Wśród komiksowych bohaterów i złoczyńców
Judyta Majkowska
Motyw walki dobra ze złem jest jednym z najstarszych i najbardziej uniwersalnych tematów w sztuce i kulturze. Spotykamy go zarówno w mitologii, w literaturze pięknej, jak i w komiksach. W Polsce, gdzie rynek komiksowy rozwijał się w nieco innych warunkach niż na Zachodzie, bohaterowie i ich przeciwnicy przybierali specyficzne formy. Zamiast herosów w pelerynach walczących z kosmicznymi tyranami, częściej dostawaliśmy postacie obdarzone humorem, dystansem, a nawet autoironią. Dzięki temu polski komiks wypracował swój własny język opowiadania historii, a bohaterowie i złoczyńcy stali się odbiciem zarówno fantazji, jak i realiów codziennego życia.
Najpopularniejszym polskim twórcą komiksów jest bez wątpienia Henryk Jerzy Chmielewski. Jego seria Tytus, Romek i A'Tomek to dzieło już o statusie kultowego, znane kilku pokoleniom czytelników. Tytus – małpa uczłowieczana przez przyjaciół – nigdy nie był bohaterem w tradycyjnym sensie. Nie walczył z superłotrami, ale raczej z własną nieporadnością i absurdem otaczającego świata. Chmielewski w inteligentny sposób łączył przygodę z dydaktyką: przeciwnikiem bywały tu lenistwo, niewiedza czy nonsens społeczny, a nie demoniczny złoczyńca. Ta formuła sprawiała, że komiks nie tylko bawił, ale i uczył.
Inny rodzaj bohaterstwa odnajdujemy u Janusza Christy, autora kultowego Kajka i Kokosza. Tutaj pojawia się wyraźniejszy podział na protagonistów i antagonistów. Dwaj dzielni wojowie muszą mierzyć się ze Zbójcerzami, zorganizowaną bandą pod wodzą Hegemona. Choć w zamyśle to groźni przeciwnicy, Christa celowo ich ośmieszał, czyniąc z nich źródło żartów i satyry. Zbójcerze są zachłanni, niezdarni i kłótliwi – bardziej śmieszni niż straszni. Ta gra z konwencją sprawiała, że czytelnik czuł przewagę bohaterów nie tylko dzięki sile, ale przede wszystkim dzięki ich sprytowi i zdrowemu rozsądkowi.
Jeszcze inną drogę obrał Tadeusz Baranowski, mistrz absurdu i zabawy formą. W jego komiksach – takich jak "Antresolka profesorka Nerwosolka" czy "Podróż smokiem Diplodokiem", bohaterowie i ich przeciwnicy istnieją w świecie, w którym logika bywa naginana lub wręcz zawieszona. Złoczyńcy często są groteskowymi figurami, a nie realnym zagrożeniem. Bywa, że to sama konstrukcja fabuły czy ograniczenia medium stają się "przeciwnikiem", z którym mierzą się bohaterowie. Baranowski wciągał czytelników w grę, w której zło było jedynie pretekstem do żonglowania absurdem i dowcipem.
Na tym tle szczególnie wyróżnia się Bogusław Polch, który w serii "Funky Koval" (ze scenariuszem Macieja Parowskiego i Jacka Rodka) wprowadził do polskiego komiksu powiew zachodniej estetyki science fiction. Tu pojawiają się klasyczni antagoniści: skorumpowani politycy, potężne korporacje i kosmiczni przestępcy. Konflikt dobra i zła zostaje ukazany w poważniejszym tonie, a stawka jest wysoka – walka o prawdę, wolność i sprawiedliwość w realiach niedalekiej przyszłości. Polch stworzył dzieło, które można postawić obok zachodnich produkcji science fiction, a jego bohaterowie i złoczyńcy mają w sobie coś z archetypów uniwersalnej walki, znanej choćby z komiksów amerykańskich.
Zestawiając te cztery podejścia, dostrzegamy niezwykłą różnorodność polskiego komiksu. Od edukacyjnego absurdu Papcia Chmiela, przez słowiańską parodię Christy, autotematyczne żarty Baranowskiego, aż po dramatyczne science fiction Polcha – wszyscy ci twórcy pokazali, że bohaterowie i złoczyńcy nie muszą być kalką zachodnich wzorców. Mogą być przewrotni, zabawni, groteskowi albo całkiem realistyczni. To właśnie ta wielość interpretacji sprawiła, że polski komiks wypracował własną tożsamość.