„Jeszcze nigdy nie pracowałem w takim napięciu, z takimi oporami i tak długo…”

„Jeszcze nigdy nie pracowałem w takim napięciu, z takimi oporami i tak długo…”

"W moich obrazach tytuły są przede wszystkim ironią, tytuły śmieszne, groteskowe, osadzone w Galicji, niezrozumiałe, prowincjonalne, a w każdym razie dla przeciętnego człowieka raczej śmieszne. Ale zawsze powtarzam aż do znudzenia, że jeśli dziś ktoś chce coś powiedzieć naprawdę serio, to przegrywa. Dzisiaj nikt nie wierzy tego typu działaniom. Trzeba jednak zawsze mrugnąć okiem albo jakoś dać do zrozumienia, że to jednak są właściwie jakieś śmichy-chichy. Moja formacja to jest formacja surrealistyczna".

Tadeusz Brzozowski

 

Podczas swojego pobytu nad jeziorem Tahoe Tadeusz Brzozowski tworzy kilkanaście płócien i obiektów malarskich. Wyjazd do USA był takim momentem w karierze Brzozowskiego, w którym artysta stworzył największą liczbę prac. Zazwyczaj oszczędnie gospodarujący blejtramami i dosyć niechętny względem jakichkolwiek przejawów masowej produkcji, w Stanach porzucił dotychczasowe blokady i dał upust swojej kreatywności. Pracował codziennie, według ustalonego planu, malując płótna i tworząc rysunki tuszem. To właśnie zestaw prac wykonanych na papierze znacząco odbiegał od innych dzieł. Rysunek jako najbardziej osobista forma wypowiedzi artystycznej pozwala nam dzisiaj prześledzić niemal "na bieżąco" emocje, jakie targały Tadeuszem Brzozowskim podczas jego pobytu u Kunczyńskich. Stanowią też świadectwo zapału i energii, jaką starał się przekazać swoim potencjalnym odbiorcom w USA za pomocą swoich płócien i tuszów na papierze. Rysunki w zestawieniu z listami do żony Barbary Gawdzik-Brzozowskiej stanowią najbardziej lapidarną formę i swego rodzaju pamiętnik, który Tadeusz Brzozowski pozostawił po swoim wyjeździe do USA. Trudno ocenić, jak dalece prezentowane prace są w rzeczywistości komentarzem do świata zastanego za wielką wodą, niemniej w tytułach i sposobie malowania da się odczuć niezwykłą ekscytację i napięcie, jakie towarzyszyły artyście u Kunczyńskich. Kreska na rysunkach z okresu amerykańskiego jest ostra, kompozycje bardziej płaskie, schematyczne. W pracach z 1971 niewiele jest charakterystycznych somatycznych "girland", które zwieszają się ze szczudlastych odnóży. Dużo więcej natomiast jest w tych kompozycjach drapieżnych linii, ostrych i celnych zarazem. Tytuły również są wyraźnie bardziej bezpośrednie: "Laufer nęka", "Łka kat", "Kurdupel szczudła lekce sobie waży". To tylko kilka przykładów z zestawu niezwykle elektryzujących rysunków Brzozowskiego powstałych w niewielkiej pracowni w przyziemiu domu Kunczyńskich.

Rysunki z okresu amerykańskiego wyraźnie odznaczają się na tle całego dorobku artysty tworzonego w tej technice. Najwcześniejsze, z przełomu lat 30. XX oraz 40. XX wieku, Tadeusz Brzozowski wykonywał za pomocą ołówka lub kredki. W większości były to portrety, które rysował z nutką humoru oraz ironii, nadając im karykaturalny sznyt.


