15 czerwca 2020

Zdzisław Beksiński a surrealizm

Termin: 18 czerwca 2020 godz. 19:00

 

"Niewątpliwie walczę i to walczę już świadomie, ze swoją skłonnością do wylizywania obrazu, która jest jakąś skłonnością nerwicową, a nie wynikającą z potrzeb estetycznych. Natomiast, z drugiej strony, męczy mnie, jeżeli ja mam zbyt oczywiste pociągnięcie pędzla, które wydaje mi się czymś paskudnym. Chcę pogodzić jedno z drugim, a to jest właściwie prawie niewykonalne. Trudno mi powiedzieć. Dlatego te obrazy są zawsze kompromisem".

Zdzisław Beksiński, 1999

 

Beksiński eksperymentował z surrealistyczno-ekspresjonistycznymi kompozycjami już przy pracach fotograficznych, które zaczął tworzyć podczas studiów na Wydziale Architektury krakowskiej AGH. Rozpoczynając działalność malarską w latach 60. również zwrócił się ku takiemu językowi wypowiedzi, niemal natychmiast znajdując własną drogę. Na tle całej twórczości Beksińskiego niezwykle ważnym wydaje się jego okres fantastyczny, który przyniósł artyście największy rozgłos i uznanie krytyki. To właśnie z dziełami z tego czasu jest on utożsamiany przez większość odbiorców. Malarstwo Beksińskiego od końca lat 60. aż do początku lat 80. pełne jest pejzaży o metafizycznym charakterze. Mistrzem, którego twórca darzył szczególnym uznaniem był Tadeusz Brzozowski - jeden z największych współczesnych artystów polskich. To właśnie od Brzozowskiego zaczerpnął metodę prowadzenia rysunku niezwykle cienką kreską i podobnie jak on nadawał wówczas swoim kompozycjom wymyślne tytuły. W drugiej połowie lat 50. inspirował się także twórczością Pabla Picasso, Paula Klee, czy Henry'ego Moore'a. W niektórych kompozycjach z tego okresu artysta wyraźnie zmierzał ku prostym, geometrycznym kształtom, nasuwającym na myśl dokonania kubistyczne. Ostatecznie w końcu lat 50. Beksiński zrozumiał, że to, co, jak określał "nosi w sercu i pod powiekami" będzie możliwe do zrealizowania jedynie za pomocą pędzla i ołówka. 

Zdzisław Beksiński malarstwu olejnemu poświęcił się całkowicie w latach 70. Według Henryka Wańka właśnie oddanie się tej dziedzinie sztuki zagwarantowało Beksińskiemu sławę i uznanie. Jak pisze: "Kontrowersyjną popularność Beksiński zawdzięcza wyłącznie swemu malarstwu. To różni go od większości popularnych artystów, którzy do swego artystycznego dorobku, aby utrwalić się w świadomości publicznej, muszą dorzucić jakieś zasługi towarzyskie, bywać w telewizji, udzielać wywiadów. Nawet kompletny analfabeta postawiony przed dziełem Beksińskiego musi to zauważyć: skrajną doskonałość warsztatu artystycznego i zaskakującą osobliwość treści. Nie chodzi przy tym o to, że zaskakują pomysły okrutne czy prowokujące idee. Na wszelkie sugestie, że rozpowszechnia trwogę i lęk, Beksiński odpowiada przecząco, choć czasem zdaje się to robić z przekory. Ale uwierzmy mu. Dlaczegóż by nie wierzyć artyście? I uznajmy, że w sztuce nie ma miejsca na propagandę strachu i okrucieństwa. A nawet – że właściwie sztuka może nas uwalniać spod władzy wszystkich okropności, jakich nam nie szczędzi samo życie".

Sztukę Beksińskiego często rozpatruje się poprzez stwierdzenie jej analogii do malarstwa surrealistycznego. Tym, co niewątpliwie cechuje zarówno jego sztukę, jak i wspomniany kierunek artystyczny jest chętne posługiwanie się niezwykłymi, onirycznymi wizjami jako podstawowym źródłem inspiracji. Obrazy Beksińskiego łączą motywy w sposób, który przywodzi na myśl sen. Dobrze daje się to zauważyć w przypadku prezentowanej tu kompozycji z 1997 roku. Jej forma dobrze koresponduje z oniryczną treścią: jest szkicowa, daje wrażenie ulotności brył, jakby nie były one rzeczywiste, ale wyłącznie wyśnione. Charakteryzują się one pewnego rodzaju ulotnością – choć obraz przedstawia masywne bloki (skały?), rysunkowy sposób malowania przydaje im lekkości. Wydają się one raczej wyobrażeniem, wytworem fantazji, niż gdziekolwiek zaobserwowanym motywem. Występują w tym malarstwie również zestawienia motywów układających się w nieodgadnione, prawdopodobnie symboliczne układy. Ciekawie ujął to Wiesław Banach: " To, co widzimy w jego obrazach, jest tożsame i zarazem nie jest tożsame z tym, co widzą nasze oczy. Postać nie jest człowiekiem, katedra nie jest katedrą, krzyż nie jest krzyżem, nawet cierpienie i samotność, których się tam upatrujemy, nie są cierpieniem i samotnością, lecz może raczej tylko snem we śnie, a budząc się, pozostajemy nadal w rzeczywistości tyle tylko, że innego snu".

Zdzisław Beksiński, "BŻ", 1997

 

Kategoria piękna była dla Beksińskiego niezwykle sugestywnym odczuciem. Wychodził zazwyczaj od monochromatyzmu, budując formę w ten sposób, by osiągnąć właściwą architektonikę kompozycji. Bogactwo półtonów było dla niego ważniejsze niżeli poszukiwanie rozwiązań kolorystycznych. Beksiński często zacierał ślady pędzla oraz fakturę swoich płócien podążając za myśleniem fotograficznym.

Twórczość Zdzisława Beksińskiego nie pozostawia widzów obojętnymi. Jest to sztuka pełna tragicznych doświadczeń, która ma zarówno swoich miłośników, jak i oponentów. Obrazowy język turpizmu i groteski, którym posługiwał się artysta, a zarazem wizje, które przenosił na płótna, zwykle nie są estetycznymi, łatwo przyswajalnymi obrazami. Beksińskiego wykreowano na postać tragiczną, na co niemały wpływ miały losy jego rodziny: nieoczekiwany zgon żony Zofii, samobójstwo syna Tomasza, aż w końcu śmierć samego malarza w wyniku zabójstwa. Dramatyzm tych nagłych śmierci wzmógł zainteresowanie wielu twórców, lecz pomimo licznych publikacji oraz tekstów krytycznych na temat artysty, ale także ze względu na ambiwalentne oceny – twórczość Beksińskiego wciąż budzi żywe emocje, zarówno te pozytywne, jak i negatywne.