Magia obrazów Piotra Horodyńskiego

Artyści mówią

Magia obrazów Piotra Horodyńskiego

Młoda Sztuka w lutym przyciąga feerią barw. W najnowszej ofercie można znaleźć wiele bajkowych obrazów, jednym z czołowych artystów tworzących prace pełne radości i magii jest Piotr Horodyński. Artysta jest absolwentem Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi.

 

Obrazy Piotra Horodyńskiego znajdują się w kolekcjach prywatnych w Polsce i USA. Sztuka od zawsze była jego pasją i integralną częścią życia. Od wielu lat eksploruje nowoczesne techniki i formy graficzne. Jest malarzem, a także designerem, ilustratorem, animatorem, projektantem, fotografem, autorem tekstów piosenek i literatury dziecięcej. W poniższym wywiadzie artysta opowiedział o swoich wielowymiarowych zainteresowaniach, bogatych inspiracjach i obranej drodze artystycznej.

 

Paulina Brol: Kiedy odkrył Pan w sobie duszę artysty?

 

Piotr Horodyński: Zawsze chciałem malować. Miałem ogromne szczęście, ponieważ moja mama miała duszę prawdziwej artystki, sama przepięknie rysowała i doskonale mnie rozumiała. Pozwalała mi malować dosłownie wszędzie, także na ścianach. Dziś robię to, co kocham i kocham to, co robię. Nic lepszego zawodowo nie mogło mi się przytrafić. Pamiętam też dwa niezwykle ważne momenty, które chyba przesądziły o mojej przyszłości. W szkole średniej brałem udział w konwencie dla miłośników fantastyki. Zorganizowano wówczas wystawę, na której moje grafiki wisiały tuż obok mojego idola Wojciecha Siudmaka. Byłem dumny i bardzo, bardzo szczęśliwy. Drugi taki moment to wagary, podczas których poszedłem na spacer po mojej rodzinnej Łodzi i na ulicy Piotrkowskiej zobaczyłem wystawę zdjęć Ryszarda Horowitza. To było jak objawienie. Poczułem wtedy, że ASP to dla mnie jedyny możliwy wybór.

 

PB: Co chce Pan przekazać poprzez swoje obrazy?

 

PH: Chciałbym, aby każdy czytał moje prace według własnych doświadczeń, przemyśleń i potrzeb. Jeżeli udaje mi się wywołać w odbiorcy jakieś emocje - to wspaniale. A jeśli uda się skłonić go, sprowokować do jakichś przemyśleń - jeszcze lepiej. Emocje czasami bywają ulotne, krótkotrwałe. Myśli zostają z nami na dłużej, szczególnie wtedy, kiedy nie są dla nas oczywiste, kiedy w jakiś sposób nas zaskakują. Często jestem pytany o to, o czym jest dany obraz albo co chciałem przez niego powiedzieć. Takie interakcje z odbiorcami bardzo mnie cieszą i dają ogromną satysfakcję. Ale wiem też, że moje słowa nie wystarczą, aby wyrazić wszystko. Poza tym słowa bywają źródłem nieporozumień. Lubię moimi obrazami zachęcać do przenoszenia się w świat fantazji, do krainy baśni. Jako dzieci spędzamy w tym świecie wiele czasu, a później nie wiedzieć czemu, go porzucamy. Uważam, że to wielka strata. W swoich obrazach lubię poruszać również kwestie związane stricte z ludzkim życiem. Z drogą, którą wybieramy, albo żeby spełniać własne marzenia, albo żeby (co jest tragedią) zaspokajać pragnienia innych. Ważny jest dla mnie temat podnoszenia się po upadku, poszukiwania, dążenia do realizacji własnych celów. To tylko część najważniejszych motywów. Uważam, że czas, jaki jest nam dany jest darem bezcennym i trzeba go dobrze wykorzystać. Żyć w zgodzie ze sobą, nieustannie szukać tego, co daje nam szczęście i wewnętrzny spokój.

Piotr Horodyński w pracowni, zdj. dzięki uprzejmości artysty

PB: Czyli każdy z Pana obrazów mówi o podroży w głąb siebie, ale we własny, indywidualny sposób?