W latach 50. oraz 60. XX wieku powstała seria rysunków, którą Brzozowski na przestrzeni lat dopracowywał i rozwijał. Były to przede wszystkim postacie – akty kobiece oraz męskie, które wykonywał tuszem oraz piórem. Prace te są tradycyjne w formie oraz wyrazie. Uderza realizm owych portretów – za pomocą cienkich linii twórca oddawał zarys kręgosłupa pod cienką, napiętą skórą czy zagłębienia bioder swoich modelek. Cykl prac to szczegółowe i nastrojowe studia postaci. Nie były one bezpośrednio wykorzystywane przy malowaniu obrazów, ale nie sposób nie dostrzec w nich powiązań z późniejszą twórczością. Pieczołowitość oddanych kształtów, wyraźny kontur, kontrastowość – wszystkie te elementy możemy podziwiać w realizacjach z kolejnych dekad.


W połowie lat 50. XX wieku powstał jeden z najgłośniejszych cyklów rysunków autora – "Balet" (1954-1955). Dziś znany jest on nam przede wszystkim z reprodukcji. Seria została poświęcona groteskowym postaciom "tancerzy", którzy ulegali postępującemu rozproszeniu. To właśnie ci bohaterowie zostali po raz pierwszy poddani licznym zniekształcającym zabiegom, a euforia i ból zagościły w sztuce artysty. W tym czasie w twórczości rysunkowej pojawił się również kolejny charakterystyczny element – zabawne, często groteskowe tytuły. Z czasem granice pomiędzy figuracją i abstrakcją zaczęły się bezpowrotnie zacierać, tworząc nowe rewiry pobudzające wyobraźnię odbiorców.

Druga połowa lat 50. XX wieku to okres, gdy postacie z rysunków Brzozowskiego zaczęły przypominać owady. Artysta z wnikliwością badacza wyszukiwał i uwydatniał anatomiczne podobieństwa pomiędzy światem ludzkim i światem natury. Ludzie-owady, rodem z opowiadania Kafki, otrzymują odwłoki lub inne anatomiczne szczegóły ze świata owadów. Najbardziej charakterystycznym elementem kompozycji na papierze są wąskie niby-odnóża, których gęsta sieć tworzy niejako rusztowanie dla każdej z kompozycji. Co ciekawe, odnóża rysowane tuszem na papierze bardzo rzadko pojawiają się w kompozycjach na płótnach. Prace wykonywane tuszem stanowią tym samym równoległy świat, operują swoistym językiem trudnych do zinterpretowania znaczeń.


W latach 60. oraz 70. XX wieku twórczość realizowana na podłożu papierowym oraz na płótnach była bardzo zbliżona. Stała się ona bardziej abstrakcyjna, ale nawet wśród linii i kształtów można dostrzec zarysy tkanek, włosy czy unerwienia. Ostateczne rozdzielenie figuracji od abstrakcji nigdy nie dokonało się w twórczości Brzozowskiego. Powstałe kompozycje to pole, gdzie te dwie tendencje przenikały się i wchodziły ze sobą w dialog. Ludzkie postacie zostały obdarzone ciałami tak złożonymi i rozbudowanymi jak bohaterowie-owady. Na papierach i płótnach następuje daleko posunięte rozczłonkowanie ciał i skorup. Deformacja zdaje się nie mieć końca. Ciała zostają rozbite. To, co z nich pozostało, to anatomiczne szczegóły, poszczególne elementy układanki, które może rozpoznać za pomocą tytułów, tym samym autor oferuje nam wysmakowaną grę wizualną.

 

