Sztuka Dawna. Prace na Papierze (wyniki)
25 lutego 2020 godz. 19:00

Estymacja: 120 000 - 150 000 zł
Numer obiektu na aukcji
13

Estymacja: 120 000 - 150 000 zł

pastel/papier, 66,5 x 86 cm
sygnowany monogramem wiązanym p.d.: 'SW'
ID: 82333
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
Pochodzenie
  • dom aukcyjny Agra-Art, grudzień 2006
  • dom aukcyjny Desa Unicum, maj 2010
  • kolekcja prywatna, Warszawa
Literatura
  • porównaj: Stanisław Wyspiański: Opus magnum, Katalog wystawy, Muzeum Narodowe w Krakowie, Kraków 2000, kat. IV 23, IV 24, s. 109
Więcej informacji
Przełomowym momentem w malarskiej karierze Stanisława Wyspiańskiego było przygotowanie dekoracji dla kościoła Franciszkanów, zniszczonego podczas wielkiego pożaru Krakowa w 1850 roku. „Zgodnie z decyzją jury konkursu rozpisanego w lutym 1894 roku pośród ośmiu przesłanych prac żadna nie zdobyła głównej nagrody. Przeznaczoną na nią kwotę podzielono między Józefa Mikulskiego, Franciszka Górskiego oraz Antoniego Tucha, zaznaczając, że do realizacji przeznaczono projekt pierwszego z nich. Zastrzegano jednak, że musi on zostać zmieniony. Mimo to nadzorujący prace architekt Władysław Ekielski nie był zadowolony z prób podjętych przez Mikulskiego. W kościele przygotowano jednak już rusztowania i trzeba było natychmiast rozpocząć planowane prace. Tymczasem studia nad wystrojem wnętrza tej świątyni – rozpoczęte jeszcze w Paryżu, na własną rękę, mimo rozstrzygniętego już konkursu – prowadził także Wyspiański. Choć Ekielski nie znał go w tym czasie osobiście, słyszał o talencie młodego artysty (zapewne od swojego przyjaciela, Stryjeńskiego), wiedział też, że studiował on architekturę gotyckich katedr francuskich. Nie bez znaczenia był również fakt, że Wyspiański pracował wcześniej przy odnawianiu wnętrza sakralnego – kościoła Mariackiego. Praktycznie już pierwsza rozmowa z Ekielskim zadecydowała, że w maju 1895 roku Wyspiańskiego zatrudniono przy wykonaniu dekoracji kościoła Franciszkanów. Praca ta stała się dla niego przysłowiową manną z nieba – nie tylko miał zapewnioną możliwość stałego zarobkowania, ale dzięki tak dużemu i prestiżowemu zleceniu stawał się na powrót istotnym uczestnikiem krakowskiego życia artystycznego. Mieszkając przy Poselskiej, w domu przylegającym do franciszkańskich ogrodów, Wyspiański nieomal oddychał wnętrzem dekorowanej świątyni. Jego pracownia pokryta była arkuszami i rulonami, którymi dosłownie zarzucał realizujących projekt malarzy. Tego zresztą wymagała zaistniała sytuacja. A arkusze te pokryte były precyzyjnie wykreślonymi motywami roślinnymi i kwiatowymi. Oparte na rodzimych gatunkach, stały się dominującym motywem komponowanej dekoracji. Bo właśnie te niewyszukane polne kwiaty, zioła i zwykłe chwasty wielbił Wyspiański od zawsze. To one pociągały go najbardziej, to im poświęcił wyjątkowy w swoim charakterze Zielnik, to w nich widział jeden z najważniejszych elementów polskiego pejzażu. Rozpoczynając pracę u franciszkanów, Wyspiański nie mógł się nawet domyślać, że stanie się ona tak ważna dla jego artystycznej biografii, ani tego, że poświęci jej tak wiele czasu... Realizacja polichromii, a potem również witraży dla tej świątyni, okaże się sumą wcześniejszych pasji, zainteresowań, poszukiwań. W jednym dziele artysta scali swoje studia wynikające z fascynacji gotykiem, wielką miłość do malarstwa monumentalnego, umiłowanie dla rodzimej przyrody, wreszcie artystyczne doświadczenia ostatnich lat, kiedy doskonalił własny warsztat, z czasem osiągając perfekcyjne panowanie nad tworzywem (we franciszkańskiej dekoracji odnajdujemy już charakterystyczny dla dojrzałej twórczości Wyspiańskiego rysunek z mocną linią, swobodną, giętką, niesymetryczną, zdawałoby się – kapryśnie błądzącą). (…) To, co