 

PH: Czasami słyszę pytania, dlaczego za każdym razem maluję coś innego. To nie do końca jest prawda, bo do niektórych tematów lubię wracać. Ale rzeczywiście mam bardzo dużo pomysłów. W zasadzie cały czas w mojej głowie powstają jakieś obrazy. Oglądając film, słuchając muzyki, patrząc na piasek na plaży - widzę kolejne obrazy. A ponieważ to, co widzę, słyszę i czuję jest zróżnicowane, różnorodność można odnaleźć w tym, co tworzę. Część jest bardziej ilustracyjna, a część zachęca do własnej interpretacji. Wynika to chyba z "potrzeby zmian", z potrzeby przelania na płótno choćby części tego, co dzieje się w mojej głowie. Po skończeniu pracy nad obrazem najczęściej mam podświadomą chęć zrobienia czegoś o zupełnie innej tematyce. Wtedy oddalam się od tego, co zrobiłem – nabieram dystansu, aby po pewnym czasie w inny sposób patrzeć i myśleć o danym obrazie. Wspólną i najważniejszą cechą moich prac jest po prostu nieposkromiona potrzeba ich tworzenia i radość płynąca z samego procesu - wymyślania czegoś nowego, szkicowania i wreszcie samej pracy nad płótnem. Lubię i muszę poruszać nowe tematy, przepracowywać różne myśli i emocje. Lubię eksperymentować z formą, stylem i kolorami. Malowanie według narzuconych z zewnątrz lub też przez samego siebie norm i ograniczeń nie jest dla mnie.

 

PB: Czy malarstwo to jedyna dziedzina sztuki, w której się Pan wyraża?

 

PH: Malarstwo jest niewątpliwie najważniejszą dziedziną sztuki. Ale fascynuje mnie bardzo wiele innych rzeczy. Przez wiele lat zajmowałem się także grafiką komputerową. Uwielbiam tworzyć ilustracje dla dzieci. Napisałem także dwie książki dla najmłodszych. Zrobiłem wiele animacji, a także dwa teledyski do piosenek. Zauważyłem, że z roku na rok coraz ważniejsza staje się dla mnie również fotografia.

 

PB: Z jakich doznań czerpie Pan najwięcej inspiracji?

 

PH: Jeśli podzielimy postrzeganie na dźwięk, obraz i treść oraz poszukamy źródeł, to bez wątpienia najbardziej inspirującym zasobem energii i pomysłów dla mojej twórczości jest muzyka. Zapewne przez to, że jest to zupełnie inny środek wyrazu. Przetwarzanie w głowie dźwięków na kolory jest fascynującym procesem. Muzyka towarzyszyła mi od zawsze. I można tu dostrzec analogię między tym, jak bardzo zróżnicowanej muzyki słucham i tym, jak różne obrazy maluję. Ważną inspiracją jest jednak również to, co widzę. Obraz traktuję jako materię do przetworzenia w wyobraźni. Wystarczy usunąć wiedzę, wyuczoną świadomość tego, co widzimy i skoncentrować się na czystym wyglądzie, a potem wyobrażać sobie, czym taka abstrakcyjna forma mogłaby być. Można też połączyć dany element z innym i nadać całości nowe znaczenie. To wspaniała zabawa i zarazem trening dla wyobraźni. Dla przykładu, posiadam szkic, z którego kiedyś pewnie powstanie obraz, a który powstał po tym, jak czekając latem na tramwaj spojrzałem na pęknięcie w chodniku i wyobraziłem sobie, jak taka forma by wyglądała, gdyby miała kilkadziesiąt metrów wielkości i była wykuta w skale spowitej chmurami.

PB: A więc muzyka jest tym, bez czego nie mógłby Pan tworzyć?

 

PH: Tak! Jak widać to bardzo ważna część mojego życia. Najczęściej maluję ze słuchawkami na uszach. Czasami jakaś piosenka rozpoczyna cały proces twórczy. Pod jej wpływem rysuję szkic, a potem maluję obraz. Czasami obraz ewoluuje pod wpływem muzyki. Bez czego nie mógłbym jeszcze malować – bez radości tworzenia. Jak chyba każdy twórca miewam dni, kiedy w środku pojawia się uczucie pustki, albo po prostu brakuje tego czegoś, niektórzy nazwaliby to weną. Nie potrafię malować na siłę, wbrew sobie. Przy sztalugach spędzam naprawdę wiele czasu.

 

PB: Jak więc wygląda Pana proces twórczy?

 

PH: Nie ma reguły… Czasami w głowie pojawia się jakaś myśl, zarys obrazu. Wtedy zaczynam od projektu, szkicu. Czasami jest on dokładny, szczegółowy, a czasami to jedynie kilka ruchów ołówka. Zaczynam szkic od bezładnej plątaniny kresek i krzywizn, i nagle zaczynam coś w tym dostrzegać. Zaczyna pracować wyobraźnia. Wtedy dalsze kreski ewoluują już w konkretnym kierunku. Czasem rozbudowuję szkic i decyduję się na stworzenie modelu sceny i testowanie różnego rodzaju oświetlenia uwydatniającego formę. Pamiętam jeden wyjątkowy letni wieczór, podczas którego, dosłownie w ciągu trzech godzin, narysowałem ponad 30 szkiców do kolejnych obrazów. Miałem tak silną potrzebę przeniesienia na papier rozmaitych wizji i pomysłów. Wtedy właśnie powstał szkic do obrazu "Droga do domu" oraz "Wędrówka". Ale wiele prac powstało też bardzo spontanicznie. Wziąłem czyste płótno i namalowałem obraz tylko na podstawie tego, co w danej chwili tkwiło w mojej wyobraźni. Najgorsze są chwile, kiedy ta wizja ucieka, albo kiedy pojawia się uczucie, że to nie to. Czasami to mija, a czasami pomysł trzeba zwyczajnie porzucić. Nie jest to ani łatwe, ani miłe. Jednak malowanie wbrew sobie, albo bez satysfakcji z wykonanej pracy byłoby zdecydowanie gorsze.

