Filip Łoziński i wielki błękit

Artyści mówią

Filip Łoziński i wielki błękit

Aukcje Młodej Sztuki to wieloletni projekt prezentujący twórczość rozwijających się talentów. Z przyjemnością już kolejny rok pokazujemy w jego ramach twórczość Filipa Łozińskiego. Artysta ukończył studia na wydziale sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Po studiach malarstwo zajęło pierwsze miejsce w jego karierze artystycznej, a własny ukształtowany już styl zaskarbił uwagę wielu kolekcjonerów.

 

Twórczość Łozińskiego przyciąga spokojem i minimalizmem formy, pozostawiając przestrzeń do interpretacji dla samego widza. O tym co stoi jednak delikatnością i ascetycznością prac opowiedział sam artysta w poniższym wywiadzie:

 

Paulina Brol: O czym opowiada Pan w swoich obrazach?

 

Filip Łoziński: Generalnie opowiadam historię o relacjach i ich braku, samotności w tłumie. Unikam jednak klasyfikowania tego zjawiska jako problemu, nigdy go takim nie postrzegałem. Każdy obraz oddaję widzowi, jak otwartą książkę. Każda postać, choć wymyślona przeze mnie na obrazie żyje własnym życiem. To historia napisana moją ręką, resztę pozostawiam odbiorcy. Jeśli obraz jest opowieścią o relacji, to w mojej głowie jest ona ze swojej natury otwarta. Nie postrzegam obrazu jako materię rozwiązującą problem, czy odpowiadającą na pytanie. Relacji nie buduje się na poczuciu bezpieczeństwa, ale na dialogu, często niełatwym. Dialog między mną, a odbiorcą zawsze mnie ciekawi, co kto sobie z niego weźmie? Leonard Bernstein powiedział, że dzieło sztuki nie odpowiada na pytanie tylko je prowokuje. Jego istota bierze się z napięcia pomiędzy sprzecznymi odpowiedziami.

Filip Łoziński, zdj. dzięki uprzejmości artysty

PB: Kim są w takim razie postaci na Pana obrazach?

 

FŁ: Naszymi odbiciami. To my wszyscy, ci spotkani, ci istniejący blisko i ci wymyśleni. Także my sami wymyśleni dla siebie na nasze własne potrzeby. Bywamy karykaturalni, czy przerośnięci, niekiedy ciągniemy za sobą cień anektujący wszystko dookoła.

 

PB: A jeśli chodzi o samą formę, kompozycję, co jest dla Pana największą inspiracją?

 

FŁ: Ciężko powiedzieć, czasem zobaczę jakiś kształt w kałuży, kłęby dymu na Instagramie, czy w głębi własnej duszy… Niewątpliwie ogromną rolę w tym wszystkim odgrywają jednak podróże. Sam nie do końca rozumiem, jak to się dzieje, ale zmienia się wówczas moje spojrzenie. Po powrocie patrzę na wszystko w sposób kompletnie mi nieznany i znajduję w tym spojrzeniu rzeczy, których nigdy wcześniej nie widziałem. To nie jest tylko kwestia odmienności barw, czy światła. Sama zmiana miejsca wywołuje we mnie ogromną radość i gotowość do działania. Po powrocie czuję nową energię, dzięki niej znowu mogę zacząć opowiadać o tym, co widziałem.

PB: Jak tworzy Pan swoje obrazy? Najpierw jest pełen pomysł, czy obrazy powstają wraz z procesem?

 

FŁ: W większości przypadków najpierw jest pełen pomysł na obraz, ale zdarza się też że podczas malowania wszystko się zmienia. Czasem zmienia się na tyle, że kompozycja na płótnie zostaje zamalowana, a czasem obraz zostaje po prostu odwrócony o 180 stopni. Na początku ten proces jest często niejasny. Jestem otwarty na wszystko, co przynosi czas w którym pochylam się nad płótnem. To dla mnie momenty totalnego odlotu. Czas zgubienia się także w materii.

 

PB: Malarstwo jest jedyną dziedziną sztuki, w jakiej się Pan wyraża?

 

FŁ: Obecnie tak, choć coraz częściej moje myśli krążą wokół rysunku. Rysunek jest dla mnie zapisem chwili. Drobną miniaturą momentu, który bardzo chcę opowiedzieć, zapisać, jak dłuższą notatkę. Na przestrzeni ostatnich lat powstało kilka prac, ale raczej na użytek prywatny. Kiedy rysuję faktycznie jest to inny rodzaj skupienia, trochę jak medytacja. To zrzuca mi z głowy pewien rodzaj napięcia.

 

PB: Czy jest coś szczególnego, bez czego nie mógłby Pan tworzyć?

 

FŁ: W zasadzie to nie, chociaż nie lubię ciszy więc bardzo często maluję z słuchawkami na uszach. Słuchowisko, podcast, muzyka, generalnie potrzebuję czegoś, co zakłóca moją ciszę zarazem nie angażując mnie do interakcji. Jest jak tama między zewnętrzem a procesem, w którym się zatapiam.

 

PB: Czy zawsze czuł Pan w sobie duszę artysty?

 

FŁ: Zasadniczo nie nazywam tejże duszy, duszą artysty. Uważam, że nie powinienem sam jej artyzmu oceniać. Natomiast pamiętam doskonale, kiedy zaraz przed maturą z kolegą graliśmy na gitarach na ulicy. Wtedy uświadomiłem sobie, że chcę swoje życie poprowadzić trochę inaczej niż przynajmniej w tamtych czasach znaczna większość. To był chyba ten moment. Moment przełamania schematu w myśleniu. Pomyślałem, że mam na siebie swój pomysł. Doskonale to czułem, co gra mi w sercu i poszedłem za tym. Kolejne wydarzenia w moim życiu doprowadziły mnie do punktu, w którym jestem obecnie i wiem, że to bardzo moja droga.

Filip Łoziński, zdj. dzięki uprzejmości artysty

PB: I na koniec, jak widzi Pan swoją artystyczną przyszłość?

 

FŁ: Chcę wszystkiego, jestem na drodze, którą sam buduję. Znam swoją wartość jako artysty. Jestem otwarty na wszystko, co mnie spotyka - to mnie buduje. Moja artystyczna droga ma mój własny kształt i zasady. Biorę udział w projektach, które stawiają przede mną wyzwania i to mnie rozwija. Mam nadzieję, że będzie bardzo długa i wiem że kręta i jest zawsze pod górę. Na piękne widoki jeszcze przyjdzie czas. Nie o to tu chodzi. Plany aukcji moich prac na rynku zagranicznym to kwestia czasu. Chciałbym być również autorem muralu, poszukać ciekawego i niesztampowego miejsca na moją sztukę. Pokazać ją z innej strony, może jeszcze dla kogoś ciekawszej i jemu bliższej.

 

Najnowszą linearną kompozycję Filipa Łozińskiego "Kompozycję satelitarną" mogą Państwo obejrzeć w naszej siedzibie przy ul Pięknej 1A w Warszawie do 4 kwietnia. Serdecznie zapraszamy do udziału w aukcji, a w szczególności do osobistych licytacji w czwartek 4 kwietnia o godzinie 19:00.