Beksiński i Dmochowski - historia mistrza i jego marszanda
Dwie wybitne osobowości, które latami były ze sobą związane emocjonalnie i biznesowo – Mistrz Beksiński i jego marszand, największy fan twórczości – Piotr Dmochowski. Pomimo zakazu żony Beksińskiego, po jej śmierci pisali do siebie listy, w których Beksiński uczył Dmochowskiego obsługi Windowsa, skarżył się na dojmującą samotność po samobójstwie syna, a Dmochowski chwalił się swoim bogatym życiem erotycznym i narzekał na paskudną pogodę w Paryżu… Niesamowita relacja z gatunku "love-hate relationship", bez której ciężko sobie wyobrazić dzieje polskiego malarstwa i która w znacznej mierze przyczyniła się do rozpropagowania dzieł Beksińskiego w Japonii – gdzie swego czasu powstała nawet wystawa stała poświęcona Beksińskiemu w muzeum w Osace.
Życie bywa przewrotne. Niebagatelną rolę odgrywają w nim pozornie nieistotne szczegóły, niezaplanowane spotkania czy wyprawy. W 1976 roku Piotr Dmochowski (mieszkający na stałe w Paryżu, prawnik i wykładowca), wraz z żoną Anną zwiedzał galerię miejską w Łodzi. To tam po raz pierwszy zetknął się z dziełami Beksińskiego. Obrazy wywarły na nim ogromne wrażenie i postanowił dowiedzieć się czegoś więcej na temat ich twórcy. Podczas kolejnego pobytu w Polsce, zadał sobie trud i odnalazł w książce telefonicznej numer do Beksińskiego. Zadzwonił do malarza i umówili się na spotkanie, które odbyło się kilka miesięcy później. Kiedy do niego doszło, Dmochowski od razu zakupił aż pięć obrazów. Było to bez wątpienia wiekopomne spotkanie, które zawarzyło na losach tych dwóch wybitnych indywidualności. W lutym 1984 zawarli umowę. Tak oto Dmochowski stał się oficjalnie marszandem Beksińskiego. Miał on otrzymywać co najmniej 12 dzieł rocznie i był zobowiązany do promocji dzieł mistrza. Czynił to z prawdziwym rozmachem. Zorganizował Beksińskiemu szereg wystaw we Francji, Belgii, Niemczech, a nawet Japonii. Sam Dmochowski, po tym jak wydał na organizację wernisażu Beksińskiego w Paryżu oszczędności swego życia, pisał w swoim pamiętniku 13.04.1986:
"Mam często świadomość, że moja pasja zaślepia mnie; że pełen goryczy w stosunku do tych, którzy jej nie podzielają, zachowuję się, jakbym miał żal do całego świata. Moje poczucie sprawiedliwości protestuje wówczas i żąda bezstronnego stosunku do tych, których skądinąd najchętniej posłałbym na stos (…). Na etapie lansowania Beksa, na jakim się obecnie znajduję, próbuję więc obiektywnie osądzić sprawy i odróżnić zarzuty, które podtrzymuję, i te które za szybko postawiłem. Otóż z pewnością najbardziej dokuczyły mi niczym nie uzasadnione obelgi pod adresem jego malarstwa"
- Piotr Dmochowski, "Zmagania o Beksińskiego", Ciechanów 1996, s. 110.
Jego uwielbienie względem dzieł Beksińskiego miało wręcz znamiona obsesji. Stwierdził nawet kiedyś, w jednym z wywiadów, że gdyby posiadał obrazy Picassa lub Leonarda da Vinci to by zaraz je oddał na aukcje i dobrze sprzedał, aby za te pieniądze kupić kolejne obrazy Beksińskiego. Chciał też stworzyć dla dzieł swojego ulubionego artysty muzeum. Ta wizja niestety nigdy się nie ziściła, ale Dmochowski spełnił przynajmniej swoje marzenie o stworzeniu galerii sztuki.