 

PB: Gdzie tkwi więc sedno Pana prac?

 

PH: Uważam, że detale są niezwykle ważne. "Diabeł tkwi w szczegółach". Wiele razy widziałem, jak wiele zmienia w przekazie i odbiorze obrazu dosłownie kilka ruchów pędzla, dodanie blików, refleksów, laserunków, podkreślenie kluczowych elementów obrazu. Jak słynny błysk na kolczyku na obrazie "Dziewczyna z perłą" Jana Vermeera. Bardzo ważny jest również format i wielkość płótna. Nie wiem, dlaczego, ale zawsze maluję obrazy pionowe. Próbowałem to zmienić, ale się nie udało, nie walczę z tym. Natomiast ostatnio zwróciłem uwagę na to, że niektóre obrazy wymagają małego formatu. Obrazy, których przesłanie jest dla mnie szczególnie ważne są niewielkie. Mam wrażenie, że w ten sposób uwaga odbiorców nie będzie rozproszona.

 

PB: Czy jacyś artyści, bądź artystki, są dla Pana inspiracją twórczą?

 

PH: Takich artystów i artystek jest naprawdę bardzo, bardzo wiele i cały czas na tej liście pojawiają się nowe nazwiska. Na pewno pierwsze prace, jakie już w dzieciństwie wywarły na mnie duży wpływ to te z czasopisma "Fantastyka". W ten sposób odkryłem twórczość Wojciecha Siudmaka, Tomasza Sętowskiego, Chrisa Achilleosa, Tima Whitea, H.R. Gigera i wielu innych. To był taki bodziec - też chcę to robić. Potem nastał powolny proces poznawania całej historii malarstwa i właściwie w każdej epoce odnajdywałem elementy, które były fascynujące. Bardzo duże wrażenie zrobiło na mnie zobaczenie po raz pierwszy wystawy Zdzisława Beksińskiego, którego co ciekawe odkryłem "w drugiej kolejności", ponieważ wcześniej byłem fanem audycji jego syna, Tomasza Beksińskiego. To było takie okno na świat naprawdę pięknej muzyki. Czasem zastanawiam się, który z nich bardziej na mnie wpłynął.

Piotr Horodyński w pracowni, zdj. dzięki uprzejmości artysty

PB: Jakie są obecnie Pana największe marzenia artystyczne?

 

PH: Jedno z takich marzeń już zaczęło się spełniać - moje obrazy od kilku lat trafiają do odbiorców spoza Polski. Marzę także o tym, aby móc malować do końca życia. Aby zdrowie i siły pozwoliły mi na realizowanie moich planów i rozwijanie pasji. Mam też nadzieję, że malarstwo zawsze będzie mnie fascynować, że ta miłość nigdy nie przeminie. Jej utrata byłaby dla mnie tragedią. Nie wyobrażam sobie życia bez fascynacji, bez planów, bez kolejnych pomysłów i projektów. Życie jest niezwykle różnorodne i dostarcza co chwila nowych bodźców, przeżyć, emocji. Jeśli jest się otwartym na nowe doznania, to praktycznie każda rzecz, każda nowo poznana osoba, nowy film, książka, podróż, czy choćby spacer do lasu jest inspiracją i motywacją do tworzenia. Jestem nieustająco spragniony nowości. Marzę o tym, aby jak najwięcej zwiedzić i zobaczyć. Pragnę cały czas się rozwijać. Jest to dla mnie niezwykle istotne. I tu pojawia się kolejne marzenie, aby posiadać jak najwięcej czasu. W pracowni mam dziesiątki szkicowników zapełnionych pomysłami na nowe obrazy, a nie wszystkie udało mi się przenieść na papier, a już na płótno zaledwie ułamek.

 

Najnowszą pracę Piotra Horodyńskiego "Czekając na świt" mogą Państwo obejrzeć w naszej siedzibie przy ul Pięknej 1A w Warszawie do 6 lutego. Serdecznie zapraszamy do udziału w aukcji, a w szczególności do osobistych licytacji we wtorek 6 lutego o godzinie 19:00.