Dlaczego drżysz?
Kiki de Montparnasse (właściwie: Alice Prin) tak opisała swoje pierwsze spotkanie z Mojżeszem Kislingiem. Artysta, opalony po powrocie z wizyty w Saint-Tropez pojawił się na słynnym terrasse kawiarni Rotonde i, patrząc na Kiki, zapytał szefa lokalu (trzeba od razu zaznaczyć, że była to swoista konwencja w porozumiewaniu się): "Kim jest nowa dziwka [czyli: modelka]?". Siedzący tam Maurycy Mędrzycki, ówczesny kochanek dziewczyny, przedstawił ich sobie. Kiki wspominała: "[Kisling] poszczekiwał na mnie, nazywając mnie ladacznicą i syfilityczną, starą k…, wszystko w najbardziej przyjazny na świecie sposób". Postanowiła go zbyć, myśląc równocześnie: "Szkoda, lubię go". Po tym jak zdrowo się wzajemnie nazwymyślali, Kisling przyrzekł, że więcej nie będzie tego robił i obiecał zapłacić Kiki za trzy miesiące pozowania dla niego. Tak zaczęło się coś, co można chyba nazwać przyjaźnią – która połączyła tych dwoje do końca życia Kiki. Ze wspomnień dziewczyny wynika, że nie uważała się w tym czasie za dobrą modelkę. Opisując sesje z Kislingiem pisała natomiast o niekończących się wspólnych żartach i pojedynkach na dziwne odgłosy.
W latach dwudziestych Kiki pozowała malarzowi wielokrotnie (portret jego pędzla zdobił okładkę jej wspomnień). Jednak ze względu na różnice w przyzwyczajeniach, nie mogło być mowy o regularnej, wspólnej pracy. Kisling, który bardzo lubił i umiał się bawić, choćby wrócił do domu o siódmej nad ranem, o dziewiątej stał już przy sztalugach. A ponieważ jego ulubionym gatunkiem był akt, potrzebował pracować z osobami zdolnymi być w jego pracowni o wyznaczonej godzinie. Kiki, również zajmująca się zabawą nie umiała wstawać wcześnie. Kisling był bardzo przywiązany do kobiet, które mu pozowały i na ogół pracował z trzema równocześnie, malując jednego dnia kolejno trzy obrazy. Kiedy okazywało się, że któraś z modelek szczególnie mu odpowiadała, malował ją na okrągło, płacąc za hotel niedaleko pracowni (tak było w przypadku wyjazdów do Sanary). Przyjaciel artysty, Florent Fels tak opisywał początek pracy nad obrazem: "Kisling umieszcza modelkę na rodzaju platformy, co jest o tyle przerażające, że kopie w tę platformę (żeby się obracała), szukając najlepszego oświetlenia. Kręci się wokół modelki jakby odprawiał wojenny taniec. Kiedy światło jest takie jak sobie tego życzy, spieszy do płótna, na którym zaczyna malować zamaszystymi pociągnięciami pędzla" (Florent Fels, Comment ils traveillent, Vu, no. 51, 6 marca 1929, s. 170).
Rozpoznanie Kiki gdyż na różnych obrazach, zdjęciach i we wszystkich mediach, w których została uwieczniona, nie jest rzeczą prostą. Inaczej wyglądała u Maurycego Mędrzyckiego, inaczej u Gustawa Gwozdeckiego, inaczej u Alexandra Caldera, a jeszcze inaczej u Man Raya. A u każdego z tych artystów inaczej za każdym razem. W każdym razie: nie całkiem podobnie do siebie. I nie wynikało to chyba z różnych malarskich, rysunkowych (itd.) stylów. Raczej z umiejętności wyglądania inaczej za każdym razem.
Opierając się na opisach przyjaciół i znajomych, można wnosić, że Kiki była piękna, wesoła, zmysłowa, życzliwa, powabna, wulgarna, ale nie wulgarnością skierowaną przeciwko komuś. "Przyjemnie było zobaczyć Kiki i wspaniale było na nią patrzeć. Miała piękną twarz, żeby zacząć od twarzy i uczyniła z niej jeszcze dzieło sztuki. Miała cudownie piękne ciało i piękny głos, co objawiało się bardziej kiedy mówiła niż kiedy śpiewała. Z pewnością zdominowała erę Montparnasse bardziej niż królowa Wiktoria epokę wiktoriańską", pisał Ernest Hemingway we wstępie do jej wspomnień (pisarz wyświadczył przysługę napisania przedmowy do książki jeszcze tylko jednej osobie).
Prezentowana akwatinta, stworzona przez zabawowego wrażliwca jakim był Kisling, jest dziełem wyjątkowym. Kiki "wyłania się" z ciemnego tła i wygląda jakby marzła. Obok pięknego ciała, którego ubóstwianiem zajmował się przez całą twórczość Kisling, jest tu coś jeszcze. Skupienie na sportretowanej osobie. Psychologiczna głębia, która z tego aktu czyni również znakomity portret.
(CYTATY ZAWARTE W TEKŚCIE POCHODZĄ Z KATALOGU: KIKI'S PARIS, ARTISTS AND LOVERS 1900-1930, BIILLY KLÜVER, JULIE MARTIN, NEW YORK 1989)