Sztuka Dawna. Prace na Papierze
1 grudnia 2020 godz. 19:00

Artur Grottger (1837 Ottyniowice na Podolu - 1867 Amélie-les-Bains)
Portret narzeczonej artysty Wandy Monné, 1866
Estymacja: 40 000 - 60 000 zł
Numer obiektu na aukcji
19
Artur Grottger (1837 Ottyniowice na Podolu - 1867 Amélie-les-Bains)
Portret narzeczonej artysty Wandy Monné, 1866

Estymacja: 40 000 - 60 000 zł

ołówek/papier , 37 x 28,5 cm (w świetle passe-partout)
sygnowany, datowany i opisany l.d.: 'AG | 8/2 9/2 10/2 11/2 12/2 13/2 we Lwowie'
ID: 90843
Podatki i opłaty
- Do kwoty wylicytowanej doliczana jest opłata aukcyjna. Stanowi ona część końcowej ceny obiektu i wynosi 18%.
Pochodzenie
  • kolekcja Karola Młodnickiego, Lwów
  • przedwojenna kolekcja, Poznań
Literatura
  • Beata Kost, Kobiety ze Lwowa, Warszawa 2007, s. 114 (il.)
  • Arthur i Wanda. Dzieje miłości Arthura Grottgera i Wandy Monné. Listy – pamiętniki, t. 1, Medyka-Lwów 1928, s. 149
  • Antoni Potocki, Grottger, Nakładem Księgarni H. Altenberga, Lwów 1907, s. 163 (il.)
  • Marian Kazimierz Olszewski, Katalog wystawy dzieł Artura Grottgera urządzonej staraniem Księgarni H. Altenberga we Lwowie, Lwów 1906, poz. kat. 200, s. 99
  • Jan Bołoz Antoniewicz, Katalog wystawy sztuki polskiej od roku 1764-1886, Lwów 1894, poz. kat. 1359, s. 328
Wystawiany
  • Wystawa dzieł Artura Grottgera, Miejskie Muzeum Przemysłowe we Lwowie, 1906
  • Wystawa Sztuki Polskiej od 1764-1889, Powszechna Wystawa Krajowa, Lwów, 1894
Więcej informacji
ARTUR I WANDA: LOVESTORY

„Jesteś już straszną rywalką dla mojej Muzy! – Ale nie martw się moja Najdroższa, bo ja o tem nie zapominam, że ty przecież we mnie tylko artystę tak bardzo pokochałaś, a że ja tylko jako taki mam prawo do serca twego. Tak – ja będę artystą może zasłużonym – ale nie dla miłości Muzy, tylko dla twojej!”.

Artur Grottger w liście do narzeczonej Wandy Monné, 31 grudnia 1866, [w:] Arthur i Wanda. Dzieje miłości Arthura Grottgera i Wandy Monné. Listy – pamiętniki, t. 2, Medyka – Lwów 1928, s. 15

