Sztuka Współczesna. Klasycy Awangardy po 1945 (wyniki)
26 listopada 2020 godz. 19:00

Cena wylicytowana: 200 000 zł
Numer obiektu na aukcji
8
Ω

Cena wylicytowana: 200 000 zł

akryl/płótno, 100 x 70 cm
na odwrociu nalepki wystawowe z H.F. Johnson Museum of Art oraz Laband Art Gallery w Los Angeles
ID: 88566
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
- Do kwoty wylicytowanej doliczona zostanie opłata z tytułu "droit de suite". Dla ceny wylicytowanej o równowartości do 50 000 EUR stawka opłaty wynosi 5%. Opłata ustalana jest przy zastosowaniu średniego kursu euro ogłoszonego przez NBP w dniu poprzedzającym dzień aukcji.
- Obiekt importowany spoza terytorium UE na podstawie odprawy czasowej. Importowy podatek VAT w wysokości 8% kwoty wylicytowanej, będzie doliczony do ceny sprzedaży obiektu.
Pochodzenie
  • kolekcja Hanny i Witolda Dowoyna-Sylwestrowiczów
  • kolekcja prywatna, Europa
Opinie
  • autentyczność skonsultowana z Fundacją Nowosielskich w Krakowie
Wystawiany
  • Masters of Contemporary Polish Art, H.F. Johnson Museum of Art, Cornell University, Ithaca w stanie Nowy Jork, 2.04-18.05.1986
  • Escapes: Polish Art in the Communist Era, Leband Art Gallery, Marymount University, Los Angeles, 3.01-21.03.2010
Więcej informacji
Działalność artystyczna Jerzego Nowosielskiego sytuowała się na styku skrajności – w swoich pracach starał się łączyć elementy sacrum i profanum, cielesności i duchowość, abstrakcję i figuratywność. Prezentowana praca należy do serii tworzonych na przestrzeni II połowy lat 70. „aktów czarnych” i powiela wykorzystywany często przez artystę motyw lustrzanego odbicia: „W obrazach tych Nowosielski postać kobiety umieszcza w płytkiej, jednoplanowej przestrzeni, ‘wycina’ jej fragment ramą płótna, a następnie powiela. Powstaje w ten sposób kompozycja rytmiczna i symetryczna, zarazem jednak nigdy nie w pełni rytmiczna, o zawsze zachwianej osi symetrii. Obrazy te mają ogromną siłę oddziaływania. Z jednej strony wynika ona na pewno z kontrastów barwnych mocnej czerwieni i głębokiej czerni (w większości są to tzw. czarne akty), a z drugiej – z nietypowej, intrygującej kompozycji planu. Trudno dokonać analizy tych obrazów. Trudno odnaleźć punkt oparcia, wokół którego udałoby się uporządkować przedstawione elementy. Dopiero tytuł, zdradzający istnienie lustra, pozwala odczytać ledwo zasygnalizowany kształt ramy i daje klucz do odczytania obrazu” (Katarzyna Chrudzimska, Speculum mundi – motyw lustra w twórczości Jerzego Nowosielskiego, „Konteksty” 1996, nr 3-4, s. 24). Charakterystycznym zabiegiem dla obrazów z tego cyklu jest kadrowanie, pozostawiające widza w sferze niedopowiedzenia. Nie sposób rozsądzić, co jest odbiciem, a co rzeczywistością, ramy lustra zacierają się tak jak linia wyznaczające granice obrazu, przecinająca wpół przedstawione postaci. Czarne akty przypominają bardziej figury totemiczne, obiekty kultu. Mniej jest w nich prowokacyjnego erotyzmu znanego z „sadomasochistycznych” kompozycji artysty z lat 50., a więcej kobiecej siły, mistyki ciała, sakralizacji samej kobiecości. Niewątpliwie kluczowym dla uformowania się artystycznego języka Nowosielskiego było zainteresowanie surrealizmem odzwierciedlające się w odważnych rozwiązaniach perspektywicznych i kompozycyjnych, splatające się z prowokacyjną śmiałością tematyczną cechującą ten nurt. Sam malarz był jednak przekonany, że bez kontaktu z religijną ortodoksją rezultaty jego recepcji sztuki nowoczesnej wyglądałyby zupełnie inaczej. W latach 30. XX wieku często jeździł razem z ojcem kolejarzem z rodzinnego Krakowa do Lwowa. Na Ukrainie porażające wrażenie wywarło na nim pełne ikon ukraińskie muzeum we Lwowie. Tam, jak po latach wspominał, doznał duchowej i artystycznej iluminacji: „Świadomość moja została zaatakowana przez kolosalną wręcz ilość ikon, które były pierwszorzędnymi dziełami sztuki. Wrażenie było tak silne, że tego spotkania z nimi nigdy nie zapomnę. Patrząc, odczuwałem po prostu ból fizyczny, kręciło mi się w głowie, brakowało tchu w piersiach, nogi odmawiały posłuszeństwa. Nie byłem w stanie przejść z jednej sali do drugiej. Były to pierwsze w moim życiu arcydzieła sztuki, których oddziaływania doświadczyłem bezpośrednio, a nie za pośrednictwem reprodukcji czy fotografii. (…) Takich przeżyć się nie zapomina. Do dziś pamiętam ten wstrząs”. To przeżycie zdeterminowało całą jego życiową drogę życiową artystyczną: „Wszystko to, co później w ciągu życia realizowałem w malarstwie, było, choćby nawet pozornie stanowiło odejście, określone tym pierwszym zetknięciem się z ikonami w lwowskim muzeum”. W ikonach przemówiła do niego siła duchowa, ale dostrzegł w nich też cechy pozwalające mu później połączyć je z nurtami ówczesnej awangardy. Fascynacja ikoną wyrobiła w artyście mistyczny stosunek do działalności artystycznej, który został jeszcze pogłębiony po rocznym pobycie w nowicjacie, w Ławrze Poczajowskiej pod Lwowem. Jego własne „ikony”, uznane przez Mieczysława Porębskiego za przykłady „realizmu eschatologicznego”, świadczą o nieustannie ponawianych próbach przekraczania granic i łączenia w obrębie jednego dzieła sztuki na pozór sprzecznych idei, estetyk i znaczeń.