'American dream' Rafała Olbińskiego

Anatomia dzieła sztuki

'American dream' Rafała Olbińskiego

"Zadzwoniłem do redakcji magazynu ‘Time', żeby pokazać swoje portfolio. Recepcjonistka coś odpowiedziała, a ja zrozumiałem, że redaktor naczelny chce się ze mną spotkać na lunch. Dziś myślę sobie, że byłem totalnym idiotą, wysnuwając taki wniosek. (śmiech) No ale przejąłem się tym bardzo, zwinąłem swoje plakaty i wybiegłem z domu, żeby nie spóźnić się na spotkanie. Lał wtedy potworny deszcz, więc cały zmokłem. Na miejscu okazało się, że żadnego lunchu nie ma i że mogę zostawić swoje prace z nadzieją, że dyrektor artystyczny kiedyś na nie zerknie. Wyglądałem okropnie – jak skrzyżowanie Rasputina z Chopinem. Do tego trzymałem pod pachą zmoczone plakaty. Podejrzewam, że panience z recepcji zrobiło się mnie żal i zadzwoniła po dyrektora artystycznego. Gdy rozkładałem swoje prace, obok przechodził Richard Hess, jeden z największych ilustratorów amerykańskich. Spojrzał na moje plakaty i powiedział, że są ‘energetic'. Coś mu odpowiedziałem, ale szybko zorientował się, że nie znam angielskiego. Zapytał, z jakiego kraju pochodzę. Odpowiedziałem, że z Polski. On na to, że przygotowuje okładkę do kolejnego numeru magazynu ‘Time', który poświęcony będzie nowym emigrantom. Zrobił mi zdjęcie polaroidem i za tydzień moja twarz pojawiła się na okładce tego pisma".

- Rafał Olbiński.

 

Ta historia brzmi jak fragment hollywoodzkiego filmu, a jednak wydarzyła się naprawdę. Cała kariera Rafała Olbińskiego to gotowy scenariusz na film. Urodził się w Kielcach, w wielodzietnej rodzinie, pod koniec wojny. Następnie studiował architekturę w Warszawie.

Początkowo wcale nie marzył o Nowym Jorku, a o Paryżu. Jeszcze jako student wybrał się na wakacje do tego miasta. Architektura francuskiej stolicy go olśniła, życie zaś było lekcją pokory. Mieszkał w mikroskopijnym mieszkaniu na poddaszu z kolegą, pracował na nocną zmianę w hotelu i dzięki temu mógł się utrzymać. Po wakacjach wrócił do szarej, komunistycznej Polski. Jego dusza estety cierpiała z tego powodu. I tu zaczyna się iście filmowy wątek. Wyjechał do Nowego Jorku. Wcale nie planował, by tam zostać, lecz wybuchł stan wojenny i Olbiński stanął przed dylematem: albo wrócić do ojczyzny i zapomnieć o światowym życiu, albo spróbować wcielić w życie "American dream" i faktycznie jego samozaparcie, garść niesamowitych przypadków (taki jak ten z okładką "Time Magazine") sprawiły, że zaczął robić w Nowym Jorku spektakularną karierę. Przygotowywał okładki dla "Time Magazine" i "Newsweeka", ale też plakaty do oper. Z czasem zaczął malować i to był kolejny krok milowy w jego karierze.

 

W Nowym Jorku spędził ponad 30 lat, i choć początkowo tego nie planował, z pewnością była to dobra decyzja. Jak sam przyznał na łamach magazynu "Lavie" (nr 2, 20119), niewątpliwie moment, w którym niespodziewanie trafił na okładkę "Time Magazine", dodał mu skrzydeł i był dobrym znakiem na przyszłość. "I w tym momencie zrozumiałem, że w moim życiu nie ma miejsca na porażkę. Jeśli zaczynasz karierę w nowym kraju od okładki w ‘Time Magazine', to wszystko musi się udać!".

 

To dzięki temu wyjazdowi, pobytowi w USA oraz ciągłemu rozwojowi, mogły powstać takie obrazy jak ten olejny, pełen podtekstów i nieoczywistych skojarzeń. W albumie aktów artysty niektóre są sparowane z tekstami znanych osób, którym Olbiński zadał pytanie, co oglądający ma na myśli, patrząc na wybrany obraz. Obraz połączony jest z wypowiedzią Agnieszki Holland. Tak zinterpretowała obraz ta wybitna polska reżyserka, która podobnie jak Olbiński osiągnęła ogromny sukces zawodowy w Stanach Zjednoczonych:

 

"Osoba – kobieta – mieści się na wielu piętrach poznania. Naprawdę trudno jest ogarnąć całość, wymaga to prawdziwego wysiłku, ciekawości, pokory i dystansu. Zamykamy się, a szczególnie mężczyzna zamyka się w klatkach poznawczych. Widzi tylko część, fragment, redukujący obiekt do jednej funkcji. Patrząc na obraz, zastanawiam się, czy w ogóle spróbuje wejść na kolejne piętro? Może nie wie nawet, że ono istnieje? A może wie, ale zatrzymał się na tym środkowym i w zupełności mu to wystarczy? I co było najpierw? Dom czy kobieta? Piętra czy całość? Oto jest pytanie! I co ona czuje, sfragmentowana, rozczłonkowana, unieruchomiona?"

- Agnieszka Holland (Olbiński. Akty, [red.] Wioletta Połeć, Bosz Szymanik i wspólnicy, Olszanica 2020, s. 32-33.

 

Prezentowane dzieło jest bardzo surrealistyczne w swej wymowie, przywodzi na myśl psychoanalizę Freuda, który był uważany za guru surrealistów. Oto ciekawski mężczyzna wkłada głowę do okna i widzi jedynie klatkę piersiową oraz narządy rozrodcze kobiety. Jego twarz wydaje się zahipnotyzowana tym widokiem. Nie wiemy, czy kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że jej nagie ciało jest podglądane przez intruza, lecz ułożenie rąk oraz patrzenie z góry w kierunku mężczyzny nasuwa przekonanie, że nie tylko jest świadoma tego, że podziwia jej nadobne kształty, ale też patrzy na niego z odrobiną politowania, gdyż skupia się on jedynie na fragmencie jej ciała, nie widzi wszystkiego. Obraz powstał w 2016, ale jest szalenie aktualny do dziś.