„Ta, której Arthur Grottger ‘całą przyszłość swoją, doczesną i pośmiertną’ – nie zawiodła go nigdy. Szesnastoletni ‘Dzieć’, który był Muzą ‘Wojny’, dotrzymał artyście kroku do końca, jako jedyny towarzysz i powiernik jego najgłębszych myśli, zarówno w szczęściu, jak i w nieszczęściu. A potem ‘zapamiętawszy każde słowo’, zabrała Wanda szczątki jego do Polski, a duszę do własnego domu (…)” – sumuje w emfazie wybór korespondencji Artura Grottgera i Wandy Monné pisarz Michał Gwalbert Pawlikowski (Arthur i Wanda. Dzieje miłości Arthura Grottgera i Wandy Monné. Listy – pamiętniki, t. 2, Medyka – Lwów 1928, s. 355). Wydana w 1928, oparta na dokumentach zachowanych po narzeczonej artysty przekazanych do archiwum w Medyce, książka stanowiła rodzaju nowoczesnego „romansu” i wariację na temat Künstlerroman i dotyczyła jednego z najważniejszych artystów polskich XIX wieku, młodo zmarłego geniusza, który w swoich pracach zaklął los Polski rozbiorowej oraz ukochanej malarza, które powierzał w całości swoje myśli i uczucia. Historia ich miłości jest krótka, burzliwa i szalenie intensywna. 13 stycznia 1866 29-letni Grottger poznał 16-letnią Wandę podczas balu Towarzystwa Strzeleckiego we Lwowie. Szybko się w sobie zakochali, lecz związkowi przeciwna była rodzina Wandy. Spotykali się potajemnie, a ich związkowi towarzyszyła wysoce romantyczna aura. Chory na gruźlicę Grottger wyjechał do Paryża, gdzie ukończył i wystawił swoje arcydzieło – cykl rysunków „Wojna”. O jego paryskich perypetiach dowiadujemy się z wysyłanych do Wandy listów, w których nazywa ukochaną swoim Paniątkiem, Aniołkiem, Dzieckiem, Złotem, Mistrzykiem, Beatryxem czy Przyjacielem. „Minęła zima i wiosna i lato. On nadludzkim wysiłkiem zdobywał sobie tę opłakaną niezależność swoją i sławę w Paryżu – ja, ginęłam z tęsknoty. Niepojmowałam całej jednak doniosłości tej walki, ciężkiej, śmiertelnej… Czyżbym była potrafiła przypuścić choćby, że on w niej ulegnie?!” pisała w pamiętniku Wanda… (dz. cyt., s. 306). Chory na gruźlicę artysta zmarł w grudniu 1867. W 1871 Wanda wyszła za mąż za malarza i przyjaciela Grottgera Karola Młodnickiego. Obydwoje stworzyli salon intelektualny, pielęgnowali pamięć o artyście i gromadzili pamiątki po nim. Wanda Młodnicka poświęciła się działalności społecznej, była pisarką, stworzyła liczne utwory dla dzieci. Zmarła w 1923. W swoich wspomnieniach Wanda przechowała chwilę powstania prezentowanego portretu: „W tym czasie zajmowałam się składką na sybiraka, Olszewskiego, który w wielkiej znajdował się nędzy. O moja miłosierna panienko, i ja się też przyczynię! W pół dnia zrobił rysunek, ‘Sybiraka’, który zaraz znalazł nabywcę i znaczną kwotę przysporzył biedakowi. Wtedy to rozpoczął rysować mój portret, w staroniemieckim stylu, w szarem futrze, z kotem. Kot ten nazywał się pan Fac. Śliczny egzemplarz sybirski z ciemnym przez grzbiet pręgiem, cały popielaty. Wiecznie był koło mnie. Albo na powłoce sukni rozciągał się na ziemi, albo na kolanach, lub wreszcie siedział mrucząc na mojem ramieniu. Pan Fac wkrótce zaprzyjaźnił się z Arturem. Miał jednak osobliwe fantazye i tak: drażnił mu nerwy szmer kredki podczas rysowania. Raz rzucił się znienacka na rysunek. Odtąd został wykluczony moim wyrokiem z naszego towarzystwa. W odwet za tę przykrość uwiecznił go Artur w albumie. Rysując ten portret dziwną miał ze mną rozmowę. Prosił, abym mu powiedziała, kto mi się w życiu najbardziej podobał, nim jego poznałam” (Arthur i Wanda. Dzieje miłości Arthura Grottgera i Wandy Monné. Listy – pamiętniki, t. 1, Medyka – Lwów 1928, s. 149). Wanda pieszczotliwie nazywała Grottgera „Kociem” (Kocio, Kac Kot), o czym dowiadujemy się z ich korespondencji. Tym bardziej wyobrażenie dziewczyny z kotem nabiera intymnego charakteru, gdzie kot staje się dobrym duchem i opiekunem ogniska domowego (żeby nie powiedzieć alter ego samego malarza). Grottger w wykonanym między 8 a 13 lutego 1866 portrecie posłużył się drobiazgową techniką rysunkową. Z pieczołowitością oddał szczegóły fizjonomii modelki, detale stroju, pysk zwierzęcia i niuanse światłocieniowe, osiągając wrażenie sentymentalności scenki. Wanda pięknymi, krągłymi i jasnymi oczami spogląda prosto w oczy widza (i przy tym samego Grottgera). Jej strój – nastoletniej przecież dziewczyny – sprawia jednak nobliwe wrażenie. Historycy sztuki, choćby Jan Bołoz Antoniewicz, zauważali, że artysta uwikłanym w polską historię postaciom kobiecym nadawał idealne rysy ukochanej. Tak też w sferę portretów Wandy przenikał historyczny afekt – artysta niekiedy (jak ma to miejsce w tym przypadku) stylizował jej wizerunki, eksponując czarny strój na wzór popowstańczych wdów. Silne uczucie do Wandy splatało się wówczas z emocjonalnym patriotyzmem.