Fijałkowski - grafika znaczy skupienie
W 2022 roku obchodziliśmy 100. rocznicę urodzin Stanisława Fijałkowskiego, jednego z najważniejszych polskich artystów powojennych. Bogaty dorobek Fijałkowskiego obejmował zarówno prace malarskie jak i graficzne, a sam artysta stawiał nieraz znak równości pomiędzy obrazami i grafikami swojego autorstwa. Ta nobilitacja grafiki, bardzo charakterystyczna dla całego środowiska łódzkich artystów, pozwoliła na wypracowanie rozpoznawalnego na całym świecie języka graficznego, który cechuje spokój i oszczędność formy, przy jednoczesnym nasyceniu przekazu treściami metafizycznymi.
Na ascetyczny i kontemplacyjny charakter prac graficznych Fijałkowskiego zwracała szczególną uwagę Danuta Wróblewska:
"Poziom, pion, przekątna. Oszczędność, jasność, skupienie. Tak jest w dobrze postawionym domu, rysunku drzewa czy nierozerwalnej siatce dźwięków. Spokój i przerywające go – jak w dobrze poprowadzonej linii muzycznej – węzły napięć. Ta sztuka mówi, podobnie jak wiele innych dokonań przed nią, że im mniej użytych środków, tym pewniejszy rezultat."
Danuta Wróblewska, Zatoka spokoju [w:] Stanisław Fijałkowski, Galeria Ego, red. Poznań 2003, s. 7.
Grafika w twórczości Fijałkowskiego pełniła bardzo ważną rolę i stanowiła przedłużenie jego działalności malarskiej, choć tak naprawdę, to grafika dała podwaliny pod jakąkolwiek późniejszą twórczość Stanisława Fijałkowskiego. Artysta studiował malarstwo na łódzkiej PWSSP, jednak dyplom obronił u Ludwika Tyrowicz z grafiki. Jego pracą dyplomową był projekt układu (fikcyjnego) katalogu zbiorów Muzeum Sztuki w Łodzi. Po studiach Fijałkowski skupił się na malowaniu i przez 10 lat nie zajmował się niczym innym. Grafikę uważał za dyscyplinę "wyrastającą z malarstwa, towarzyszącą niejako wszelkim poczynaniom malarza." (Stanisław Fijałkowski – Lata nauki i warsztat. Łódź : Galeria 86, cop. 2002, s. 28.) Najlepszymi grafikami w oczach Fijałkowskiego byli właśnie malarze, a nie specjaliści. W swojej twórczości graficznej sięgał przede wszystkim po wzorce wypracowane przez Dürera i Rembrandta. Prawdziwy rozwój działalności graficznej w twórczości Fijałkowskiego rozpoczął się w 1961 roku, kiedy to artysta poświęcił się eksperymentom z kamieniem litograficznym. Z tego roku pochodzą też jego pierwsze linoryty. Głównym motywem, który stał za skierowaniem się w stronę grafiki było prawdopodobnie otwarcie związkowej pracowni graficznej i ustanowienie w Łodzi stałych konkursów okręgowych i ogólnopolskich.
Po pierwszych eksperymentach z litografią i linorytem, Fijałkowski zdecydował się na rozwijanie tej drugiej, co nie było ciepło przyjęte przez łódzkie środowisko akademickie. Zwrotka ku schematycznemu i reprodukcyjnemu linorytowi odczytywany był jako swoisty bunt przeciw tradycjom akademickim. Jak sam wspominał:
"Dość szybko uświadomiłem sobie, i to bardzo jasno, że nie bogactwo technicznych możliwości i zazdrośnie strzeżone kruczki warsztatowe, lecz wyrazista forma, możliwie najprostsza, oraz pozbawiony tajemnic warsztat, są główną siłą dzieła. Warsztat musi być tak prosty i oczywisty, żeby nie budził zainteresowania (oczywiście, fachowiec zawsze będzie interesował się technicznymi szczegółami) - wtedy ważne staje się przesłanie."
- Stanisław Fijałkowski – Lata nauki i warsztat. Łódź : Galeria 86, cop. 2002, s. 28.
W drugiej połowie lat 60. Fijałkowski demonstracyjnie zerwał z promowanego przez kręgi akademickie kultu narzędzia i perfekcji technologicznej i zwrócił się w stronę improwizacji i rysunku, który stał się główny środkiem wyrazu artysty. Zarówno prace graficzne, jak i malarskie z tego okresu wykorzystują schematyczne szkice, które Fijałkowski wzbogacał o motywy malarskie lub graficzne. Co ważne, Fijałkowski wbrew tradycji nie korzystał z pomocy technika-drukarza, który odbijał przygotowane przez artystę projekty. Fijałkowski praktycznie zawsze sam stawał przy prasie, co było kluczowe dla efektu finalnego. Dla artysty, na efekt finalny ogromny wpływ miał sam proces odbijania pracy. Po latach Fijałkowski tak wspominał swoje zmagania z prasą drukarską:
"Tak przygotowany projekt jednakże sam wycinałem i odbijałem, ciesząc się na dodatkowe doświadczenia i przyjemności drukowania nakładu. Samo wycinanie płyty było zawsze rodzajem medytacji, rzadką okazją wyciszenia ambicji i uprzytomnienia sobie, iż jest się sprawnym rzemieślnikiem. Oglądanie zaś wielu wydrukowanych egzemplarzy, z których każdy jest oryginałem, przynosiło radość podobną do ewangelicznego rozmnożenia chleba."
- Stanisław Fijałkowski – Lata nauki i warsztat. Łódź : Galeria 86, cop. 2002, s. 28.
Grafika była też bardzo ważnym medium dla wschodzącej gwiazdy polskiego środowiska artystycznego z czysto pragmatycznego punktu widzenia. Odbitki były o wiele tańszym i bardziej dostępnym środkiem wyrazu, co pozwalało na budowanie marki artysty w dobie przed-internetowej. Dodatkowo grafiki można było też sprezentować i tym samym budować nowe relacje z artystami i szerokim gronem znajomych, którymi otaczał się Fijałkowski. W kontekście rozpowszechniania swoich prac kluczowa była forma. Grafikę łatwo można było zwinąć w rulon i tanio wysłać pocztą – co ważne - również za granicę. Dla Stanisława Fijałkowskiego obecność jego prac graficznych na międzynarodowych salonach stanowiło szczególny powód do zadowolenia i tak naprawdę budowała obraz jego postaci jako artysty międzynarodowego.
"Obsyłanie wystaw, szczególnie coraz liczniejszych międzynarodowych, stało się wkrótce koniecznością, jeżeli pragnęło zdobyć się uznanie dla swojej sztuki i stanąć w szranki z najlepszymi artystami na świecie. Do tego dochodziła duma, że właśnie polska sztuka jest prawie jedynym towarem eksportowym niekwestionowanej jakości. Równie silna pozycja polskiej grafiki uwidoczniła się przez uaktywnienie się polskiej sekcji międzynarodowego stowarzyszenia drzeworytników XYLON, bardzo widoczną obecność polskich grafików w międzynarodowych wystawach i zdobywanie przez nich licznych nagród, działalność krakowskiego międzynarodowego Biennale Grafiki i łódzkiego międzynarodowego biennale miniatury graficznej."
- Stanisław Fijałkowski – Lata nauki i warsztat. Łódź : Galeria 86, cop. 2002, s. 28