pojęcia o technice ani o procesach, jakie wiążą się z mozaiką. Cięcie ceramiki było dla mnie zagadką, a fugowanie wydawało się niemal jak zaklęcia czarnej magii. Na szczęście mamy internet! Zgłębiłam jego zasoby, natrafiając na mnóstwo informacji – zarówno tych przydatnych, jak i mniej wartościowych. Dzięki temu oraz pomocy wielu życzliwych osób projekt udało się zrealizować. Kluczowe okazały się konsekwencja i wiara w sens tego przedsięwzięcia. Zadanie okazało się czasochłonne i wymagające, ale satysfakcja, którą poczułam, patrząc na gotowe dzieło, była nieporównywalna z niczym innym. Warto było podjąć to wyzwanie.
JP: Jakie są Twoje największe marzenia artystyczne?
JC: Marzę o tym, by pewnego dnia Światowa Komisja Uznawania Malarzy za Wielkich Przed Śmiercią rozpatrzyła mój wniosek pozytywnie. Tymczasem planuję zorganizować wystawę moich najnowszych prac i zobaczyć je w przestrzeni, która sama w sobie budzi podziw i dodaje dziełom blasku. Ostatnio stworzyłam naprawdę wiele, nieustannie pracuję i rozwijam swoje pomysły. Teraz pozostaje mi tylko znaleźć idealny moment i miejsce, by podzielić się tym bogactwem z innymi. Nie ukrywam – nie mogę się doczekać, by wreszcie pochwalić się efektami swojej twórczej pasji.
Najnowszą pracę artystki "Bezwstydnica polna" z cyklu "Kobiety-bukiety" mogą Państwo obejrzeć w naszej siedzibie przy ul. Pięknej 1A w Warszawie. Serdecznie zapraszamy do udziału w aukcji, a w szczególności do osobistych licytacji w poniedziałek 25 listopada o godzinie 19.