można było już wyraźnie zobaczyć we lwowskim witrażu, tu eksplodowało z wielką siłą. Nie chodzi już o pojedynczą, zamkniętą kompozycję, ale o ogarnięcie ideą całego wnętrza, ogromnej przestrzeni. Studiując pisma św. Franciszka, Wyspiański obmyśla całościową kompozycję, pozwalającą na zawarcie w niej franciszkańskiej idei miłości do wszystkiego, co nas otacza. To właśnie dlatego tak dużo tu kwiatów: irysów, bławatków, kaczeńców, lilii, rumianków, słoneczników, maków, kąkoli... Tworzą one stylizowane, powtarzalne wzory, pokrywające duże powierzchnie ścian i znakomicie współgrają ze strzelistą architekturą gotyckiego wnętrza” (cyt. za Łukasz Gaweł, Stanisław Wyspiański. Na chęciach mi nie braknie…, Kraków 2017, s. 125-126). Jednak ze względu na zbyt duże nowatorstwo projektów Wyspiańskiego, całość realizacji kościoła oo. Franciszkanów nie została poprowadzona wedle jego wzoru. Zachowało się jednak dużo pastelowych szkiców o motywach floralnych. Porównując prezentowaną pracę ze studiami do polichromii z motywem kwiatów śliwy ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie, nasuwają się bardzo bliskie analogie. W obydwóch przypadkach artysta ukazał ukwieconą gałązkę na tle granatowego łuku o rozjaśnionych krawędziach. Z podobną uwagą zostały potraktowane białe płatki kwiatów oraz pręciki zwieńczone kwiatowym pyłkiem o intensywnej barwie. W charakterystyczny dla siebie sposób Wyczółkowski wystylizował liście o geometrycznym wręcz wykroju, kontrastując je z delikatną linią kwiatów. Roślinne formy w całej twórczości Stanisława Wyspiańskiego były koronnym motywem definiującym kształt jego sztuki. Sam artysta świadomie wskazuje na świat flory, odszukując w niej wytłumaczenie dla kształtu własnego malarstwa, pisząc: „Proszę Cię, w jakim też stylu są malwy lub trzewiczki M. boskiej? – jakżeż mnie to cieszy, że nie potrzebuję sobie żadnej fatygi zadawać, potrzebuję tylko wziąć do ręki roślinę, obejrzeć, rozpatrzyć i zrozumieć, jak rośnie, i już mam jej styl, i patrząc coraz inaczej, coraz lepiej mogę ją układać” (cyt. za Listy Stanisława Wyspiańskiego do Lucjana Rydla, t. 2, cz. 1, Kraków 1979, s. 316). Wyspiański na potrzeby realizacji polichromii, witraży, winiet do prasy i książek czy elementów dekoracyjnych dla sztuki użytkowej stworzył „Zielnik” zawierający szkice roślin narysowanych w najróżniejszych ujęciach. O wyjątkowym stosunku artysty do natury i niebywałym zmyśle obserwacji wspominał Zenon Parvi, przytaczając historie z lat dzieciństwa: „powracając brzegiem Wisły rwał po drodze owe kwiaty, o ile kwiatami nazwać można osty, kąkole, jakieś kłujące o dziwacznych liściach zielska, ogromne trawy puszaste, pokrzywy i głóg, wszystko, co rosło dziko w rowach przydrożnych lub na brzegu Wisły. (...) Staś odnajdywał je prześlicznymi i rysował je ciągle w różnych kombinacjach. Były to pierwsze próby jego, wykonanych później już przez artystę, stylizowanych liści, owej ślicznej a oryginalnej ornamentyki, którą tyle razy później zdobił szereg publikacji, książek, pism. Nieprzyjaciel szablonu i banalności, od dziecka ponad wszelkie hodowle ogrodowe umiłował polne, dziko rosnące ziela, w których odnajdywał formę i wyraz” (cyt. za Z. Parvi, Ze wspomnień o Wyspiańskim, [w:] Wyspiański w oczach współczesnych, t. 1, Kraków 1971, s. 28). Na różnych etapach twórczości Wyspiański również wykorzystywał motywy zaczerpnięte z obserwacji natury. W projektach do witraży i fresków, szczególnie do realizacji dla Kościoła Franciszkanów w Krakowie, rytmizował sylwety kwiatów w duchu secesji bądź upraszczał je do geometrycznego ornamentu okalającego figuratywną kompozycję. Prezentowany projekt z kwietnym motywem jest doskonałym przykładem dekoracyjnego stylu dla monumentalnych realizacji krakowskiego mistrza.