Jak położyć farbę? Pytanie stawia Janusz Marciniak

Artyści mówią

Jak położyć farbę? Pytanie stawia Janusz Marciniak

Każda plama, niezależnie od swojej wielkości czy intensywności, ma niezwykłą wagę w malarskim uniwersum. To właśnie te pojedyncze ślady pędzla, niczym elementy misternie układanej mozaiki, tworzą harmonijną całość na płótnie. Janusz Marciniak zachęca nas do refleksji nad tym, czym dla nas są kolor, forma i gest artysty. Jak barwa i ruch pędzla mogą odzwierciedlać nasze emocje? Czy potrafią je ukrywać, czy wręcz przeciwnie – wydobywać z głębin naszej świadomości uczucia, których dotąd nie znaliśmy?

 

Wystawa obrazów Janusza Marciniaka "Bliżej do sztuki: Liczba pociągnięć pędzla" to opowieść o samej istocie aktu malarskiego, w której głównymi bohaterami stają się kolor i forma. Artysta zaprasza nas do odkrywania idei obrazu oraz tajników procesu twórczego. Z kolei my zachęcamy do zapoznania się z rozmową, którą mieliśmy przyjemność przeprowadzić z twórcą.


Jagienka Parteka: Co chciałby Pan wyrazić poprzez swoje obrazy?


Janusz Marciniak: Malarstwo jest dla mnie źródłem radości, ale też smutku… Zawsze ciągnęło mnie do abstrakcji i co jakiś czas uciekałem od prac z natury i tematów w stronę formy uwolnionej od znaczeń literackich i pozaplastycznych. Teraz już od niczego nie uciekam, lecz skupiam się na abstrakcji. Moje abstrakcje to studia relacji między kolorami i zarazem studia materii farb, w której kolory się konkretyzują.

Janusz Marciniak, zdj. dzięki uprzejmości artysty

JP: Jak wygląda Pana proces twórczy?


JM: Za ważne w procesie twórczym uważam na przykład pytanie: jak położyć farbę, żeby to położenie było niemechaniczne, niebanalne i pełne zrozumienia dla materii farb i rodzaju podłoża. Takie pytania motywują mnie do pracy. Chardin, jeden z moich ulubionych malarzy powiedział, że malujemy uczuciami. Lubię też podejmować dialog z przypadkiem i naśladować go. Najważniejsze jest poczucie formy i czasami humoru. Staram się nie stracić poczucia humoru, bo ono pomaga mi w trudnych chwilach. Moim zdaniem, istnieje związek między poczuciem humoru, a poczuciem rzeczywistości i formy. Brecht uważał, że "Nieznośnie jest żyć w kraju, w którym nie ma poczucia humoru, ale jeszcze nieznośniej jest tam, gdzie poczucie humoru jest do życia niezbędne". Jakże aktualne słowa.


JP: Czy wybór kolorów w Pana malarstwie jest arbitralny? Jak zdefiniować główny kolor płótna i ten używany w małych dawkach, który nada dziełu ostateczną tożsamość?


JM: Tak. Wybór kolorów, ich zestawianie jest arbitralne, a podstawą tej arbitralności jest wizja obrazu lub pomysł na zestawienie kolorystyczne. Kolory w obrazie są jak muzycy w orkiestrze. Aby wszystkie zagrały i współbrzmiały razem, muszą zostać zestrojone ze sobą w harmonijną całość. Każda plama od najmniejszej do największej powinna dobrze odegrać swoją rolę i działać na rzecz całości.


JP: Z czego Pan czerpie najwięcej inspiracji?


JM: Z obserwacji życia i wyobraźni. Patrzę, słucham, dotykam, doświadczam różnych uczuć i szukam formy do ich wyrażenia.

JP: Czy może Pan opowiedzieć nam o szczególnie trudnej pracy, czy projekcie i o tym, jak Pan pokonał przeszkody podczas tego procesu?


JM: Większość moich prac i projektów okazuje się trudna w realizacji. Ale dążę do tego, żeby w finale nie było widać żadnych trudności, a dzieło emanowało aurą i energią. Niedawno zmagałem się z obrazem, którego koncepcji długo nie mogłem zmaterializować. Wszystko w nim stawiało opór. Kolor był brudny. Nie chciał zaświecić. Materia stawała się coraz bardziej jałowa i zmęczona, kompozycja obrazu nie przestawała być banalna. W takich momentach trzeba ryzykować, dokonując radykalnych przemalowań, i zgodzić się na to, że konsekwencją ryzyka może być nawet zniszczenie obrazu. W mojej pracy zdarzają się katastrofy i nachodzą mnie wątpliwości. Cóż, trzeba polubić katastrofy i wątpliwości, bo uczą pokory i równocześnie podejmowania decyzji. Dzięki nim wiem więcej o malarstwie i o sobie.

 

JP: Czy malarstwo jest jedyną dziedziną sztuki, w której się Pan wyraża?


JM: Nie. Zajmuję się także innymi dziedzinami. Jestem zaangażowany w to, co nazywa się pracą pamięci i w moim przypadku dotyczy pamięci o Holokauście. Zrealizowałem kilka performansów, m.in. w budynku dawnej synagogi w Poznaniu. Zaprojektowałem kilka pomników przywracających pamięć o cmentarzach żydowskich. Teraz prowadzę stronę poświęconą wojnie w Ukrainie i stronę o autentycznej łodzi z Lampedusy, którą Fundacja Signum sprowadziła do Polski, aby była mobilnym pomnikiem dla uchodźców. Przygotowuję również wystawę dedykowaną pamięci mojego syna Tomasza (1979–2024) z jego muzyką.

Wystawa Janusza Marciniaka w ArtFolwarku, Fundacja Signum, 2023

JP: Jakie wrażenia chciałby Pan wywołać u widza?


JM: Chciałbym, żeby moje obrazy były lustrami dla wrażliwości widza. Oczywiście nie dla każdego widza, bo to jest niemożliwe, żeby usatysfakcjonować wszystkich. Wrażenia wywoływane przez malarstwo (nie tylko moje, lecz w ogóle) mogą pomóc widzowi w poznawaniu jego własnej wrażliwości estetycznej. Mogą rozwijać empatię dla świata, sprzyjać radości i jednocześnie powadze życia. Moim zdaniem, sztuka ma wpływ na pogłębianie podmiotowości osób, które interesują się nią. Ja też jestem widzem i czuję się dobrze z obrazem namalowanym przez kogoś innego lub przeze mnie, kiedy widzę w nim coś, w co mogę zanurzyć się myślami i kontemplować.


JP: Jakie są Pana największe marzenia artystyczne?


JM: Mam tylko jedno: Chciałbym móc malować do końca mojego życia.


Zapraszamy do naszej siedziby przy ul. Pięknej 1A w Warszawie, gdzie od 13 grudnia tego roku do 13 stycznia 2025 można będzie obejrzeć prace artysty. Do zobaczenia!