Andrzej Krajewski: malarz, plakacista, kobieciarz

Poznaj artystę

Andrzej Krajewski: malarz, plakacista, kobieciarz

Tytus Klepacz

 

Z perspektywy czasu Andrzej Krajewski, którego możemy znać głównie jako autora plakatów złotej ery polskiego designu, okazuje się być artystą totalnym. Na najbliższej aukcji, która przyjmuje formę przeglądu jego twórczości z okresu pięćdziesięciu lat, zobaczyć można dzieła z wielu dziedzin: od malarstwa i plakatu, przez rysunek, szkice, grafikę, aż po twórczość komiksową i okładki książek oraz czasopism. 

 

Andrzej Krajewski (ps. Andre de Krayewski) urodził się w Poznaniu w 1933 roku, studiował w pracowni plakatu Henryka Tomaszewskiego na warszawskiej ASP, uczęszczał też na zajęcia z malarstwa u Wojciecha Fangora; i właśnie tę malarskość w swej twórczości często stawiał przed projektowanie graficzne. Krajewski zwykł powtarzać, że plakat jest dla niego najważniejszy, ale to właśnie podejście i myślenie malarstwem jest elementem spajającym jego twórczość. Ciekawie, ale i dość przewrotnie, zauważył to Wojciech Freudenreich podczas spotkania w warszawskiej Zachęcie z okazji premier albumu "Moje okładki":

"O tym świadczą jego prace, o tym, że miał zacięcie malarskie. Jego plakaty noszą piętno indywidualizmu Andrzeja. Plakat nie wymaga czegoś takiego. (...). Plakat jest informacją. Andrzeja, tak zwane, plakaty, nie są dobrymi plakatami, są dobrą plastyką, dobrym malarstwem."

(Za: https://zacheta.art.pl/pl/mediateka-i-publikacje/premiera-albumu-andrzeja-krajewskiego-moje-okladki)

Andrzej Krajewski w swojej pracowni w Newark w 2014 roku, Fot. Sylvester Zawadzki

O takim myśleniu Krajewskiego świadczą też narzędzia, tematy i motywy zaczerpnięte z malarstwa, którymi posługiwał się podczas tworzenia, czerpiąc z twórczości prymitywistów, kubistów, pop-artu i art déco oraz stawiając formę i kolor (żywa charakterystyczna paleta to znak firmowy artysty) ponad przekaz, informację, element użytkowy. Motywem przewijającym się u Krajewskiego jest akt, rubaszny i frywolny erotyczny humor, którego nie unikał nawet na ulicznych afiszach. Może właśnie dlatego, jak sam się przechwalał, jego plakaty były najczęściej zrywane przez kolekcjonerów epoki PRL-u. 

 

Kluczem malarskim właśnie trzeba patrzeć na prace, które znalazły się na aukcji, bo dzięki temu całość możemy oglądać jako skondensowane podsumowanie artystycznej spuścizny artysty. 

 

Obraz "Przywiązanie" z 2012 jest w pewnym sensie kwintesencją zainteresowań Krajewskiego. Mamy tu wszystko na "jednej desce": geometryczna forma nawiązująca do pop-artu i kubizmu, motyw nagiej kobiety, erotyki i żywe, niemal fluorescencyjne, kolory. 

"Najbliższy jest mi pop-art. Lubię po prostu rysować – okręty, kobiety, kwiaty rewolwery, konie. Wolę to od białego koła na czarnym tle. Plakat jest dla mnie czymś, co można oglądać, napawać się, kontemplować – spędzić nad nim dłuższą chwilę, a nie – dostrzec go i już wiedzieć, o co chodzi, i biec dalej."

Andrzej Krajewski, O sensie i bezsensie, magazyn "Polska", 1970, str. 12.

Projekt plakatu do filmu "Casablanca" to już jawne nawiązane do twórczości Roya Lichtensteina, ale jak się okazuje również wyraz fascynacji komiksem, której zwieńczeniem jest wydana w 2014 roku quasiautobiograficzna powieść obrazkowa "Skyliner".

 

Warto pochylić się nad warsztatem i zerknąć na twórczość Krajewskiego od kuchni. Szkice plakatów wraz z finalnymi drukami offsetowymi ("Dzień Walentego", "Seans" i "Willkommen w Zoppotach") są niepowtarzalną szansą przyjrzenia się z bliska rzemiosłu artysty. Ciekawostką jest, że plakat do spektaklu "Dzień Walentego" jest oficjalnym powrotem artysty do projektowania plakatów w Polsce po dwudziestoletniej przerwie. Na aukcji można znaleźć też ostatni zaprojektowany w kraju plakat (przed wyjazdem artysty do USA w 1985 roku) do spektaklu "Gorzkie łzy Petry von Kant".

"Obrazy, które wychodzą spod jego ręki, przedstawiają świat taki, jakim go ZNAMY, a nie taki jakim go WIDZIMY, gdyż ludzie i przedmioty są w nim ZNAKAMI wyposażonymi w charakterystyczne atrybuty. Henryk Tomaszewski (…) namawiał swych studentów, by tworzyli plakaty syntetyczne, jako znaki dla sytuacji czy wydarzenia. Krajewski przejął od nauczyciela ideę znaków, ale zrobił z niej inny, bardzo swoisty autorski użytek."

- Prof. Krzysztof Lenk, Andrzeja Krajewskiego opisywanie świata, "Moje okładki", 2014, str. 16.

W Stanach Zjednoczonych Krajewski skupił się na malarstwie tworząc wielkoformatowe obrazy, z których jeden został zakupiony przez zarząd i promował New York Film Academy. Wśród prezentowanych prac można zobaczyć szkic do tego obrazu; podobnie jak dwie inne prace rysunkowe – "Para nad zatoką" i "Mezalians" – które również są szkicami do obrazów.

 

Kolejnym elementem porfolio artysty są grafiki: “Nur fur Deutsche (scena z Krynicy)" – praca nawiązująca do wojennych wspomnień Krajewskiego z Krynicy-Zdrój, w której jako dziecko podglądał niemieckim żołnierzy na rauszach i imprezach – czy “Eye-Knocker" –  limitowany print z motywami jakże charakterystycznymi dla Krajewskiego. 

Całości aukcji dopełniają projekty okładek. Rzadki przykład druku avant la lettre okładki magazynu “Polska" z 1971 oraz album “Moje okładki" w zestawie z sześcioma wydawnictwami z okładkami autorstwa Krajewskiego. 

 

Andrzej Krajewski był postacią zupełnie nietuzinkową. Obdarzony niezwykłym przewrotnym poczuciem humoru, zafascynowany Ameryką (gdzie się dało próbował "wsadzić" flagę USA, patrz: plakat do filmu "Dzielny wojak Rosolino") i jazzem (zwłaszcza Charlie Barnetem). Artysta totalny, który zawsze podkreślał, że jako pierwszy w Warszawie nosił kolorowe skarpetki kowbojskie buty (czego nie omieszkał zaznaczyć na okładce albumu "Moje okładki"). Zmarł w Newark 10 kwietnia 2018 roku.

"Można odnieść wrażenie, że Krajewski, tworząc - bawi się; później świetną zabawę mają widzowie."

- Ryszard Kiwerski, Twórcy plakatu filmowego, "Magazyn Filmowy", 1972, str. 19.