Zdzisław Beksiński - Paryż oraz Japonia
W latach 1989-96 istniała w Paryżu przy ulicy Quincampoix autorska galeria Beksińskiego o nazwie "Galerie Dmochowski – Musée galerie de Beksinski". Innym sukcesem Dmochowskiego, o którym wspomina w swojej książce, było rozpropagowanie prac Beksińskiego wśród mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Tak o tym napisał: "W 1990 roku grupa Japończyków, którzy odkryli Beksa poprzez moją monografię, zakupiła ode mnie w najbardziej nieprawdopodobnych okolicznościach 59 jego obrazów. Z tych obrazów urządzili oni efemeryczne muzeum w Osace (…)"(Ibid. s. 603). Przez pewien czas istniała nawet stała wystawa artysty. Niestety muzeum już nie istnieje, ale nadal w Japonii znajduje się wiele obrazów Beksińskiego.
W 1994 roku nastąpiło nagłe i gwałtowne ochłodzenie stosunków Beksińskiego z Dmochowskim. "Beks dla przyczyn, które tylko on sam zna, w końcu 1994 r. zerwał nasz układ, wstawiając natychmiast swoje obrazy do polskich galerii (…). Wraz z zerwaniem umowy na wyłączność znikła pierwsza racja istnienia naszej galerii w Paryżu. Bo jej głównym celem było pokazywanie właśnie jego prac. Nie mając dostępu do jego nowej twórczości, trzeba by było zadowolić się pokazywaniem dawnych obrazów. To byłoby nudne" (Ibid., s.604).
Beksiński – Dmochowski. Listy 1999-2003
Niewątpliwe skarbnicą wiedzy na temat relacji Beksińskiego i Dmochowskiego jest książka "Beksiński – Dmochowski. Listy 1999-2003". Szczerość i otwartość, z jaką pisane są listy sprawia, że czytając je, mamy możliwość poznania odczuć, przeżyć oraz poglądów ich autorów. Ciekawa była swoista dwubiegunowość ich relacji – którą można określić "love-hate relationship". Przedstawiona korespondencja była wznowiona po długim okresie milczenia, już po wypowiedzeniu umowy przez Beksińskiego. Zakopanie topora wojennego nastąpiło po śmierci małżonki malarza, która nie życzyła sobie kontynuacji znajomości z Dmochowskim. Po niespełna siedmiu miesiącach korespondowania odebrał sobie życie jego syn – Tomasz. Beksiński został sam. Samotność deklarował w listach wprost, bije z nich także między wierszami. Możliwość korespondencji z byłym marszandem była dla niego substytutem bliskiej relacji, aczkolwiek nie do końca takim, jakiego by sobie życzył. Mimo licznych tarć, wykazując kulturę, brnął dalej i starał się zachować pozytywne relacje. W listach Beksiński jawi się jako w pełni niezależny i wierny swoim ideałom. Zdecydowanie nie lubił, gdy ktoś bezpardonowo burzył porządek jego mikroświata. Dmochowski stanowił jego przeciwieństwo. Był otwarty na ludzi, impulsywny i niepokorny. W listach wspominał sprawę jaką mu wytoczono za pobicie oraz chwalił się swymi licznymi romansami. Jest to wręcz niebywałe, że ci skrajnie różni ludzie, o zupełnie odmiennych biografiach, byli w stanie żyć we względnej symbiozie.
Zdzisław Beksiński zginął zaledwie kilka dni przed swoimi 76 urodzinami. Choć mistrza nie ma już z nami, jego sława trwa. W ubiegłym roku odbyła się duża jego wystawa "Beksiński w Warszawie". Jego obrazy biją rekordy cenowe na aukcjach. Największa, systematycznie uzupełniana kolekcja jego prac w kraju znajduje się w Muzeum Historycznym w jego rodzinnym Sanoku. Za granicą, najwięcej jego dzieł znajduje się oczywiście w Paryżu. Jest w posiadaniu Piotra Dmochowskiego, który niezmiennie kolekcjonuje prace swego ulubionego artysty. A wszystko zaczęło się od przypadkowej wyprawy na wystawę do Łodzi…