Prace wykonywane tuszem w latach 70. XX wieku należą do rzadkich przykładów dzieł w twórczości Brzozowskiego wykonywanych tuszem. Chociaż rysunki artysty stanowiły często przedłużenie wątków podejmowanych w pracach malarskich, to jednak powstawały bardzo nieregularnie. Najwięcej z nich zostało wykonanych w pierwszym roku stanu wojennego. Na ten okres przypada ponad setka prac tuszem i akwarelami. Wawrzyniec Brzozowski tak nagły wzrost produktywności swojego ojca wiązał z brakiem dostępu do lnianych płócien, które dla artysty stanowiły absolutną konieczność, bez której niechętnie sięgał po pędzle. Podobnie było zresztą z farbami, których jakość również musiała być na najwyższym poziomie. Na szczęście dla współczesnych miłośników tuszów Brzozowskiego artysta wszedł w posiadanie znaczącej partii wysokiej klasy papierów Schellera i Watmana, które uratowały jego twórczość w okresie trudnym dla wielu twórców. Prace z lat 80. XX wieku różnią się od rysunków wcześniejszych. Przede wszystkim Brzozowski coraz częściej stosuję kolor w swoich kompozycjach, czym zbliża papiery do płócien. Dodatkowo, dzięki zastosowaniu akwareli, jego kompozycje stają się bardziej trójwymiarowe, powstają bliższe i dalsze plany, a całość zaczyna przypominać abstrakcyjny obraz stworzony przez mikroskop elektronowy.

Abstrakcja figuratywna ma to do siebie, że pozostawia widzowi bardzo dużo przestrzeni do interpretacji i samodzielnego stawiania znaków zapytania. Największe pytajniki pojawiają się w chwili uświadomienia sobie, że Brzozowski tak naprawdę kreuje świat zantropomorfizowany, a z pozoru chaotyczne kreski palmy i cienie tworzą postaci dramatu. Trudno precyzyjnie ustalić, jaką dokładnie rolę odgrywają poszczególni aktorzy, choć tutaj podpowiedzią są często same tytuły poszczególnych prac: "Koniuch", "Kurdupel", "Grabarz". Są to postacie zapożyczone ze świata już minionego. Pochodzą z różnych klas społecznych i cechuje je pewna doza teatralności. Obcując z pracami twórcy, przebywamy zarówno z przedstawicielami "klasy wyższej", np. z "Primadonną", jak i z reprezentantami służby czy postaciami jarmarcznymi – "Kurduplem", "Grabarzem", "Koniuchem". Te indywidua pozostają postaciami niedookreślonymi, owianymi pewną tajemnicą i niedopowiedzeniem. Pomimo różnic łączy je jedno: zamieszkują ten sam świat, a ich losy wzajemnie się przenikają. Ich położenia nie różnią się od siebie, a co więcej: i jedni i drudzy zostają uchwyceni w krępujących i znaczeniowo przeciwstawnych sytuacjach. "Primadonnie" na pewno nie przystoi nęcić, a "Katowi" łkać. Kompromitacja, która rozgrywa się na rysunkach, jest powszechna i nie oszczędza nikogo. Wszyscy bohaterowie, niezależnie od pochodzenia, pozostają wobec tych sytuacji bezbronni – choroby, cierpienie i fizjologia organizmu dotykają wszystkich bez wyjątku.


W rysunkach Tadeusz Brzozowskiego odnajdziemy też humanistyczne przesłanie: ukazują one nas wszystkich jako równych sobie, zwłaszcza w obliczu cierpienia i trudów życia codziennego. W ten sposób autor sugeruje współczucie i empatię. Jak zauważył Mieczysław Szewczuk: "Mieczysław Porębski wyróżnił w malarstwie Brzozowskiego dwie dopełniające się warstwy znaczeniowe: eschatologiczną, wskazującą pytania ostateczne i sytuacje graniczne egzystencji – oraz ludyczną, zaspokajającą potrzebę oczyszczenia, karnawałowej profanacji rytuału. Obecność tych dwóch warstw stwarza obraz egzystencji o zdumiewającej sile i pełni. Porównując jednak malarstwo i rysunek, monumentalne obrazy działające kolorem i skromny, bardziej prywatny zapis rysunków, w rysunkach bardziej wyrazisty, częściej obecny wydaje mi się nie gest celebrujący artysty, ale jego gest błazeński, żart i drwina". (Mieczysław Szewczuk, Rysunki Tadeusz Brzozowskiego. Prace z lat 1937-1986, katalog wystawy, [opr.] Mieczysław Szewczuk, Radom 1986, s. nlb.).